Zaloguj



Licznik odwiedzin

DziśDziś2413
WczorajWczoraj2358
RazemRazem1552989

 

Polecam nasze usługi przewodnickie - cena  od 250 zł netto, od 350 brutto  faktura VAT. Programy wycieczki przygotowuję indywidualnie dla każdej grupy dostosowując je do możliwości finansowych i zainteresowań grupy. Proszę o kontakt telefoniczny Lucyna Beata Pściuk przewodnik górski i turystyczny, pilot wycieczek 502 320 069 Bieszczady i okolice oferują dla grup zorganizowanych multum atrakcji, wśród nich są: wycieczki górskie, wycieczki po ścieżkach dydaktycznych, spacery po górskich dolinach, miejscach cennych przyrodniczo, wycieczki rowerowe, spływy kajakowe  i na pontonach, jazda konna pod okiem instruktora, bryczki, wozy traperskie, prelekcje, pokazy filmów przyrodniczych, diaporam,  warsztaty przyrodnicze, warsztaty kulturowe, warsztaty fotografii przyrodniczej,  wizyty w wielu ciekawych miejscach np. hangary na szybowisku w Bezmiechowej, bacówkach z serami Bacówka Nikosa 661 461 306, zagroda edukacyjna Serowy Raj w Bukowcu, sery można zamówić telefonicznie 697 761 807 zwiedzanie muzeów,  galerii, cerkwi i dawnych cerkwi,  ruin, "zaliczanie" punktów widokowych, nawiedzanie sanktuariów, izby pamięci prymasa Wyszyńskiego, spacer po udostępnionych turystycznie rezerwatach, rejsy statkiem  po Jeziorze Solińskim np. statkiem Bryza nr tel. 721 08 08 08 , żaglowanie po Jeziorze Solińskim spotkania z naukowcami, ludźmi kultury, artystami itd. np. przy ognisku, zakup ziół i przypraw u Adama (Numer telefonu do Adama 723 652 669, towar można zamówić drogą pocztową.) itp. Koszt obiadu to w przypadku grup młodzieżowych jest od 15 zł do 25 zł. W tym roku mamy bardzo rozwiniętą ofertę edukacyjną na którą składają się warsztaty i prelekcje: kulturowe, przyrodnicze, związane ze starymi rzemiosłami, fotografii przyrodniczej itd. Cena od 800 zł/grupa warsztaty przyrodniczo-fotograficzne, od 12 zł/os warsztaty pieczenia chleba i proziaków, robienia masła i smażenie konfitur.

 

Nasz serwis  powiązany jest z bardzo interesującymi grupami i stronami na facebooku. Wszystkie tętnią życiem, non stop pojawiają się nowe, piękne zdjęcia, te najbardziej popularne, polubione przez setki, a czasami tysiące osób będę przedstawiać w tej rubryczce.


 

Od niedawna mamy nawy pensjonat w Wańkowej, a raczej prawdziwe gospodarstwo agroturystyczne z wyższej półki. Legenda tych gór Nikosowe Sery wykończył 8 dużych dwuosobowych pokoi z łazienkami, które oferuje w długi weekend majowy wraz z wyżywieniem. Koszt osobodnia (nocleg plus wyżywienie) 100 zł. Jedno z marzeń Kolegi spełniło się, będzie mógł rozpieszczać, podsuwać smakołyki Gościom. No i gotować. Nadal przeżywam te komplety żeliwnych garnków, też sobie taki chociaż jeden kupię. Kuchnia będzie oparta na własnych produktach, w tym kaczkach i gęsiach. No i rewelacyjnych serach znanych już w całym świecie Nie przesadzam, byłam na statystykach naszej strony i  nowa prezentacja o produktach lokalnych, naszych smakołykach, w tym słynnych serach, była jednocześnie oglądana w Australii i Francji. Polecam naszą nową prezentację o regionalnych smakołykach http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=268&Itemid=334 Jej pierwsze zdanie brzmi: "Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie". My w Bieszczadach posiadamy znakomite jedzonko, wspaniałe sery, znakomite przyprawy, miody, nalewki, tradycyjne przetwory itd. itp. W prezentacji polecam tylko to co sama jadam, albo moi Koledzy. No i mój pies Kretyn największy znawca sera w Bieszczadach. Tak bardzo lubi ser Nikosa, że potrafi ukraść plecak, nosem otworzyć zamek i uraczyć się smakołykiem, a jak mu kupiłam ser na zaporze w Solnie to nie chciał go jeść. Nakrzyczałam na niego, psisko zniknął, przez okno widziałam jak ser zakopał w ogrodzie. Nie zje także sera ze sklepu, chyba, że jest ten z najwyższej półki. Bacówki są w każdym naszym programie, ja współpracuję z Nikosem, Bożenką, zatrzymuję się z grupami przed bacówką pani Babie Góralki ale to nie oznacza, że gdzie indziej nie dobrego sera. Do naszych programów weszły także Bieszczadzkie zioła które sprzedaje Adam Kokos przeważnie w Polańczyku.To ten słynny już żółty kiosk samochód stojący koło Polkardu w Polańczyku. Adam ma także wspaniałe miody, przetwory itd.

 

Fot. Asia Paś  Wańkowa pensjonat i bacówka nr tel.  661 461 306

 

Kilka dni temu dostałam zaproszenie na otwarcie nowej restauracji w Bieszczadach. Od 29 kwietnia w Hotel Pałac w Olszanicy https://www.facebook.com/Hotel-Pa%C5%82ac-w-Olszanicy-1229592397085224/ będziemy mieć kolejne miejsce, gdzie będzie można dobrze zjeść. Nie mówię tego na wyrost, dużo pisaliśmy o uczcie dla przewodników, którą nam jesienią  zorganizowano.   Mieliśmy okazję zdegustować przepyszne tradycyjne dania oparte na bardzo dobrym produkcie. Smak gołąbków w sosie borowikowym pozostanie mi w pamięci do końca życia. No i te czekoladowe babeczki nasączane alkoholem. Ech ślinka mi płynie na same wspomnienie. Jeżeli uda się stworzyć fajną, gościnną atmosferę to satysfakcja kulinarna gwarantowana. Warto wiedzieć, że Pałac to także ciekawa atrakcja turystyczna, to historyczne założenie parkowo-pałacowe połączone z fajnym turystycznym zapleczem np. zewnętrznymi basenami, pacami zabaw, kortem.   Pałacowej kuchni można wcześniej skosztować, są jeszcze wolne miejsca na wielkanocny pobyt w ośrodku. To idealne miejsce dla dzieci, duża przestrzeń, park z placami zabaw.

 

 

W Uhercach obok stacji drezyn powstaje dom do góry nogami.  Więcej zdjęć na stronie https://www.facebook.com/bieszczadyprzewodnik

 

Fot. Beata Wilk

 

 


 

Mamy nową hucpamakabrę, a raczej wraca jak bumerang rzekomy problem żmij w naszym regionie. Rzekomy albowiem żmija zygzakowata jest częścią naszej rodzimej przyrody, ma prawo żyć obok nas. Wbrew obiegowym opiniom te węże nie atakują bez powodu. Ze żmijami spotykam się od dziecka, kilka razy miałam z nimi zbyt bliski kontakt, ale na szczęście nic mi nie stało się. Raz wypłoszona przez psa żmija przesunęła mi się po gołej stopie, a drugim razem na Połoninie Caryńskiej zeszłam wiosną w wiadomym celu ze szlaku i znalazłam się na carynce na której wygrzewało się tak z kilkadziesiąt żmij, które opuściły zimowe kryjówki. Cześć była na kamieniach powyżej moich butów, wiele podniosło główki. Nie poruszałam się dość długo, grupa musiała czekać na mnie aż gady uspokoiły się. Jak mamy zachować się, aby żmije nas nie ugryzła? Wiadomo bowiem, że najważniejsza jest profilaktyka. Przede wszystkim nie prowokujemy gada, nie szturchamy go butem, nie bierzmy w rękę itd., pozwólmy mu uciec na nasz widok. Węże na szlaku spotykamy sporadycznie, one wyczuwają drgania podłoża i uciekają przed nami. Chodzimy ścieżką, sprawdzamy, gdzie siadamy (w Bieszczadach nie raz żmija ugryzła turystę, gdy na nią siadał lub panie, które robiły siusiu), przed wejściem w borówczyska, czy trawy tupiemy nogami, aby je wypłoszyć. Nosimy górskie buty kryjące kostki, nie wchodzimy w miejsca, gdzie jest dużo kamieni. Węże lubią się tam wygrzewać. Jak zachować się po dziabnięciu przez żmiję. Przede wszystkim nie panikować. Ugryzienie jest bardzo niebezpieczne dla alergików, nie z powodu toksyn ale wstrząsu, uczulenia oraz dla małych dzieci - duże stężenie jadu na 1 kg masy ciała i małych zwierzaków, przede wszystkim psów. 50 % ugryzień to są tzw. suche, czyli żmije nie wprowadzają jadu. Należy pamiętać, że każdy z nas będzie inaczej reagować na jad. Cześć osób źle poczuje się, ale część będzie wymagać hospitalizacji. Zawsze należy skontaktować się z lekarzem, w górach z GOPR. Poszkodowanego uspokajamy, solą fizjologiczną obmywamy rankę, nakładamy na nią jałowy opatrunek. Nie rozcinamy rany, nie wysysamy, nie dajemy opasek.  Zdejmujemy z poszkodowanego biżuterię, wszystko co może uciskać. Zdecydowana większość poszkodowanych puchnie. Czekamy na przyjazd lekarza.

Żmije charakteryzuje duża zmienność osobnicza, tzn. mamy osobniki w trzech odmianach barwnych: szarej, brązowej i czarnej. Mimo, że jak każde dzikie zwierze dobrze maskują czasami możemy je zobaczyć wygrzewające się na stoach kamieni, asfalcie, drodze. Wtedy oczywiście je omijamy lub jak nie ma innego wyjścia wypłaszamy tupiąc nogami. Na warsztatach albo prowadząc grupę często widzę mówiąc wprost idiotyczne zachowania ludzi. Żadnego zwierzęcia nie otaczamy kołem, zagrożone będzie zawsze bronić się. Żmiję rozpoznajemy po krępej budowie ciała, charakterystycznej główce z okiem z pionową źrenicą, a przede  wszystkim po tzw.wstędze kainowej, wyraźnym u osobników szarych i brązowych zygzaku.

 

Fot. Jacek Bis http://jacekbis.blogspot.com/ Na zdjęciu są dwa osobniki, ten z niebieskimi oczyma jest w trakcie wylinki.

 

Padła rezerwacja grupowa w bardzo poszukiwanym terminie 31 maj-2 czerwiec w ośrodku OW Smerek Polecam bardzo fajne miejsce, dobry standard w cenie 55 zł HB. Ośrodek słynie z bardzo dobrej kuchni, ich specjalnością są: kresowa zupa soljanka, dania z baraniny, pierogi, wędzone pstrągi itd. No i omlety. Powoli Smerek staje się jedną z najbardziej popularnych miejscowości turystycznych w Bieszczadach. Czym kierują się turyści wybierające tę miejscowość na miejsce wypoczynku? Z rozmów z gośćmi wynika, że swoją karierę Smerek zawdzięcza internetowi, górskim forom i naszym grupom na facebooku. Większość potencjalnych turystów kieruje się tzw. szeptaną reklamą, reaguje na polecenie swoich bliskich, znajomych, czy też poszukuje opinii w internecie. Tu Smerek rządzi, w internecie tutejsi usługodawcy, szczególnie, gdy chodzi o gastronomię zdobyli uznanie, zdecydowanie przeważają pochwały i polecenia. Bywalcy podkreślają znakomitą kuchnię w tutejszych trzech restauracjach, ciszę i spokój, piękne widoki i gościnność w obiektach noclegowych. Czego więcej potrzeba do wypoczynku? http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=264&Itemid=330

 

Fot. OW Smerek  Zdjęcie z telefonu

 

Dziś promujmy Tesco. Te ponad 1600 znaków umieszczone w gazetce reklamowej to pomysł Marta Smoczyk To ona dostała zlecenie ale postanowiła mi je oddać abym wspomniała o Bieszczadach widzianych moimi oczyma i o naszej grupie. Bardzo jej dziękuje, mogła promować siebie i pensjonat  Gwiazda Komańczy ale wybrała wspólne dobro. Miałam jeden warunek, musiałam wspomnieć o naszych bacówkach, bieszczadzkie sery vide Nikosowe Sery zagroda edukacyjna Serowy Raj Bożena Wisła ,bacówka państwa Obrochty, bacówka w Osławicy podbiły serca Polaków. Z Martusią postanowiłyśmy iż to będzie także promocja serwisów bieszczadzkich robionych przez przewodników. Oczywiście, nie dostaliśmy za pracę ani grosza. Taka promocja jest kontrowersyjna, ale proszę brać pod uwagę oszałamiający nakład i pozwolenie na promocję tego co chcemy. Tam nie ma połonin, ale jest nasza fantastyczna przyroda, rezerwaty i promocja Nadleśnictwo Baligród, Lasy Państwowe i Centrum Promocji Leśnictwa w Mucznem i fantastyczna kultura vide mało znane atrakcje kulturowe np. Galeria Potoki W zdecydowanej części promujemy ... Góry Słonne i okolica Góry Słonne i Pogórza Pięknie dziękuję Martusi za prospołeczność niewiele jest takich osób jak Ona. Nakład "Tesco Magazyn" to 310 000 egzemplarzy.

 

 


 

9 marca 2017 r. Dochodzi do bliskiego kontaktu, niedźwiedź atakuje. Mimo iż rany są czasami poważne to jednak drapieżnik kontroluje swój atak, nie chciał zabić, ale wypłoszyć, wystraszyć intruza. Pamiętajcie o jednym pazury niedźwiedzi mają od 3 do 7 cm długości, jego kły są stworzone do rozszarpywania, a uderzeniem łapy zwierzak jest w stanie przerwać kręgosłup żubrowi czy krowie. Najczęściej atakuje samica w obronie swoich młodych, należy pamiętać, że maluchy mogą znajdować się i ze sto metrów od matki, zwierzęta ranne i zaskoczone, którym odcięto drogę ucieczki lub te które bronią swego pożywienia. Taka sytuacja zdarzyła się w 2008 r. w okolicach Jeziora Solińskiego, kiedy poszukiwaczka poroża dosłownie weszła na młodego niedźwiedzia spożywającego padlinę. Doszło do braku międzygatunkowego porozumienia, kobieta swoim zachowaniem zasygnalizowała zwierzęciu chęć odebrania jedzenia, a potem gdy on postawił drabinę to odwróciła się do niego plecami i zaczęła uciekać. To spowodowało atak. Kilka lat temu poszukiwacz poroża wjechał na nartach do gawry niedźwiedziej, a żądny wrażeń turysta włożył głowę do gawry w której przebywał drapieżnik. To tylko kilka przypadków ataku. Jak należy się więc zachowywać? Przede wszystkim unikać kontaktu, nie wchodzić do ostoi, nie penetrować tzw. ciepłych lasów np. iglastych młodników, w których często są barłogi niedźwiedzi. Idąc obok miejsc, gdzie mogą znajdować się drapieżniki należy zachowywać się głośno, tak aby zwierzak mógł nas usłyszeć. Moim zdaniem można także kierować się naszymi zmysłami: węchem i słuchem. Niedźwiedzie niekiedy można wyczuć, niezbyt przyjemnie pachną lub usłyszeć jak pomrukują. Najczęściej można zobaczyć niedźwiedzie jak żerują na malinisku, borówczysku lub objadają się grzybami, orzechami laskowymi lub bukwą. Należy wtedy spokojnie wycofać się. Nie wolno wykonywać gwałtownych ruchów, odwracać się plecami i uciekać. Miałam kilka razy przyjemność stanąć oko w oko z młodym niedźwiedziem,  w tym kilka razy na na grzybobraniu. Towarzyszą takiemu spotkaniu bardzo silne emocje, także strach. Oczywiście nic złego nie stało się ani mi, ani mojemu psu. Niedźwiedź wycofał się w swoją stronę, my w swoją. Proszę pamiętać, że każde zaniepokojone zwierzę dzikie, czy domowe, kiedy zasygnalizuje mu się brak agresji przeważnie nie atakuje. Ono nas równie się boi jak my jego.

 

Fot. Jernej Prosienecky

 

Ostatnio w regionie doszło do bliskich spotkań z niedźwiedziami. Tak o jednym z nich  pisze Jernej Prosienecky "Codziennie ryzykuję w pracy, już praktycznie po wyjściu z samochodu, bo wielu rzeczy  nie da się przewidzieć.  Cóż... taka branża, taka profesja, ot praca w lesie. Dosłownie w lesie i dla lasu, nie w biurze n-ctwa, nie jako leśniczy, który dzisiaj siedzi w papierach, tylko jako drwal w deszczu, mrozie, śniegu  przy pniu.  Taki mój chleb powszedni. Wracając do sytuacji z niedźwiedziem.. Jak się nie ma długiego obiektywu, to niestety trzeba podejść i nie ma tutaj żadnej większej rozkminy. Zdaje sobie sprawę czym może pachnieć spotkanie z niedźwiedziem i niekoniecznie musi być to coś przyjemnego. Natomiast nigdy nie podjąłbym ryzyka dla głupiego zdjęcia, jeżeli nie miałbym choć cienia pewności, bo 100% nigdy nie ma, gdyż zwierze jest nieprzewidywalne. Podchodziłem powoli, stopniowo, cały czas obserwując i badając jego reakcje i oswajając go ze swoją obecnością. Oczywiście była w planach także ew. droga ewakuacji i nie w charakterze sprintu lecz wspinaczki na pobliskie drzewo. Opłaciło się w tym wypadku, bo niedźwiedziowi nie przeszkadzała  później moja obecność. Widocznie taki , a nie inny charakter i był tego dnia dobrze usposobiony.. Następnym razem może być taka sytuacja np. w której niedźwiedź już na większym dystansie będzie dawał wyraźne ostrzeżenia i da człowiekowi do zrozumienia, że tym razem trzeba po prostu zrobić zdjęcie oczami, z aparatem w reku i powoli zejść z drogi.. Ile niedźwiedzi tyle charakterów takie moje zdanie.  Czy to był wyczyn? Niech każdy sobie odpowie po swojemu.. Dla mnie to było raczej piękne uwiecznione przeżycie, bo pomimo że takie pospolite to i tak wielce nietuzinkowe. PS: Kto przeżył, ten wie o czym mówię"

 

Fot. Jernej Prosienecky

 


 


Zbliżający się sezon letni zapowiada się rewelacyjnie. Polecam szczególnie II połowę kwietnia i pierwszą dekadę maja bez długiego weekendu, w tym okresie wiele ciekawych ofert po promocyjnej cenie. Bieszczady wtedy wyglądają rewelacyjne ale jakoś organizatorzy nie lubię tych terminów.
Dla miłośników zieleni, ciszy i spokoju  mamy znakomite programy i dobre także cenowo oferty. Pakiety są bogate, w sumie jako grupa mamy ponad 80 programów wycieczek, warsztatów, zajęć terenowych itd. W tym roku bardzo dobrze rozwijają się imprezy pielgrzymkowe i wycieczki seniorów,  to one dominują w moim kalendarzu zleceń.  Najważniejsze są noclegi i wyżywienie, tu oferta jest naprawdę bogata. Cenowo kształtuje się od 55 zł wycieczki szkolne,  65 zł osoby dorosłe.  Cena dla grup organizowanych obejmuje nocleg plus wyżywienie. Oczywiście, jako koordynator nie mam prawa wystawić oferty cenowej ale mogę Koleżankom i Kolegom pewne rzeczy sugerować. Polecam ośrodek Wiking w Ustrzykach Dolnych, on ciągle jest zapełniony gośćmi, stosunek ceny do jakości bardzo dobry, Krzysiek ma już pojedyncze rezerwacje na późnojesienne terminy.   W pakiecie dla wycieczek szkolnych od 55 zł jest  bezpłatna dyskoteka, a dla dorosłych od 65 zł bezpłatne ognisko. Nr tel. do Krzyśka to 605 419 305 W podobnej cenie jest ośrodek wypoczynkowy OW Smerek w Smereku koło Wetliny. W okolicy Jeziora Solińskiego, w Solinie polecam Za Potokiem u Zosi Puch 667 74 44 61.  Ceny pobytu u Zosi są podobne.  W Solinie tuż obok zapory mieści się godny polecenia ośrodek i restauracja "San" Solina, który posiada fajne zaplecze z ogródkiem i parkingami. .  Na osobne wpis zasługuje ośrodek Polkard w Polańczyku goszczący przede wszystkim gości niepełnoprawnych i chorych. Tutejsza kuchnia słynie ze znakomitych pstrągów, jedzonko w Polkardzie jest przepyszne, zawsze świeże i niezbyt drogie. Cenowo jest podobny do poprzednich obiektów noclegowych. Drożej jest w Domu Górskim dawnym Hotelu Górskim w Wetlinie, grupy szkolne od 69 zł, w cenie jest ognisko. Polecam słynącą z dobrej kuchni Unitrę w Polańczyku, to już obiekt trochę droższy ale stosunek ceny do jakości jest naprawdę dobry. To jeden z najbardziej obleganych ośrodków w regionie, mają jeszcze wolne terminy, ale jest ich coraz mniej nawet jesienią. Unitra słynie ze znakomitego jedzenia, ich śniadania budzą zachwyt gości, oparte są surówkach, sałatkach plus zawsze ciepłe danko. Moje ulubione to racuszki z jabłkami. Coraz częściej organizatorzy proszą o domki, szczególnie dla wycieczek licealnych. Polecam "Bieszczadzką Osadę" w Bóbrce pod rezerwatem "Koziniec" nad Jeziorem Myczkowieckim. Bardzo ciekawy pakiet ma zagroda edukacyjna Serowy Raj wraz  z "Góralskimi  Domkami" w Bukowcu, o niej piszę niżej.


Oferta http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=3&Itemid=27

Zapraszam na naszą grupę Bieszczady noclegi https://www.facebook.com/groups/403982863019427/ tu są zarówno zapytania o noclegi jak i oferty, niestety większość to reklamy, na szczęście zdarzają się i polecenia. Zapraszam i na stronę Bieszczady noclegi - to uzupełnienie grupy, misz masz polecenie i reklamy https://www.facebook.com/Bieszczady-noclegi-232378930446081

 

Fot. Grzegorz Tokarz Wielkanocne śniadania w CWS Unitra w Polańczyku

 


 

Żyjemy w globalnej wiosce, dzięki naszym grupom i stronom mamy szanse być w środku wydarzeń, obieg informacji znacznie przyspieszył. Stowarzyszenie Pro Carpatia na swojej stronie Podkarpackie smaki podsumowało ubiegły rok. Artykuł naprawdę ciekawy więc udostępniłam go w naszej przestrzeni wirtualnej. Na mojej tablicy wywiązała się dyskusja odnośnie gminy Olszanica.  Mały fragment artykułu pozwoliłam sobie przenieść na naszą stronę, zapraszam do lektury całości artykułu https://www.facebook.com/podkarpackie.smaki/

Mamy jednak dobry przykład, że świadome działania mające za zadanie „rozśrodkowanie” tej turystycznej nawały mogą przynieść korzystny efekt nawet w skali całej gminy. Takim dobrym przykładem jest bieszczadzka gmina Olszanica, która jeszcze kilka lat temu nie istniała na mapie wakacyjnych atrakcji. Dobra współpraca samorządu (bo to jest jego rola a nie „robienie” turystyki) z przedsiębiorcami już przyniosła wymierne efekty. Bez wsparcia samorządu lokalnego nie powstała by działająca na terenie gminy Olszanica prywatna inicjatywa Janusza Demkowicza zwana Bieszczadzkimi Drezynami Rowerowymi, która w roku 2015 przewiozła 35 tysięcy osób, a w 2016 r. już 65 tysięcy. Przyrost jest wręcz oszałamiający. Do tego można dołączyć niezwykle aktywny Bieszczadzki Browar Rzemieślniczy Ursa Maior w Uhercach Mineralnych i już udało się zatrzymać na dłużej turystów, którzy do tej pory przez teren gminy tylko przejeżdżali kierując się do Ustrzyk Dolnych czy w Wysokie Bieszczady. Jeżeli jeszcze uda się do tego wypromować i rozwinąć w dobrym kierunku - hotelarsko-gastronomicznym - ośrodek wypoczynkowy działający na terenie zespołu pałacowego w Olszanicy to uda się stworzyć zupełnie nową ciekawą destynację turystyczną, której głównym obszarem będzie właśnie teren gminy Olszanica. I teraz pozostanie już tylko jedno: dalej ją rozwijać o kolejne atrakcje i promować, promować i jeszcze raz promować.

Krzysztof Staszewski,
prezes Stowarzyszenia „Pro Carpathia”

Osobiście inaczej rozłożyłabym akcenty, w rozmowie pojawił się dwugłos co wskazuje tylko na to, że w gminie Olszanica mamy naprawdę bardzo duży potencjał. Osobiście dla mnie cichym bohaterem jest szybowisko Politechniki Rzeszowskiej w Bezmiechowej/Paszowej. To mekka lotników, ale  w ub. roku było tam multum gości, wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie jeszcze więcej, gdyż pojawią się nowe atrakcje np. na platformie widokowej znajdującej się na szczycie budynku będzie możliwość obserwacji astronomicznych. Ostatnio dużo mówi się o możliwości budowy wyciągu narciarskiego i stworzenia najdłuższej w Bieszczadach trasy narciarskiej. Trasa ma prowadzić na Paszową i liczyć ok 3 km. Moim zdaniem to mrzonka, w lesie poniżej stoku są takie atrakcje przyrodnicze prawnie chronione, że nie ma najmniejszych szans na inwestycje. I nie mówię tu o rezerwatach "Dyrbek" i "Buczyna w Wańkowej", które jak wieść gminna niesie powstały po to, aby ograniczyć apetyt Politechniki.

Zwierzyń jest coraz bardziej popularną wsią o specyficznym mikroklimacie. To znowu mekka dla wędkarzy. San w tej okolicy jest określany jako najlepsza rzeka pstrągowo-lipieniowa w Europie, a pobliski odcinek OS "San" zwą El Dorado. To tu dwukrotnie odbyły się mistrzostwa świata w łowieniu na muchę. Wędkarze nas błagają abyśmy nie reklamowali walorów wędkarskich regionu, na OS już wszystkie pozwolenia są sprzedane. Tu także jest cudowne źródełko do którego pielgrzymują zarówno turyści jaki pątnicy. No i przewodnicy z grupami.

Bacówka Nikosa w Wańkowej to już marka, drzwi w Czarze PGR-u nawet teraz zimą nie zamykają się. Non stop są tu chętni na pyszny ser. Na naszych grupach i stronach nie ma tygodnia bez fotorelacji z bacówki. Część organizatorów dzwoniąc do minie z prośbą o program wprost żądają degustacji serów. I co najdziwniejsze Koledze nie jest potrzebna reklama i promocja, tu działa poczta pantoflowa. Nikos  także pomaga innym serowarom i usługodawcom. Ostatnio promuje bardzo fajny domek w Paszowej W Starej Owczarni. Niestety, domek nie jest całoroczny, będzie można go wynająć dopiero od maja.

Dowody na moje spostrzeżenia są tu, na stronie Olszanica i okolice. Strona czasami  dociera tygodniowo do 40 000 osób  https://www.facebook.com/bieszczadyprzewodnik/

 

Fot.Ewa Dudzińska-Szybowska Pomnik przyrody "Wodospad w Uhercach Mineralnych" mogło w ub. roku odwiedzić nawet 15 000 gości z całego świata

 


 

1 stycznia 2017 r.  Sylwester to czas podsumowań. 2016 r. był bardzo udany, Bieszczady odwiedziło setki tysięcy gości, być może nawet milion. Na szlaki w BdPN weszło ponad 480 000 osób, kolejką wąskotorową przejechało się ponad 127 000 osób, a sanocki skansen odwiedziło ponad 120 000 gości. To od lat  bieszczadzka czołówka. W tym roku nie było podziału na sezon letni i zimowy, goście byli także w marcu, kwietniu, listopadzie i na początku grudnia. Bardzo z tego cieszę się, Bieszczady o każdej porze roku są piękne. Mamy nowe atrakcje. W tym roku hitem była Bezmiechowa, szybowisko, pokazy ptaków drapieżnych, rezerwat, a przede wszystkim  cudne widoki to był magnes ściągający na Kamionkę tygodniowo tysiące osób. Bardzo dużą popularnością cieszyły się atrakcje zgrupowane wokół ośrodka Caritas w Myczkowcach. Ogród biblijny, ogród ekumeniczny z miniaturami świątyń, wystawa w Centrum Promocji Natura 2000 pakiet, który zainteresował ze 100 000 osób. W Bieszczadach pięknie rozwija się ruch pielgrzymkowy, masowo nawiedzane są sanktuaria w Jasieniu, Polańczyku, a przede wszystkim w Zagórzu. Zagórz to miejsce wyjątkowe dla pielgrzymów i turystów, jest tu bowiem wyjątkowa atrakcja, czyli sanktuarium z podwójnie cudownym obrazem Zwiastowania NMP (wyjątkowe dzieło sztuki i podmiot kultu), artystyczna Droga Krzyżowa (14 rzeź artystów związanych z Bieszczadami), ruiny warowni-klasztoru Karmelitów z punktem widokowym na wieży i odtworzonym ogrodem klasztornym. Dla mnie osobiście największym zaskoczeniem była popularność "Wodospadu na Olszance" - tę geoatrakcję mogło zwiedzić nawet 15 000 osób, wśród nich byli goście nawet z RPA.

Moim zdaniem największy sukces odnieśli Koledzy z Kochamkolej.pl.  Dużo dobrego zdziałali, ale na pierwszy plan wybija się popularność Bieszczadzkiego Żaczka w wakacje i powrót połączenia kolejowego ze Słowacją. To w Bieszczadach okazało się, że kolej jest nie tylko alternatywą dla połączeń autobusowych ale także wyjątkową atrakcją turystyczną. Były i takie weekendy, że goście nie mogli dostać się do szynobusu mimo wcześniej wykupionych biletów. Plusem tego połączenia jest możliwość przewiezienia rowerów, dzięki czemu ładnie rozwija się turystyka rowerowa na styku Bieszczadów i Beskidu Niskiego.

Największa porażka i skandal to zablokowanie przez radnych gminy Cisna i Lutowiska włączenia części BdPN na listę Dziedzictwa Ludzkości UNESCO. Bieszczadzka puszcza mogła zostać wyróżniona, byłby prestiż dla Polski i Bieszczadów oraz darmowa kampania promocyjna. Gminni radni negatywnie wypowiedzieli się w czasie konsultacji społecznych grzebiąc tę ciekawą inicjatywę, która nie miałaby najmniejszego wpływu na życie mieszkańców.

 

Gwiazda jest tylko jedna, a jest nią nasza bieszczadzko-poznańska Cisia. Los Je Misiowatości  złapał za serducho miliony, ma wielkie grono fanów, którzy podziwiają jej wariactwa w poznańskim zoo albo na filmikach. Cisna to mała niedźwiedzica porzucona przez matkę. Została uratowana przez ludzi dobrej woli, w tym przez leśników z Nadleśnictwa Cisna i dr. Fedaczyńskiego z Przemyśla. Trafiła do niedźwiedziego azylu w ZOO w Poznaniu, gdzie szaleje ze swoim kumplem psem Bari. Szczegóły tu https://www.facebook.com/Zoo-Pozna%C5%84-Official-Site-1475315479348773/


Fot. Jacek Bis Jelenie w Seredniy

 


 

Z prawdziwą radością informuję, że dzięki wysiłkom Kolegów z Kocham Kolej w przyszłym roku w weekendy w wakacje będzie kursował pociąg relacji Rzeszów-Medzilaboerce na Słowacji. Jest to odpowiedź wojewódzkiego samorządu na zapotrzebowanie rynkowe, w tym roku ku zaskoczeniu wszystkich "decydentów od turystyki" Bieszczadzki Żaczek cieszył się wielką popularnością. Do tego stopnia, że wielokrotnie turyści mimo wcześniej wykupionych biletów nie mogli wsiąść do szynobusu. I bardzo ważna informacja dla miłośników turystów rowerowych. W szynobusie istnieje możliwość przewożenie rowerów.

Medzilaborce to miasto  w północno-wschodniej Słowacji, liczy sobie ok. 12 tys. mieszkańców. Pod względem turystycznym takie sobie, większość zabytków została zniszczona w czasie I wojny św., która w Karpatach miała wyjątkowo tragiczny przebiegi operacji dukielsko-preszowskiej. Słynie z wielokulturowości, na Słowacji nie było wysiedleń, więc nadal obok siebie żyją Słowacy, Rusini, których tylko część uważa się za Ukraińców, Węgrzy, Romowie. Za najciekawszą atrakcję uchodzi Muzeum Sztuki Nowoczesnej im. Andy Warhola. Andy Werhol znany w całym świecie artysta, przede wszystkim malarz, twórca pop artu był z pochodzenia Łemkowiem-Rusinem, jego rodzice urodzili się w Mikovie. Między Bogiem, a prawdą muzeum takie sobie, warto je jednak zwiedzić. Na uwagę zasługuje cerkiew prawosławna p.w. Ducha Świętego, ma bardzo oryginalny kształt i ciekawe wnętrze pokryte polichromią autorstwa Dimitriosa Leussisa i Dusana Kanddricaka. Powierzchnia malowideł imponująca, to 1 600 m2.  Na trasie Palota-Medzilaborce można zobaczyć sprzęt wojskowy, przede wszystkim czołgi,  to upamiętnienie działań związanych ze wspomnianą przeze mnie operacją. Komańczę od Medzilaborzec dzieli ok. 70 km, można tam dotrzeć i na rowerze, trasa jest wymagająca albowiem trzeba przebić się przez łuk Karpat. Obok muzeum jest pensjonat Andy, gdzie dobrze  karmią, mają też niezła kawę http://www.penzionandy.sk/ Nieopodal Medzlaborzec znajdują się słynne ruiny klasztoru i kościoła Bazylianów w Krasnym Brodzie. Warto wiedzieć, że Krasny Brod był znanym miejscem pielgrzymkowym, odbywały się tu targi, w tym słynne na całą okolicę targi na żony.

 

Fot. Marek Kusiak Krasny Brod ruiny klasztoru, to tu odbywały się słynne w Karpatach targi na żony

 


 

Mamy nową atrakcję turystyczną i to pod dachem.  W 2013 r. powołano  Leśny Kompleks  Promocyjny  "Lasy Bieszczadzkie", którego zadaniem jest m.in edukacja leśna i udostępnienie turystyczne bieszczadzkich lasów. Powstają ścieżki: "Branzberg" wiodąca do miejsca mordu Polaków dokonanego przez UPA  , "Krutyjówka" biegnącą wzdłuż potoku Muczne, "Wokół Mucznego" pokazująca urok doliny w której położone jest Muczne,   "Za domkiem myśliwskim" ukazująca urok lasów położonych pod Bukowym Berdem, "Piechurów" biegnąca od filarów mostu kolejki wąskotorowej do punktu widokowego. Ścieżka "Jodła"  wiodąca do swego czasu najgrubszej jodły w kraju została zrewitalizowana, podobnie ścieżka, która obecnie nazywa się "Stare Procisne" Na obszarze Nadleśnictwa Lutowiska są: "Dwernik-Kamień", "Hylaty", "Przez górski las", moja ulubiona puszczańska "Rezerwat Hulskie", "Szkółki Leśne" w Smolniku. stworzono naprawdę zadbaną infrastrukturę szlakową: ornitologiczna platforma widokowa na żeremiu bobrzym pomiędzy Tarnawą, a Mucznem,  punkt widokowy na ścieżce "Piechurów",  wiata w Mucznem, dwa pola biwakowe: jedno obok miejsca, gdzie Wołosate wpada do Sanu i w Stuposianach. W Mucznem utworzono Centrum Edukacji Leśnej ze świetną wystawą w pawilonie muzealnym. Coś z trzy tygodnie temu, jeszcze przed otwarciem  z maleńką grupą wprosiłam się do Centrum Promocji Leśnictwa w Mucznem i wyszłam dosłownie oczarowana ekspozycją i wystawą Mateusz Matysiak - Polish Bird Photos Wystawa w pawilonie jest świetna, przemyślana i bardzo łatwo po niej oprowadzać, weszłam po raz pierwszy i od razu odnalazłam się. To przewodnicki samograj. Na wystawie mamy wypchane zwierzaki, podobnych ekspozycji w regionie jest kilka, tę wyróżnia koncepcja prezentacji. W założeniach jest podobna do tej w Krempnej w Magurski Park Narodowy zwierzaki są prezentowane w środowisku w którym żyją. Mi pod względem edukacyjnym najbardziej do gustu przypadło żeremie bobrze, gdzie oprócz rodziny bobrów mamy wydrę, ptaki wodne, żmiję zygzakowatą, salamandrę itd. Wszystko jest ze sobą powiązane więc bardzo łatwo wytłumaczyć rolę jaką w przyrodzie odrywają zwierzęcy inżynierowie i łańcuszek powiązań pomiędzy poszczególnymi organizmami. Rewelacyjna jest gawra z niedźwiedziem w środku, chyba samicą, bo po górze gawry chodzi tzw. piastun. No i wilki wraz z puszczykami uralskimi i puchaczem. Są i jelenie, takie jakie chodziły po Bieszczadach w czasach mojej młodości, nie znam się na tym, ale to było regularne poroże 22 więc być może złotomedalowe. No i dziki, na widok odyńca szczęka mi opadła, nie wiedziałam, że na świecie żyją tak potężne osobniki. Jest i stado żubrów, z tym potężnym samcem, mam 169 cm wzrostu ale on jest chyba ode mnie wyższy. Są i rysie, żbik i wiele innych gatunków. Informacja dla organizatorów, ośrodka wewnątrz nie widziałam i nie znam ale całość robi spójne wrażenie. Przede wszystkim pomocny i bardzo miły personel wart jest wzmianki. No i pakiet, w tej dolinie goście nie będą nudzić się.Tym bardziej, że w przyszłym roku wyremontują drogę do Tarnawy.Po trasie jest jeszcze godna polecenia pokazowa  zagroda żubrów i mini skansen leśny.

Ze strony Centrum:

"Cennik opłat za wstęp do pawilonu wystawowego przy Centrum Promocji Leśnictwa w Mucznem.
1. Pawilon wystawowy w sezonie jesienno-zimowym, dostępny jest dla zwiedzających w dni robocze, w godzinach: 13.00-15.00.
2. Grupy zorganizowane proszone są o wcześniejszy kontakt w celu ustalenia indywidualnych godzin zwiedzania.

3. Jednorazowo w pawilonie może przebywać nie więcej niż 20 osób.
4. Pawilon wystawowy udostępniany jest tylko w obecności pracownika Nadleśnictwa Stuposiany.
5. Bilety wstępu są do nabycia w recepcji Centrum Promocji Leśnictwa.
6. Opłata za bilet wstępu do pawilonu wystawowego:
→ Osoby dorosłe – 4 zł
→ Młodzież szkolna, studenci (do 26 lat), emeryci i renciści – 2 zł
→ Dzieci do 5 lat, z domów dziecka, uczniowie szkół specjalnych, osoby niepełnosprawne, opiekunowie grup szkolnych, przewodnicy turystyczni prowadzący grupę – bezpłatnie.
Kontakt: Ewelina Górna – Baran, tel.: 692 359 442 "

 

Własność Centrum Edukacji Leśnej w Mucznem

 


 

Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku to oczywiście jedna z największych atrakcji w naszym kraju. Popularnością cieszy się od lat, ostatnimi czasy jednak bije rekordy popularności.  W ub. roku odwiedziło je 120 000 gości, wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie zdecydowanie więcej. Mnie zaskakuje ilość gości z zagranicy, w tym z Bliskiego Wschodu, Arabów.  Jestem bezczelną babą więc kiedyś w skansenie zapytałam się, jakąś chyba rodzinkę z Kuwejtu, co im najbardziej podoba się w Bieszczadach. Odpowiedzieli, że zieleń, drewniana architektura i konie. Nie dziwię się, skansen jest przepięknie wkomponowany w krajobraz, zewsząd  otacza nas las, zieleń i woda. Muzeum leży nad Sanem u podnóża Gór Słonnych. Skansen o pow. 38 ha  już ma 5 sektorów etnograficznych, sektor wydobycia ropy naftowej, Miasteczko Galicyjskie, sektor dworski, taką dziwaczną kamienną drogę krzyżową, a powstaje synagoga, sektor archeologiczny.  Ten ostatni może być niebywała gratką, archeolodzy od nowa odkrywają historię Podkarpacia i Małopolski, co wykopalisko to sensacja. Oczywiście, że tam już byłam,  na razie są dwie wczesnośredniowieczne półziemianki.  Sektor pasterski to potencjalny hit, na razie w skansenie są owce  rasy górskiej tickle i karpackie kozy, które pozyskano z Odrzechowej. Dyrekcja muzeum usiłuje zdobyć inne rasy zwierząt niegdyś hodowanych w naszych górach,  być może wiosną będą bardzo rzadkie owce barwne, które do nas przywędrowały z pasterzami w XV i XVI w. z południa Europy wraz z grupami tzw. Wołochów. Powstają koszary, koliby związane z pasterstwem.  Skansen zwiedza się z przewodnikiem, usługa kosztuje 50 zł, ale można zebrać grupę turystów i sumę podzielić. Koszt biletów to 14 zł dorośli, ulgowe dzieci, nauczyciele, emeryci 9 zł, przewodnicy i piloci gratis. I trochę goryczy. W ubiegłym roku skansen żył,  na Galicyjskim Rynku było gwarnie, były kramy z pamiątkami, w piekarni można było kupić przepyszne proziaki, w warsztacie garncarskim zaopatrzyć się w gliniane garnki, w tym nasze karpackie cegły (rodzaj garnka wkładanego do pieczenia, polecam z całego serca, potrawy są z nich są  znakomite i zdrowe), w zakładzie fotograficznym zdobić sobie portret w sepii. Niestety, w tym roku decyzją urzędników z ministerstwa handel został zakazany. Przewodnicy skansenowi mówili o zakazie unijnym, to nieprawda. Dyrekcja skansenu walczy o powrót do normalności, ale czy w przyszłym roku uda się coś osiągnąć nie wiadomo. Warto brać pod uwagę miejsca pracy, na rynku galicyjskim pracowało kilka/kilkanaście osób. Sanocki skansen jest jednym z największych pracodawców w okolicy, łącznie na etatach i dorywczo jako przewodnicy pracuje tu do 60 osób.

Fot. Robert Mosoń Sektor bojkowski

 


 

Kilka dni temu postanowiłam pomóc Koledze Krzyśkowi Zabłockiemu prowadzić fanpage https://www.facebook.com/NoclegiViking/ Na początku nie wiedziałam jak to ugryźć, ale jak to w życiu bywa sprawa potoczyła się swoim tokiem. Powstaje ustrzycko-bieszczadzki serwis turystyczny, który od początku zdobył sobie pewną popularność. Trochę mnie to nie dziwi, strona ośrodka powinna być przede wszystkim informatorem pokazującym atrakcyjność okolicy, regionu. Czasy, że nasi Goście potrzebowali tylko noclegów i wyżywienia skończyły się. Teraz każda miejscowość, region powinien postawić na pakiet, czyli zaproponować potencjalnym gościom możliwość atrakcyjnego spędzenia czasu. Bieszczady, a mówię to  z pozycji osoby uzależnionej i zakochanej w regionie mają prawie wszystko aby fajnie wypocząć, a Ustrzyki Dolne  same mogą zaproponować ciekawy pakiet. Mamy tu najbardziej nowoczesny na Podkarpaciu zespół basenów Delfin, bardzo dobre wyciągi narciarskie, trasy do biegów narciarskich, szlaki spacerowe, Nordic Walking Park, szlaki rowerowe, w okolicy stadniny, downhill i pumptruck - tory do jazdy  na rowerze, galerie, dobrą bazę gastronomiczną, koncerty w parku Pod Dębami, gdzie możemy także aktywnie wypoczywać.  itd. Największe atrakcje to bezwzględnie Muzeum Przyrodnicze BdPN, Sanktuarium MB Bieszczadzkiej zwanej MB Wypędzonych, Muzeum Młynarstwa i Wsi, Bieszczadzkie Drezyny Rowerowe. Ustrzyki Dolne są 7 km oddalone od przejścia granicznego w Krościenku, a na dodatek są centralnie położone. Stąd wszędzie jest blisko, zarówno nad Jezioro Solińskie jak i do Przemyśla, do Sanoka jak i w góry. Viking ma bardzo dobrą opinię na górskich i historycznych forach. I zniżki dla forumowych Gości. "Bardzo Ci dziękuję raz jeszcze za namiary na Vikinga. Przyzwoite warunki i przesympatyczny właściciel. To było właśnie to czego oczekiwałem. Szukałem haczyka w tym wszystkim, bo takie warunki za taką cenę, to mało realna sprawa. Ale... okazało się, że żadnych haczyków nie było. Dziękuję Ci bardzo bardzo." To wpis Contiego z forum turystyka górska.

 

A to relacja Trotyla z for górskich i historycznych. "Ha,skoro powiedziało się A to i trzeba powiedzieć B. Wyjazd nasz zaczął się w Grójcu z półgodzinnym opóźnieniem. Potem przez  Radom, Iłżę, Ostrowiec,Tarnobrzeg, Rzeszów do Ustrzyk Dolnych. Podróż autobusem trwała ponad 9 godzin. W Ustrzykach zajrzeliśmy najpierw do Niedźwiadka coby coś wrzucić ciepłego na ruszt. Kamila czekała na pizze, a ja prowadziłem dyskusję z autochtonem. A o czym ?? To wiadomo -o Siczce i KSU ( to muzyka z moich czasów,gdy byłem technikum). Spytałem jak trafić do Vikinga , ale ilość wypitego przez niego trunku spowodowała, że kręciłem się wokół dworca (nieczynnego). W końcu nie wytrzymałem i zadzwoniłem do właściciela Vikinga, bo wilki niedługo tu mnie zjedzą. Gość tylko się spytał gdzie jestem i po kilkunastu minutach przybył busem i zabrał nas do lokalu.
W lokalu tłum ludzi. Jakaś wycieczka czy coś w tym stylu. No to popadłem -myślę. A tu od razu zapraszają mnie do stołu: rosół, schabowy, kompot. Oż w mordę jeża - nie zamawiałem, ale jak dają to biorę.
Pewnie beknę przy rachunku. Kamila zjadła i poszła spać.
A ja zostałem z towarzystwem . I powiem tylko jedno: tak dobrze to dawno się nie bawiłem. Ekipa dobrze się integrowała, a ja razem z nimi. Przyjęto mnie bardzo życzliwie, choć byli to obcy ludzie.
Rano wstałem i poszedłem się rozliczyć z właścicielem. Okazało się, że za podwózkę, obiad, nocleg, kawę,,śniadanie zapłaciłem 5 dych za dwie osoby. Taniocha.
Kierownik tej ekipy nie chciał mnie wypuścić,  jak się dowiedział, że zamierzam pochodzić po Bieszczadach powiedział:  Trotyl jedź z nami na jezioro, popływamy statkiem, wieczorem wrócimy, będzie wesoło... Ale ja miałem inne plany. Okazało się, że jadą autobusem do Ustrzyk Górnych i nas zabiorą, tylko czekają na przewodnika. W ich rozmowach często padało słowo ...pani Lucyna. E,nie ,to niemożliwe, czyżby ta lucyna. Patrzymy, a tu pędzi pani w czerwonym polarze i przeprasza za spóźnienie. W pewnym momencie pani ta przygląda się memu etui na telefon wiszącemu na mojej szyi. A na nim przyczepiony jest znaczek z wiosennego zlotu GS.  Nic  jej jednak to jej nie mówiło. Zapakowaliśmy się do autobusu i heja. Powiem tylko jedno: wieki szacunek dla Lucyny za informacje o Bieszczadach, które przekazała nam w czasie podróży. O mieszkańcach obecnych i byłych, akcji Wisła , wilkach ,parzydle leśnym, czosnku niedźwiedzim, cerkwiach, o tym, że Bóg jest jeden, a reszta to polityka i pieniądze. Jechaliśmy piękną trasą przez Nasiczne. W pewnym momencie poprosiłem, aby nas gdzieś wypuścili, bo my chcemy iść na Rawkę. Lucyna, powiedziała, że to za chwilę, bo jesteśmy już w Berehach i kierowca się tam zatrzyma. I mamy iść w lewo. Podziękowałem ekipie za podwózkę (za free) i podając rękę pani przewodnik, powiedziałem: To ja TROTYL z DWS-u. Dawno nie widziałem takiej reakcji człowieka. Jakby w Ciebie Lucyno piorun strzelił . Pozwól, że Cię zacytuje :Ja pip pip , ludzie wiecie kto to jest ??? To mój kolega z forum!!!! Jaki ten świat mały, a gdzie ta ze złamaną ręką??? Na co Kamila pomachała gipsem. I wysiedliśmy w Brzegach.

 

Własność https://www.facebook.com/NoclegiViking/

 


 

27 stycznia w Polańczyku zakończył się  konferencją cykl szkoleń dla przewodników górskich  organizowanych w ramach projektu "Zielone Podkarpacie - popularyzacja różnorodności biologicznej w wymiarze ekosystemowym" prowadzony  przez Procarpathię.http://www.zielonepodkarpacie.pl/aktualnosci/art237,nowy-projekt-zielone-podkarpacie-bedzie-popularyzowal-roznorodnosc-biologiczna-naszego-regionu.html Stowarzyszenie chyba 10 lat temu rozpoczęło  szkolenia dla przewodników związanych z turystyką przyrodniczą i muszę przyznać, iż jest to strzał w 10. Dzięki nim została nie tylko przeszkolona garść osób zajmujących się z obsługą ruchu turystycznego, ale także na rynku zaistniały nowe produkty turystyczne, które cieszą się bardzo dużą popularnością. Głównym celem projektu było zwiększenie świadomości społecznej mieszkańców najbardziej cennych przyrodniczo terenów Podkarpacia i informowanie  o znaczeniu różnorodności biologicznej. Część projektu zaadresowana do braci turystycznej obejmowała szkolenia czynnych przewodników turystycznych , w dużej mierze zapoznawano nas z podkarpackimi ścieżkami przyrodniczymi i badaniami naukowymi. Projekt przewidywał inwentaryzację 50 ścieżek i wydanie przewodnika po ścieżkach przyrodniczych. W ramach projektu ukazały się  także  książki i z tego najbardziej cieszę się.  "Czerwona Księga Roślin woj. podkarpackiego" i "Fauna wodna potoków karpackich  - cenne gatunki i zespoły Przewodnik terenowy" bezsprzecznie wypełniły lukę rynkową , a i przysłużą się popularyzacji podkarpackiej przyrody.   Uzupełnieniem pakietu promocyjnego jest film "Szlakiem podkarpackiej przyrody" udostępniony na portalu społecznościowym i gra dydaktyczna "Bioróżnorodność Karpat Wschodnich".

Konferencja była podsumowaniem projektu, przybyło na nią wielu tzw. beneficjentów i osoby z branży turystycznej, było tylko kilka czerwonych polarów i wielu naszych forumowych Kolegów. Trwała króciutko, było tylko 7 punktów programu, w tym przywitanie i podsumowanie wygłoszone przez szefa Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju i Promocji Podkarpacia "Pro Carpathia" pana Krzysztofa Staszewskiego. Mnie zainteresowały ostatnie słowa Krzyśka: planujemy nowe projekty i nowe szkolenia dla przewodników. I to nazywa się dobra wiadomość, łapka w górze: proszę pamiętajcie o mnie i innych zawodowych przewodnikach. Część naukowa została podsumowana bardzo ciekawymi wykładzikami autorów wspomnianych przeze mnie książek, dr Aneta Bylak i prof. Krzysztof Kukuła opowiadali o swoich ostatnich badaniach, oficjalny temat prezentacji "Fauna wodna potoków karpackich", a dr Paweł Wolański współautor "Czerwonej Księgi..." zaprezentował nam "Zagrożone zbiorowiska roślinne w województwie podkarpackim". Jak zwykle gwiazdą spotkania był nasz forumowy Kolega Marcin Scelina, który miał się czym pochwalić. Nadleśnictwo Baligród przygotowuje dla turystów, o grupach zorganizowanych nie zapominając, bardzo ciekawe ścieżki przyrodnicze z bogatą infrastrukturą, w tym dla osób niepełnosprawnych, wiaty, parkingi itd. Na szczęście ich robota jest doceniona m.in. zostali "Leśną instytucją 2014 r". Marcin popełnił jak on to określa broszurę "Krzewmy krzewy" obiekt pożądania nas wszystkich na konferencji. Bezczelnie pochwalę się, jako jedyna ją dostałam i chodziłam z głowa w chmurach przez kilka godzin, książeczka palce lizać.  Nadleśnictwo Baligród przygotowuje dla nas przewodników szkolenie wczesną wiosną. Kolega przewodnik Grzegorz Sitko i pan Jarosław Reczek zaprezentowali nam projekt od strony komercyjnej, Grzesiek opowiadał o swoim długoletnim doświadczeniu związanym z turystyką przyrodniczą, Kolega specjalizuje się w ornitologii, a pan Reczek mówił o certyfikacji obiektów noclegowych. Było i o przewodnictwie, Koledzy narzekają na tzw. uwolnienie zawodu przewodnika. Ilość zleceń spada na łeb na szyję, ale ja widzę jedno. Dzięki temu, że jestem dobrze wyszkolona m.in. w zagadnieniach przyrodniczych, mam różnorodne programy mogę swobodnie konkurować z pseudoprzewodnikami zarówno wiedzą jak i doświadczeniem, ale i  ofertą.  Mimo iż jestem droższa to na brak klientów nie narzekam, przeważnie pracuję dla współpracujących z nami ośrodków wypoczynkowych i ze stałymi klientami (raczej dobrymi znajomymi)-organizatorami. Takie szkolenia, jak to, nie dość, że  promuje  przyrodę,  pomaga rozwijać produkt turystyczny związany z ekoturystyką to także zapewniają zlecenia przewodnikom. W kuluarach rozmawialiśmy o świetnych książkach, o nowych atrakcjach turystycznych (będzie się działo, oj będzie), promocji, a przede wszystkim o naszym znakomitym serze bieszczadzkim. To jest hit, moje spostrzeżenia potwierdzają oficjalne badania naukowe: goście przybywający w Bieszczady chcą bacówek i znakomitego sera. Coś mi się zdaje, że to w dużej mierze zasługa Nikosa i jego bacówki w Wańkowej do której serdecznie zapraszam. Nie umiem przemawiać, jam skromny zawodowy przewodnik, więc tylko w króciutkich ale płynących z głębi serca słowach chcę podziękować Stowarzyszeniu Pro Carpathia, szczególnie  pani Małgorzacie Draganik  koordynatorowi projektu i panu prezesowi  Krzysztofowi Staszewskiemu oraz Wszystkim zaangażowanym i zatrudnionym przy projekcie, Naukowcom, Kolegom przewodnikom  za ciekawie spędzony czas, za to dobro, którego doświadczyliśmy. Proszę mi wierzyć, że te szkolenia nie są podobne  do setek innych, nas wszystkich tak naprawdę łączy pasja i umiłowanie karpackiej przyrody. No większość na pewno :)


Link do strony, możliwość pobrania http://www.zielonepodkarpacie.pl/nasze-publikacje/

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska Rezerwat "Sine Wiry"

 


 

Bardzo dziękuję pani Ani z Zespołu Karpackich Parków Krajobrazowych za przesłanie mi kolejnej dawki wiedzy. Tym razem otrzymałam świetne książki: Hanny i Romana Reszelów "Pomniki przyrody nieożywionej Zespołu Karpackich Parków Krajobrazowych", przepięknie wydany  informator "Parki Krajobrazowe Zespołu Karpackich Parków Krajobrazowych w Krośnie" i kalendarz. Są to wydawnictwa bezpłatne, które mogą otrzymać osoby zainteresowane karpacką przyrodą. Muszę przyznać, że książki wzbudziły zainteresowanie nie tylko moje, ale i Kolegów przewodników. Na ostatnim szkoleniu Piotrka Kutiaka (piszę o nim poniżej) w Centrum Promocji Obszarów Natura 2000 w Myczkowcach dużo o nich rozmawialiśmy chwaląc przede wszystkim tę maleńką monografię o pomnikach przyrody.  Proszę nie dziwić się, Piotr jest specjalistą zajmującym się ustalaniem, który obiekt może znaleźć się na liście pomników przyrody ożywionej i nieożywionej. Ostatnio mówił mi, że zostało odkryte kolejne źródło siarczkowe na terenie Sanoka, trwają prace nad wpisaniem go na listę obiektów chronionych. Na szkoleniu wpadliśmy na pomysł aby promować geoatrakcje więc zapraszam do lektury fragmenciku książki  Hanna i Roman Reszelowie w książeczce "Pomniki przyrody nieożywionej Zespołu Karpackich Parków Krajobrazowych", którą można bezpłatnie otrzymać w siedzibie Zespołu Parków w Dukli. "Próg powstał w obrębie koryta Olchowatego, ok. 1,6 km od jego ujścia do Osławy. Jest to typowy wodospad ześlizgowy, nachylony w kierunku zgodnym z biegiem potoku. Tworzy go jednolity, masywny blok gruboziarnistego piaskowca płaszczowiny dukielskiej wysokości równej 3,7 m,należy więc do wodospadów niskich. Woda spływa po powierzchni o trapezowym zarysie (z dolną podstawą 10 m i górną 8 m), nachylonej pod kątem 40-45 stopni, urozmaiconej licznymi wygładzonymi bruzdami erozyjnymi. W przeźroczystej wodzie u stóp progu wyraźnie widoczny jest kocioł eworsyjny. Poniżej wodospadu znajdują się jeszcze trzy kolejne, choć mniejsze stopnie skalne. Energię ze spadającej z nich wody, według informacji leśniczego Andrzeja Pengryna, wykorzystywano niegdyś do napędzania kołem wodnym miechów dymarek. Służyły one do wytopu żelaza z lokalnie występującej rudy darniowej. W XVIII wieku funkcjonowała w Duszatynie mała huta żelaza. Dzisiaj, po tym prymitywnym hutnictwie pozostały tylko resztki szlaki."

Pomnik znajduje się przy szlaku czerwonym wiodącym na słynne Jeziorka Duszatyńskie. Polecam prezentację o rezerwacie "Zwiezło" http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=33&Itemid=49

 

Fot. Robert Mosoń

 


 

25 maja 2015 r. Od kilku dni na naszej grupie Bieszczady https://www.facebook.com/groups/grupa.bieszczady/ wrze.  Najpierw Kolega przewodnik Marek Kusiak, a później inni fotograficy wrzucili na grupę zdjęcie schodków wiodących na Tarnicę. Szlak niebieski wiodący z Wołosatego na Przełęcz przypomina schody wiodące do nieba. Kopuła Tarnicy to już zagroda dla turystów, inaczej tego nie mogę określić. Sama jestem zbulwersowana, z jednej strony jestem w stanie zrozumieć ochronę otoczenia szlaków prowadzoną prze Bieszczadzki Park Narodowy, ale z drugiej strony to co tam postawiono wydaję mi się sennym koszmarem. Dla mnie Tarnica jest już straconą górą, nie pójdę tam ani prywatnie, ani służbowo z grupami. Z prostej przyczyny.  Komercyjna do bólu Tarnica to zaprzeczenie idei ochrony przyrody i powstania parku narodowego. Kilkutysięczne pielgrzymki idące ławą w Wielki Piątek niszczące wszystko co podpadnie pod nogi.  Widziałam tam kilku panów odpalających grilla, rodzinki z dziećmi zbierające kwiatuszki, zużyte pampersy i podpaski, a teraz na dodatek ta obrzydliwa infrastruktura szlakowa. Za zgodą autorów przetoczę kilka opinii zaczynając od swojej.

Lucyna Beata Pściuk przewodnik górski, admin grup i strony, koordynator nieformalnego klastra turystycznego

"Oczywiście, że to zabezpieczenie przed turystami otoczenia szlaków. Odkąd kilka lat temu widziałam grilla na kopule to wymiękłam. Etos turysty górskiego sięga dna.  Dla mnie Tarnica jest już stracona, mimo iż nie mam za dużo zleceń to już chyba z 5 razy odmówiłam poprowadzenia tam grup. Ja do degradacji natury ręki nie przyłożę. Niech Tarnica pozostanie w domenie pielgrzymek w Wielki Piątek. Bieszczady dla przeciętnego Bieszczadnika stają się powoli terenem nieprzyjaznym. Ktoś uwierzył w te bzdety typu góry dla wszystkich, ławeczki i schodki, poręcze itd. Już sobie wyobrażam co będzie działo się za kilka lat, gdy ta cała infrastruktura zniszczy się i nie będzie kasy na następną. Tak jest na czerwonym na Wetlińskiej, na zejściu na Berehy Górne widziałam osoby niepełnosprawne bez przewodnika, z zbyt mała liczbą opiekunów, które uwierzyły że góry są dla wszystkich. Na rozwalonych schodkach, a raczej obok nich kilka osób schodziło na czworakach w dół bez asekuracji. Sama prowadzę grupy osób niepełnosprawnych od lat i prawdę powiedziawszy im ta infrastruktura utrudnia życie, a nie pomaga. Z tego co wiem to dopiero początek zmian Ponoć park kupił tyle żelastwa i siatek, że rzeczywiście będziemy odizolowani od przyrody."

Jur-Ro

"Dla mnie tak samo, jak Pani Lucynie, Tarnica jest stracona. Nie byłem na niej już kilka lat. Nie chcę chodzić w dzikim tłumie, słuchać "zachwytów", przeplatanych k....wami i ch...jami. Nie chcę oglądać bydła, które śmieci i zostawia po sobie chlew. Nie biorę udziału w spędach nazywanych pielgrzymkami czy drogami krzyżowymi. NIE!!! Wolę inne szlaki, gdzie mogę spotkać normalnych ludzi z którymi można porozmawiać. Wolę inne szlaki, może mniej widowiskowe, ale tam czuję przyrodę, czuję fizyczną obecność ducha gór, tam chce mi się żyć i tam, życie jest piękne." To jakaś kpina!!! O co chodzi z tymi wszystkimi schodami, dachami nad grobowcami, krzyżami wbijanymi w zabytki? Jak zobaczyłem, co zrobili w Beniowej i Siankach, to mnie zatkało, a teraz to,  szkoda słów"

Szymon Wójcik

"Przykry widok, ale promujecie region na potęgę i są już efekty. Swoją drogą jak dawno temu stawiali krzyż nikt nie zaprotestował, pozwoliliście zrobić to miejscem kultu (tego czy innego - jeden gniot) - macie efekt, a niestety będzie gorzej. A najsmutniejsze jest to, że za 5 lat przywykną ludzie i będą to brali za normalne."

Tomasz Dacko

"Ciekawe kto to "arcydzieło" zaprojektował i odebrał? Schodząc po tych schodach można sobie nogę rozciąć tymi wystającymi ceownikami"

Halina Siemianowska

"Park narodowy, obszar objęty ochroną prawną, zachowany w stanie naturalnym lub niewiele zmieniony przez działalność gospodarczą człowieka, charakteryzujący się nieprzeciętnymi wartościami naukowymi oraz wyjątkowymi walorami przyrodniczymi, krajobrazowymi, społecznymi, kulturowymi i wychowawczymi, na którym ochronie podlegają wszystkie elementy przyrody. Park narodowy stanowi najwyższą formę ochrony przyrody. I jak to się ma do rzeczywistości?"

Grzegorz Wnętrzak

"Dlatego chcąc poczuć klimat dawnych Bieszczadów jeżdżę na Pogórze Przemyskie, Góry Sanocko-Turczańskie. Już nawet nie w Beskid Niski odkąd nastała moda na Łemkowszczyznę. Co ma do tego krzyż? Czy to tłumy pielgrzymów zadeptują Tarnicę? Zwyczaj stawiania krzyży jest starszy niż historia polskiej turystyki i nie zauważyłem, by z tego powodu stała się komuś krzywda. Wręcz przeciwnie. Problem prawdziwym jest to, kto przychodzi w Bieszczady. Bo te góry, jak zresztą każde inne, nie są dla wszystkich. Każdy może moczyć się w basenie w Tunezji, nie każdy powinien chodzić po górach."

Krzysztof Wrona

"Patrząc na to wszystko z drugiej strony to powstają pensjonaty, hotele, restauracje, sklepy wielkoformatowe i to wszystko się jakoś utrzymuje czyli jest takie zapotrzebowanie. Wszystko zależy od nas samych czego oczekujemy jadąc w Bieszczady. Ja oczekuje dzikości , spokoju jak najwięcej obcowania z naturą i przyrodą. I niech za takim poglądem również idą czyny, a miejmy nadzieje, że sytuacja sama się poprawi."Pani Lucynko Pani jako Matka założycielka jak również osoba która ma kontakty powinna wysmarować odpowiedniego maila ze sprzeciwem nas wszystkich na tego typu działania. Pewnie nie powstrzyma to i tok rozpoczętej inwestycji ale może w przyszłości powstrzyma podobne inwestycje. Oczywiście proszę to potraktować tylko jako sugestię.

Konrad Nowak

"Obawiam się, że skończyła się już dzikość gór. Duch gór, który panował tam gdzie są szczyty poległ w walce zarówno z turystami  tymi prawdziwymi jak i z klapkowiczami ale też w walce z decydentami. Komercjalizacja dotarła nawet w Bieszczady. Odkąd pamiętam Bieszczady były górami mało odwiedzanymi i dlatego fajnie dzikimi. Teraz zaczęło się właśnie tego typu działanie. Myślę, że zarówno my, którzy jesteśmy przeciwni budowaniu takich inwestycji jak schody na Tarnicę, jak też Ci którzy te schody wymyślili i budują, mamy rację. My nie chcemy, bo to psuje wygląd, bo to jest nienaturalne i faktycznie niekoniecznie musi to spełnić swoje zadania. Oni bo ziemia się osuwa, bo jest coraz więcej turystów itd. Niestety nikt nie pyta turysty, czy chce chodzić po schodach, czy woli dziko wyglądające ścieżki. Mi osobiście bardzo się to nie podoba. Patrząc na te zdjęcia chyba nie chcę już więcej wchodzić na Tarnicę. To już nie te same Bieszczady i najbardziej znany ich szczyt. Aż mnie ściska w dołku jak na to patrzę..."

Andrzej Lenart przewodnik górki, radny powiatu bieszczadzkiego

"Szok, przecież to nie o ochronę przyrody w tym przypadku chodzi. To bzdurne wydawanie pieniędzy za dużo ich ma BdPN. Lepiej byłoby przeznaczyć na bezpłatne wejście do parku dla młodzieży."

 

Fot. Marek Kusiak