Zaloguj



Licznik odwiedzin

DziśDziś48
WczorajWczoraj944
RazemRazem1809337
Dobre gady
Wpisany przez Lucyna Beata Pściuk   

 

Kilka lat temu pewien Pan Profesor zafascynowany Bieszczadami zadał mi bardzo mądre pytanie: pani Lucynko, macie taką wspaniałą przyrodę, tak ciekawą historię, dlaczego jako region promujecie tych pijusów? Miał na myśli zakapiorów. Utkwiła mi ta rozmowa w pamięci, zaważyła na moim dalszym  przewodnickim życiu. Od pewno czasu staram się dotrzeć do bliżej nieznanych faktów, ciekawostek związanych z Bieszczadami i szeroko rozumianą okolicą. Wśród rzeczy tajemnych, niezmiernie ciekawych jest kwestia swoistej ochrony węży na terenie naszej części Karpat. Moim zdaniem tak  można potraktować wiarę w cudowną moc węży, opiekę nad dobrymi gadami. Sądzę, że w bardzo dużej mierze dzięki temu, iż nasi przodkowie otoczyli swoistym kultem te zwierzaki mamy w Bieszczadach tak dużą zmienność osobniczą węży i to, iż występują tu  prawie wszystkie polskie gatunki węży: żmije zygzakowate w trzech odmianach barwnych, zaskrońce w kilku odmianach barwnych, gniewosze i węże Eskulapa. Można też u nas spotkać podobne do węży jaszczurki beznogie czyli padalce np. w odmianie turkusowej. Prawie wszystkie, bo na zachodzie Polski chyba w ub. roku stwierdzono występowanie jeszcze zaskrońca rybołowa.

 

Fot. Gniewosz plamisty Rafał Robert Dudek

 

Ryszard Wiktor Schramm "Prywatna podróż pamięci".

"Obok duchów domowych bywały też po niektórych chałupach "dobre gady", zadomowione węże, mieszkające pod zagatą lub wprost w izbie w norze pod ścianą. Niechętnie o nich wspominano, ale były. Szanowano je i otaczano czcią, dostawały mleko z jednej miski razem z dziećmi. Niektórzy mieli szczęście hodować króla wężów z koroną na głowie. Miał takiego do ostatnich czasów stary Maksym Łuczka w Olchowie pod Ostrą Górką - nie przyznawał się do tego, ale ludzie wiedzieli. Niektóre gady stanowiły niejako własność społeczną wraz z zamieszkiwanymi i chronionymi przez nie budowlami. Taki stary, szeroko znany i szanowany gad mieszkał pod "maślaną" kapliczką w Machawie, tuż koło gościńca do Baligrodu.

... Nie ma już dobrych gadów, odkąd nie stało ludzi, którzy je hodowali. "

 

Fot. Robert Mosoń Zaskroniec Natrix natrix

 

Andaw. "Zabobony, pieśni i obrzędy ludu mieszkającego u źródeł Sanu i Dniestru" "Płaj nr 32"

"W wielkich górach, na wschód słońca, pośród głazów olbrzymich, przebywa król wężów; nosi on na głowie złocistą koronę, zasadzaną brylantami i dyamentami, a gdy wielkie koło zatoczy, milę drogi robi na raz. Człowiek, który go zobaczy, a chciałby zabić, przepadł, ale gdy  mu nic nie szkodzi, szczęśliwy bywa potem w życiu. Wąż taki w swojej mocy trzyma wszystko stworzenie przebywające pod ziemią; gdy gwiźnie, wszystkie gady spieszą na jego rozkazy, gdy nakaże, wszystkie znikają z ziemi i bez jego woli nie wyjdą na światło. Strzeże on skarbów wielkich, a ktoby go zaczarować potrafił, posiadłby te skarby na zawsze."

 

Fot. Robert Mosoń Zaskroniec Natrix natrix

 

Franciszek Kotula "Po rzeszowskim podgórzu błądząc"

"[...]W izbie była jeszcze jedna gromada mieszkańców i tę zastawiłem na końcu. Była to liczna rodzina wężów, liczniejsza od ludzi razem z bydłem wziąwszy. Co więcej; byli to mieszkańcy nie tylko uprzywilejowani, ale jeszcze wyjątkowo honorowani. Mimo, że co do jakości pomieszczenia ci mieszkańcy chałupy dziadka Szury wcale nie byli wymagający - byli nawet bardzo skromni.[...] Między dylami były liczne szpary, pod dylami zaś od strony łbów bydlęcych liczne chodniki, wyrobione przez myszy, a często i szczury. To był faktycznie "podziemny świat",istny labirynt.Grub nigdy nikt nie uszczelniał, ścian nie tynkował. Między kamieniami - podobnie jak między dylami - były szczeliny i dziury. Gruba pod nalepą i chodniki pod bylami były mieszkaniem wspomnianych już uprzywilejowanych mieszkańców - wężów. Ciepło im tam było, zacisznie, przytulnie, wygodnie. Czuły się też doskonale, może i dlatego, że były w rodowej wspólnocie.
Prawda! W izbie mieszkał jeszcze kot, ale ten przychodził raczej spać, wygrzać się na nalepie i mleka napić.

 

Fot. Robert Mosoń Zaskrońce często szukają schronienia w pustych ulach

 

Węże i koty wiedziały, kiedy gospodyni doi krowy. Może słuchem umiały rozróżnić od innych szmerów czy głosów siorkanie strumyczków mleka do skopka? A może czuły na swój sposób? Gospodyni, kiedy tylko kończyła dojenie, najpierw szła w kierunku ławy i do trzubków czy skorupek nalewała po odrobinie białego, słodkiego płynu. Niewiele, bo wówczas krowy podle się doiły. Jeśli się je chowało, to w dużej mierze dla nawozu i jałówek na wesele. Węże i koty piły z naczynek pospołu, zgodnie.

Kiedy gady przesuwały się po klepisku , tak z kryjówek, jak i do nich, ludzie bardzo uważali, żeby im broń Boże nie zrobić  krzywdy. Jeśli człowiek otwierał drzwi i zobaczył węża czekającego, aby wyjść lub wejść - o, to tak dziadek, jak i wszyscy domownicy dawali mu pierwszeństwo. Właściwie to węże nie miały tak ściśle określonego miejsca przebywania, jak ludzie i zwierzęta. I na wyrko właziły, na ciepłą jeszcze nalepę. Zwijały się w kłębuszki lu krążki i leżały, czasem tak długo, dopóki ich człowiek stamtąd nie usunął z takich czy innych względów; zawsze w interesie gada. Do skręconych wężów podchodziły dzieci, bawiły się z nimi jak z królikami, czy kotami. Jeśli któremuś wystawał ogon z jakiejś szpary, wyciągały długie ciało , ot, dla zabawy. Ileż to razy wciskał się gad do kołyski dziecka! Wówczas bawiło się z nim jak z lalką. A jeśli matka dała dziecku garnuszek mleka do wypicia, wąż zjawiał się nie wiadomo skąd i wpychał swój łeb do naczynia, by i tu skosztować.

 

Fot. Janusz Cymerman

 

Węże również bardzo łase były na prażuchę. Była to kasza z pośrutowanego żyta lub jęczmienia, ugotowana rano i wstawiona do pieca za kamienną zastawę, żeby się dobrze wyprażyła i była ciepła do południa, do obiadu. Bo u dziadka Szury - zresztą jak wszędzie indziej - jadło gotowało się tylko raz dziennie, rano. W południe wyciągano prażuchę z pieca i jedzono. Ale jeśli gospodyni nie zakryła dziury szczelnie albo kamień lub deseczkę ktoś niebacznie poruszył i zrobiła się szpara, wąż zawsze ją wyśledził, wpełzał do pieca, a potem napęczniały jak dynia układał się w kąciku i uciekał stamtąd dopiero wtedy, gdy gospodyni ogień rozniecała.

Ileż to razy ta czy inna gospodyni, wskazując na krowy, mówiła: - To są nasze żywicielki! - Albo nawet:- To są nasze matki! - Toteż od wieków ludzie strzegli ich i pielęgnowali je wszelkimi sposobami. Strzegli przede wszystkim przed czarownicami, które uroki na krowy rzucały, mleko im odbierały. Ale wszelkie nieszczęścia, jakie mogły spowodować czary, nie maiły do krów dostępu, jeśli w chałupie były gospodarze-węże. Stąd właśnie ich uprzywilejowana pozycja.

 

Fot. Andrej Banach Zaskroniec

 

Edward Marszałek "Z karpackich lasów"

"Ze zwierząt obawiano się żmiji zygzakowantej, przez co bezlitośnie tępiono wszystkie "hady". Wierzono jednak, że w każdej chyży żyje pod piecem domowy zaskroniec, który przynosi domownikom szczęście, nawet  jednej miski pije i mleko z dziećmi."


Fot. Marek Kusiak Żmija zygzakowata

 

Krzysztof Potaczała "Bieszczady w PRL-u"

"Kiedyś w Hulskiem, w 1962 r. Rusinek sam schwytał Eskulapa. - Wylegiwał się na skalnym rumowisku. Nie dostrzegł mnie, dlatego mogłem go dobrze obejrzeć. Początkowo nie miałem zamiaru go ruszać, ale przypomniałem sobie nauki Radziwionka, że jest zupełnie niegroźny. Nie miałem wprawy,a jednak udało mi się ułapić węża. Wił się, skurczybyk, walczył, odczułem jego siłę na własnych rękach, ale nie odpuściłem. Kiedy już w Zatwarnicy z robotnikami go zmierzyliśmy, aż nam oczy wyszły na wierzch. Miał metr osiemdziesiąt osiem długości! Wziąłem go do baraku i wypuściłem w przestronnej izbie. Nie miałem pojęcie jak obchodzić się z takim stworzeniem. Obawy się nie sprawdziły.  Rusinek i jego podwładni, którzy szybko zaakceptowali nowego lokatora, porzucali mu myszy, martwe ptaki, jaszczurki.  Żółto-oliwkowy gad błyskawicznie chwytał je w pysk, po czym zwijał się i konsumował. - Tak się z nim zaprzyjaźniłem, że nie chciałem wypuścić do lasu - wraca pamięcią Rusinek. A że węże Eskulapa lubią środowisko wilgotnych budynków, ten został ze mną. Gniazdował pod łóżkiem równe dwa miesiące. Często wypełzał pod barak, właził na dach, w różne zakamarki. Czasami go łapałem i bawiłem się z nim u uciesze chłopów. Zazwyczaj był łagodny, a jak się zdenerwował to gryzł, tyle, że niemal bezboleśnie. Potem znów gdzieś umykał, wślizgiwał się w szczeliny, ale zawsze wracał pod żelazne łóżko. Aż pewnego dnia na zawsze się ulotnił. Nie dałbym jednak głowy czy na pewno popełzł w trawę i dalej poszukał wolności, czy też ktoś mi go podebrał i sprzedał."    


Fot. Mariusz Strusiewicz Zaskroniec (Natrix natrix) melanistyczny

Zaskroniec (Natrix natrix), Bieszczady forma brązowa

 

W Dwerniku położony niedaleko Sanu drewniany  dom pewnej rodziny od lat był kryjówką dla Eskulapów. Mieszkający sami długo o tym nie wiedzieli - aż do czasu, kiedy odpoczywali pod rozłożystą lipą, popijali kawę i nagle nie bez lęku dostrzegli wypełzającego ze szczeliny na poddaszu ogromnego oliwkowego gada. Wtedy nie mieli jeszcze wiedzy o gatunkach rodzimej herpetofauny, więc w pierwszym odruchu chcieli go zatłuc strażackim bosakiemm jednakże wąż był szybszy i skrył się w dziurze pod stopową belką. Gdy opowiedzieli swoje przeżycie znajomemu leśnikowi i opisali węża,mogli odetchnąć z ulgą. Przyrzekli też solennie, że nie będą na niego czyhać z widłami, ale dadzą mu spokojnie żyć.

- W naszym letnim domku w Bieszczadach Eskulapy były od dawna, raz trzy, innym razem tylko jeden - opowiada mieszkanka Sanoka. - Ich obecność nam nie przeszkadzała, nawet mieliśmy nieraz ubaw. Jedliśmy kolację, a tu nagle spod dachu wypełzło długie cielsko i po chwili owijało się wokół nogi stołu. Nie do uwierzenia? Tak właśnie było.

 

Fot. Andrej Banach Zaskroniec Natrix natrix

 

Wojomir Wojciechowski "Czar Bieszczadów Opowiadania Woja"

"Przezabawne historie stwarzała również dzika bieszczadzka przyroda. Jedna z pań bała się spać w nocy. Mówiła, że pod materac może coś się wślizgnąć, na przykład wąż, bo wokoło były węże Eskulapa i zaskrońce. Żmije zostały raczej wypłoszone, bo wtedy chodziło za dużo ludzi. Rano wstaliśmy do swoich zajęć i tylko czekaliśmy, kiedy wiaterek zwieje. Wtedy wsiadaliśmy do łodzi i wypływaliśmy o 5-6 rano przy wietrznej pogodzie. Ta pani dopiero układała się do snu, gdy było już widno. Raz po powrocie siedzimy, jemy przy ognisku śniadanie i nagle słyszymy krzyk w hangarze. Biegniemy, a ona dosłownie wypadła ze śpiwora, wymachuje rękami i pokazuje, że wąż jet pod jej materacem. Faktycznie, podnosimy ten materac, a pod nim usadowił się piękny eskulap, który poczuł ciepło i zwinięty odpoczywał . Rzeczywiście, można było dostać zawału serca, jeżeli ktoś, jak nasza znajoma, panicznie bał się węży.

Innym razem znowu dekorowaliśmy, czym można było, tę naszą przystań. Pamiętam rzeźbę wiszącą u sufitu na sznurku w kojach. Miała w nich spać zaprzyjaźniona rodzina z dziećmi. Pani miała wątpliwości, czy jakieś zwierzę leśne, a zwłaszcza plicha, ich nie odwiedzi. Bardzo często się pokazywały. Podobne trochę do wiewiórki, ale znacznie mniejsze, z pięknym puszystym ogonkiem, z dużymi oczami z czarną obwódką. Niektóre plichy potrafiły chodzić po suficie. Były bardzo popularne. Czasami tak harcowały, że nie mogliśmy spać. Najczęściej wabiliśmy je do jakiegoś jedzenia wykładanego kilka metrów od hangaru.

Pani patrzy na wiszącą figurkę i nagle w półmroku dostrzega, jak figurka się rusza. Rusza oczkami, pokazuje języczek, akurat na wysokości jej głowy coś się rozwija na tej wiszącej figurce. Krzyk był nieludzki. Zerwaliśmy się od ogniska i wpadliśmy do hangaru na ratunek. Półmrok, strach także się udzielił. Po dokładnym obejrzeniu okazało się, że eskulap tak pięknie się prezentował. Za nim była dziura w suficie, którą uciekł pewnie też przerażony."

 

Fot. Rafał Robert Dudek  To tylko padalec Anguis fragilis

 

W Bieszczadach jest realizowany projekt Czynna ochrona węża Eskulapa w Bieszczadach Zachodnich.  Kilka słów o nim pobrałam ze strony projektu.

"Mając na uwadze stan i zagrożenia populacji węża Eskulapa w Polsce dzięki wsparciu finansowemu Unii Europejskiej (85% finansowania) i Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska w Warszawie (15% finansowania) w kwietniu 2011 r. rozpoczęto realizację projektu „Czynna ochrona węża Eskulapa w Bieszczadach Zachodnich”. Głównym celem projektu jest kontynuacja działań związanych z czynną ochroną siedlisk tego gatunku z 2009 r. w paśmie Otrytu poprzez uzupełnianie istniejących kopców, pniakowisk, gałęziowisk, tworzenie polan, odkrzaczanie, wykaszanie. Ponadto poszerzenie działań ochronnych poza obszar występowania ostatniej stabilnej populacji, włączenie do współpracy RDLP Krosno wraz z 7 nadleśnictwami na których wąż Eskulapa występuje, kontynuacja rozpoznania stanu populacji i badań naukowych nad preferencjami siedliskowymi gatunku poprzez m.in. monitorowanie efektów czynnej ochrony."

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=81&Itemid=87

Prawdę powiedziawszy od wczoraj nosi mnie. Non stop słyszę o tym, że pewna osoba znana z imienia i nazwiska wyłapuje w Bieszczadach węże Eskulapa. Wszyscy o tym wiedzą, nikt nie potrafi jej tego udowodnić. Jeżeli wiedzielibyście i mieli dowody na jej niecną działalność to skontaktujcie się ze Strażą  Leśną. Być może takich osób w Bieszczadach jest więcej. Proszę nie bądźcie obojętni. Węży Eskulapa jest naprawdę niewiele, być może jest to tylko około 200 osobników. Zabicie jednego z nich, zabranie go z naturalnego środowiska to jest przyczynek do całkowitego wyginięcia tego jakże sympatycznego gada. Taki przypadek miał już miejsce na Lubelszczyźnie. Tam węży Eskulapa już nie ma.

Naukowcy bardzo proszą o podawanie wyników Waszych obserwacji. Jeżeli potkacie się z tym gadem, wiecie, gdzie on występuje to skontaktujcie się z Panią Koordynator projektu. Każda tego rodzaju informacja może okazać się ważna. Nawet wtedy, gdy pomylicie węża Eskulapa z melanistycznym  zaskrońcem. Z takim jak na zdjęciu Mariusza.

Zapraszam do wątku o bieszczadzkich gadach. Na razie ma taki kształt. Już wiem, że będę musiała opracować temat szerzej.

Od Pani Koordynator Katarzyny Kurek dostaliśmy link do programu edukacyjnego "Ochrona węży w Polsce -

pakiet edukacyjny". Można go pobrać tu

http://www.pke-zg.org.pl/old/podstrony/programy6.html

 

Fot. IOP Kraków

 

Zapraszam do lektury bardzo ciekawego postu pana Zdzisława Kwaska za, który bardzo dziękuję.
"Stara bojkowska kurna chata pewnie już po niej nie ma śladu.
Ileż kryła w sobie wydarzeń, historyjek opowieści przy zapiecku a także obyczajów mieszkańców. Tego dziś nikt nie zliczy. Tylko jeszcze gdzie nigdzie dożywający swych lat dziadkowie mogą wiele powiedzieć. Na szczęście etnografowie wiele takich wydarzeń zapisali i dziś możemy głównie z ich wiedzy korzystać, że nie zliczę: Franciszek Kotula, Wincenty Pol. Oskar Kolberg, Iwan Franko i inni. Pamiętam starą "Soplówkę" w Czarnej Górnej i dziadka Sopla, który snuł ciekawe opowieści, pamiętam starą chatę "Iskrówkę" z zapieckiem. Z czasów zamieszkiwania w Bieszczadach wyczytałem a także wysłuchałem wiele ciekawych opowieści. Tę o "Upirzu" już opisałem. Dzisiaj chciałbym opowiedzieć i wężach, które licznie zamieszkiwały takie chaty. Węże zamieszkiwały chatę wespół z kotami, kurami i psami. Każdy wąż miał swoją przyjaciółkę, krowę. Gospodyni po udoje pozostawiała w miseczkach mleko dla kotów i węży. Wężom nie wolno było czynić krzywdy, gdyż potrafiły się zemścić na krowie, która mogła stracić mleko. Jedna gospodyni skrzywdziła węża. Świadoma grzechu jaki popełniła postanowiła się wyspowiadać. Jednak ani proboszcz ani biskup nie chcieli dać jej rozgrzeszenia, Pojechała do papieża, Ten dał jej za pokutę przyłożyć sobie węża do piersi by ssał jej grzeszną krew i tak otrzyma rozgrzeszenia, Kobieta wróciła do domu i uczyniła jak papież nakazał. Kobieta zmarła ale za to otrzymała rozgrzeszenie. Takie opowieści ku przestrodze opowiadano sobie przy darciu pierza. Dawna mieszkanka Załuża pani Wanda Warchoł wyjaśniała mi dlaczego lina kolejowa przed Zagórzem nagle skręca; otóż pracownicy kolejowi przy układaniu torów ujrzeli króla wężowego, żeby uniknąć kłopotów poprowadzili tory z pominięciem skały."

 

Fot. Marek Kusiak Libuchora

 

Polecamy

Bieszczadzkie gady http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=81&Itemid=87

Rezerwat "Koziniec" http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=224&Itemid=231

Myczków i Bojkowie http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=255&Itemid=318

 

Fot. Tomasz Dacko Pod Kozińcem

 

 

My na facebooku

 

Fot. Tomasz Dacko

 

Polecam nasze usługi przewodnickie - cena  od 250 zł netto, od 350 brutto  faktura VAT. Programy wycieczki przygotowuję indywidualnie dla każdej grupy dostosowując je do możliwości finansowych i zainteresowań grupy. Proszę o kontakt telefoniczny Lucyna Beata Pściuk przewodnik górski i turystyczny, pilot wycieczek 502 320 069 Bieszczady i okolice oferują dla grup zorganizowanych multum atrakcji, wśród nich są: wycieczki górskie, wycieczki po ścieżkach dydaktycznych, spacery po górskich dolinach, miejscach cennych przyrodniczo, wycieczki rowerowe, spływy kajakowe  i na pontonach, jazda konna pod okiem instruktora, bryczki, wozy traperskie, prelekcje, pokazy filmów przyrodniczych, diaporam,  warsztaty przyrodnicze, warsztaty kulturowe, warsztaty fotografii przyrodniczej,  wizyty w wielu ciekawych miejscach np. hangary na szybowisku w Bezmiechowej, bacówkach z serami Bacówka Nikosa 504 750 254, zagroda edukacyjna Serowy Raj w Bukowcu, sery można zamówić telefonicznie 697 761 807 zwiedzanie muzeów,  galerii, cerkwi i dawnych cerkwi,  ruin, "zaliczanie" punktów widokowych, nawiedzanie sanktuariów, izby pamięci prymasa Wyszyńskiego, spacer po udostępnionych turystycznie rezerwatach, rejsy statkiem  po Jeziorze Solińskim np. statkiem Bryza nr tel. 721 08 08 08 , żaglowanie po Jeziorze Solińskim spotkania z naukowcami, ludźmi kultury, artystami itd. np. przy ognisku, zakup ziół i przypraw u Adama (Numer telefonu do Adama 723 652 669, towar można zamówić drogą pocztową.) itp. Koszt obiadu to w przypadku grup młodzieżowych jest od 15 zł do 25 zł. W tym roku mamy bardzo rozwiniętą ofertę edukacyjną na którą składają się warsztaty i prelekcje: kulturowe, przyrodnicze, związane ze starymi rzemiosłami, fotografii przyrodniczej itd. Cena od 800 zł/grupa warsztaty przyrodniczo-fotograficzne, od 12 zł/

 

Fot.