Zaloguj



Licznik odwiedzin

DziśDziś153
WczorajWczoraj3690
RazemRazem1701878
Tarnawa
Wpisany przez Lucyna Beata Pściuk   

 

Tarnawa to miejscowość położona tam, gdzie diabeł mówi dobranoc, czyli tuż przy granicy z Ukrainą w tzw. worku bieszczadzkim. Ta pięknie położona nad Sanem  mała osada  znajdująca się  częściowo na terenie  Bieszczadzkiego Parku Narodowego, a częściowo na obszarze Parku Krajobrazowego Doliny Sanu jest odcięta od świata. Nie kursują tu autobusy ani regularnie  busy. Można za to liczyć na stopa, należy jednak pamiętać iż poza sezonem bardzo rzadko jeżdżą tamtędy samochody.


Fot. Lidia Orlicz

 

Niegdyś ludna okolica, były tu dwie wsie: Tarnawa Niżna i Tarnawa Wyżna. Obie tak naprawdę przestały istnieć po II wojnie św. Przecięła je granica, ludność została wysiedlona, domostwa spalone. Obecna Tarnawa to osada w większości zamieszkała przez pracowników Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Po wchłonięciu okolicy przez BdPN, Tarnawa jest częścią parku narodowego, budynki sprzedano dawnym pracownikom Iglooplu, powstała tu mała osada o charakterze turystycznym.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Uwielbiam te okolice. Dla mnie Tarnawa to kwintesencja bieszczadzkiej gościnności. Mieszkają tu wyjątkowi ludzie, życzliwi, uśmiechnięci. Bieszczadzki Park Narodowy postawił na rozwój turystyki przyjaznej środowisku. Uwielbiam słuchać Ich opowieści, niektóre mrożą krew w żyłach. Pamiętam jak kilka lat temu poszukiwałam zasięgu. Łączność w "strefie polskiej" można było uzyskać tylko w jednym miejscu, koło zakrętu. Chcę zadzwonić, grupa jeździ konno, idę nad rzeczkę, a tu zonk. Podchodzi do mnie młoda Dziewczyna i mówi abym uważała. Wczoraj o zmierzchu o mały włos, a spotkałaby się nos w nos ... z niedźwiedziem. Ona rozmawia w najlepsze, coś ją tknęło, odwraca się, a nieopodal Niej niedźwiedź. Widziałam tropy, Dziewczyna była na drodze, a misiek obok kałuży z kumakami górskimi, odległość tak z 20-25 m. A' propos rozmów telefonicznych. Uważajcie, proszę, na sieć z której korzystacie. W "Worku" jesteście w zasięgu ukraińskim. Jedna z rozmów kosztowała mnie 138 zł.

 

Fot. Beata Kalitan


 

Najciekawsze są tu: torfowiska wysokie,http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=65:forfowiska-wysokie&catid=2:flora-i-fauna Są one udostępnione turystycznie, są tu dwie ścieżki spacerowe - dylowanki, jedna jest dostępna dla gości niepełnosprawnych na wózkach. W Tarnawie  wybudowano wiaty, przy torfowisku powstał "kącik wypoczynkowy", są tablice informacyjne. Znajomy, którego firma przygotowywała infrastrukturę szlakową niedawno mówił mi, że bez problemu wjadę autokarem na parking przy torfowisku. Nowy parking został poszerzony, wzmocniono podłoże, wyprofilowano. 

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowka Ścieżka dla osób niepełnosprawnych na torfowisku wysokim

 

Stanica Hodowli Zachowawczej Koni Huculskich organizuje rajdy konne, można skorzystać z jazdy wierzchem, także pod opieką instruktora. Za całego serca polecam przejażdżki bryczką. Dla mnie ta dolina kojarzy się ze wspaniałymi Ludźmi. Niegdyś razem pracowałyśmy z Magdą, świetne to były imprezy. Niestety, te czasy minęły. Przeglądając zdjęcia miałam łzy w oczach. Działa hotelik Pod Roztokami. Tarnawa i okolice to bardzo dobre miejsce do organizacji programów dla osób niepełnosprawnych, w tym na wózkach. Z całego serca polecam moją ukochaną trasę spacerową Tarnawa-Dźwiniacz http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=50&Itemid=57 oraz nowe ścieżki wytyczone przez LP wokół Mucznego. Proszę pamiętać, że na razie nie ma mostu na potoku, na ścieżkę wchodzimy przez potok. Przy niskim stanie wody przechodzimy prawie suchą stopą.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Ciekawa jest trasa wytyczona w ramach projektu Leśny Kompleks Promocyjny "Lasy Bieszczadzkie", to oczywiście poza terenem BdPN. Tak o ścieżce przyrodniczo-edukacyjnej piszą w broszurze "Piechurów - ścieżka zaczyna swój bieg przy filarach dawnej kolejki wąskotorowej. Ukazuje przełom potoku Roztoki, zabezpieczone w ramach małej retencji górskiej osuwisko na tym potoku, by zakończyć swój bieg na tarasie widokowym. Roztacza się z niego przepiękny widok na Kopę Bukowską, Krzemień i Bukowe Berdo".

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska Panorama z punktu widokowego na Bukowe Berdo, Krzemień, Kopę Bukowską

 

W latach 2007-2012 w Tarnawie wybudowano na działce wydzielonej z parku narodowego murowany kościół pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa. Wezwanie jest nawiązaniem do kaplicy rzymokatolickiej istniejącej w Tarnawie Niżnej od 1903 r. Kościół powstał ze składek ludzi dobrej woli z całego kraju, jego plany stworzyli miejscowi architekci Artur Bobrecki i Łukasz Winnicki. Należy do parafii w Ustrzykach Górnych, która powstała dopiero w 1999 r.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Kiedy została Tarnawa lokowana? To trudne pytanie. Może zacznę od początku. Ta część Bieszczadów była nawiedzana przez człowieka od bardzo dawna. Dzięki badaniom próbek torfu wiadomo, że nasi przodkowie pojawili się w tych okolicach 4400 lat p.n.e., w epoce brązu. Najprawdopodobniej była związana z ludnością kultury ceramiki sznurowej zamieszkałą w okolicach dzisiejszego Sanoka, Bachórza. 2100 lat p.n.e. przewala się przez ten teren następna fala osadnicza, potem następna. Najwięcej pyłków zbóż odpowiada schyłkowi epoki wpływów rzymskich. O badaniach piszę w wątku poświęconym torfowiskom wysokim. Badania archeologiczne potwierdzają tezę, że dolina była zamieszkana w epoce brązu.

 

Fot.  Beata Kalitan

 

O początkach Tarnawy bardzo ciekawie pisze prof. Józef Kukulak w pracy naukowej "Zapis skutków osadnictwa i gospodarki rolnej w osadach rzeki górskiej na przykładzie górnego Sanu w Bieszczadach Wysokich" [...] Dolina Sanu powyżej Żurawina należała jeszcze w XV w do ziemi przemyskiej (powiat samborski), a jej części w pobliżu źródeł były dobrami królewskimi (Stadnicki 1848). Rozrastające się w XVI w. dobra Kmitów objęły królewszczyznę prawie do źródeł Sanu, włączając je nieformalnie do ziemi sanockiej. Do 1444 r. dorzecze Sanu powyżej Żurawina i Stuposian było prawdopodobnie pustką osadniczą lub było bardzo słabo zaludnione (Fastnacht 1962, 1979; Schramm 1958). Król Władysław Warneńczyk nadał większość tego obszaru  Zankowi Wołochowi z Turki (1444), z prawem karczowania lasu i założenia wsi Ternowa (Stadnicki 1848). Ten rozległy obszar od Żurawina po potok Bukowiec (ob. Halicz), musiał być wówczas już fragmentami wykarczowany i zamieniony na polany pasterskie, sugeruje to jego nazwa "Ternowe Pole". Obszar został zasiedlony dopiero po nabyciu go przez Piotra Kmitę (przed 1529 r.). Lokowanie wsi w jego obrębie postępowało w górę Sanu od Dydiowej  (1529), Dźwiniacza Górnego (1529), Boberki (1537). W 1537 r. założono tu wsie Ternowa Niżna (obszar od potoku Dźwiniacz po potok Bukowiec) i Ternowa Wyżna (od potoku Bukowiec po potok Negrylów) - (Stadnicki 1848). Obie wsie podzielono w 1580 r na kolejno lokowane osady. W obrębie Ternowy Niżnej (ob. Tarnawy Niżnej) powstały: Tarnawa Niżna, Sokoliki i Bukowiec, a Ternowy Wyżnej: Beniowa i Sianki. Na granicach Dźwiniacza Górnego powstała ponadto wieś Łokieć (1580) oraz Muczne (1 poł. XIX w.) [...] Zasiedlenie górnego dorzecza Sanu nastąpiło zatem w bardzo krótkim czasie (ok. 100 lat) i charakteryzowało je duże nasilenie. Był to zapewne najsilniejsza faza osadnicza na tym obszarze od czasu pojawienia się tu człowieka. [...]"


Fot. Lidia Krutulska

 

Tarnawa została lokowana na prawie wołoskim w miejscu specyficznym, częściowo zagospodarowanym, na łazie (wyrobionej polanie). Ile razy była lokowana Tarnawa? Moim zdaniem trzy. Tak o tym pisze dr. Teofil Wojciechowski w świetnej monografii "Polana wieś bieszczadzka" : "[...] Osadnictwo w ogóle jest wypadkową dwóch czynników wzajemnie oddziałujących na siebie, mianowicie środowiska przyrodniczego i pracy człowieka, który zależnie od stopnia kultury materialnej dostosowuje się do warunków geograficznych dla opanowania terenu. Cel osadnictwa dobrze określił Piotr Kmita, wojewoda i starosta generalny krakowski, który w 1537 r. w przywileju kolejnej już (trzeciej) lokacji wsi Tarnawa Wyżna (obecnie prawie w całości na w granicach Ukrainy) i Niżna, leżących w niedalekiej odległości od źródeł Sanu stwierdził: "pragniemy powiększyć doba nasze i chcemy doprowadzić do tego, żeby dawały (nowe lokacje) większe pożytki i dochody. [...]"

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska


Prawo wołoskie to rodzaj syntezy prawa niemieckiego i norm prawno-ekonomicznych związanych z gospodarką pasterską. Od początku były to osady o charakterze rolniczo-pasterkim, a nie tylko pasterskim - taka informacja pojawia się w starszych opracowaniach. Organizacja wsi była podobna do prawa niemieckiego, na jej czele stawał kniaź (podobnie jak sołtys miał uprawnienia sądownicze, wykonawcze i wojskowe). Osady były grupowane w tzw. krainy na czele których stawał krajnik. Część wsi była lokowana na tzw. surowym korzeniu i tu była przyznawana tzw. wolnizna, max 24 letnia, zaś część wsi przenoszono na prawo wołoskie jako bardziej przystosowane do warunków prowadzonej w regionie gospodarki. Bywało, że na ternach wcześniej zagospodarowanych przez inną wieś zakładano nowa, tu wolnizna była kilkuletnia. Charakterystyczne dla lokacji wsi na prawie wołoskim był układ przestrzenny, na jego podstawie powstały tzw. łańcuchówki.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Ziemia była dzielona w sposób charakterystyczny, dolinę dzielono na podobne, podłużne łany, każdy łan biegł od szczytu jednej góry poprzez dolinę do szczytu drugiej góry. Osada była lokowana w obrębie doliny, tuż obok rzeki, jedna zagroda obok drugiej. W prawie wołoskim zawsze była przewidziana cerkiew i tzw. łan popowski należący do księdza. Była to planowa działalność gospodarcza więc w akcie lokacyjnym zawarte były wszystkie postanowienia, prawa i obowiązki zasadźcy i osadników. Kniaź sam dobierał osadników. Czynsz był płacony w dużej mierze w naturze, przeważnie w dniu śśw. Piotra i Pawła. Czynsz był oczywiście różny, mogło to być: wieprz, ser wołoski, popręg, 5 owiec od setki, , co 10 wieprz wypasany na buczynie, po 2 jarząbki na Wielkanoc, Zielone Świątki, Boże Narodzenie, miód z barci. Kniaź oczywiście otrzymywał znacznie większy przydział ziemi, 2,5 łana, 2 obszary do wypasu po 300 owiec, karczmę, młyn, i 1/6 czynszu płaconego właścicielowi.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Każdy w osadników musiał odrabiać 1 dzień przy sianokosach i 1 przy żniwach. Charakterystyczne dla prawa wołoskiego było: brak obowiązku pańszczyzny, wychodne, wolnizna, poczucie wolności osobistej tutejszej ludności.

1444 r. Władysław Warneńczyk nadaje Ternowe Pole Zankowi (Janowi) Wołochowi z Turki

1469 r. Jan sprzedaje okolicę Jaczkowi i Malkowi ze Stronnego. Ich potomkowie będą się nazywać Ternowscy

1533 r. Michał i Iwan Ternowscy sprzedają Ternowę Piotrowi Kmicie, Piotr Kmita wydaje przywilej na wójtostwo wsi Polana i Dwernik

 

Fot. Beata Kalitan

 

"My, Piotr Kmita, hrabia na Wiśniczu, dziedzic Sobienia, kasztelan sandomierski, marszałek wielki koronny, a także starosta krakowski, przemyski, spiski i kolski, oznajmiamy niniejszym wszystkim i każdemu, kogo treść niniejszego dokumentu może dotyczyć, że My, mając pełną świadomość stanu i kondycji Szlachetnego Iwana Tarnowskiego, jemu wraz z synami i krewnymi jego oddajemy najchętniej za ochoczo świadczone Nam usługi, powiększając wartość dziedzicznych dóbr wsi Tarnowa, którą Nam ze szlachetnym Michałem alias Melkiem, bratem swoim ustąpił: przed to temuż Szlachetnemu Iwanowi Tarnowskiemu i synom jego Piotrowi i Łukaszowi dajemy i darowujemy na zawsze dwa wójtostwa we wsiach Naszych Polanie i Dwerniku, przypisując onym wraz z sukcesorami ich na wspomnianych wójtostwach sumę trzechset grzywien polskich zwyczajowych, licząc w każdej po czterdzieści osiem groszy. Kmiecie owych wsi Polany i Dwernika mają pozostać na prawie wołoskim, pod zarządem onych i im posłuszni: od których trzecia część wszystkich świadczeń corocznie Nam oddawanych, jak też kar sądowych oraz robocizn i posług na wzór innych, przyległych wsi Naszych odtąd ich wójtom należeć ma, to jest onym Tarnowskim.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Do których to wsi dołączamy i przyłączamy niniejszym posiadłości Skorodne i Lubozew wraz z górami i lasami zwanymi Ostre i Otrit, między wspomnianymi wsiami Polaną i Dwernikiem leżące wraz z prawem wolnego użytkowania i pasania w okolicznych górach zwanych Połoninami. Dajemy i odstępujemy wójtom i ich spadkobiercom ich cztery łany wołoskie w Polanie i cztery w Dwerniku jako nadział wójtowski, a także przybytki albo obszary. Także pod synagogę w Polanie jeden łan wołoski i podobnie w Dwerniku pod świątynię jeden łan. Pozwalamy też rzeczonym wójtom i sukcesorom ich mieć wolny młyn we wspomnianej wsi Polana oraz drugi w Dwerniku, a także folusz, karczmy, stawy rybne, ogrody i rzemiosła jakiekolwiek bądź specjalności, jak barcie w lasach Naszych przyległych, ile tylko ich w stanie mieć będą we wspomnianych wsiach, wedle życzenia swego. Wójtostwo rzeczone Szlachetny iwan Tarnowski z Piotrem i Łukaszem, synami swymi, mogą dzierżyć, mieć i posiadać, sprzedawać, darować, wymieniać, przekazywać i na ich pożytek obracać tak jak im i ich sukcesorom wyda się najgodniejsze, wszelako za zgodą Naszą i sukcesorów naszych".


Fot. Grzegorz Tokarz Potok Roztoka

 

1537 r. lokacja wsi na surowym korzeniu, 20 lat wolnizny, wolno było karczować "tylko lasy nieużyteczne, smekowe, a użyteczne jodłowe  lub bukowe zostawić",Tarnawa Niżna  3,3 uprawianego łana

1580 r. Tarnawa Niżna 21, 7 uprawianego łana

1589 r. lustracja stwierdza iż w Trnawie Niżnej jest 22 i 1/8 łana tj ok. 505 ha, 1 młyn,mieszka tu 262 osoby; w Tarnawie Wyżnej 14 5/8 łana tj ok. 335 ha, 1 młyn i jest zamieszkała przez 180 osób. W całej dolinie przypada 1 człowiek na 1 km 2

 

Fot. Beata Kalitan


 

W swoich notatkach znalazłam ciekawy fragment relacji harcerzy z 1931 r. "[...]zwiedzaliśmy w Tarnawie jedną z nielicznych w Polsce, a może nawet w Europie fabrykę wyrobów części składowych do krzeseł ... Kierownictwo fabryki założyło za rządów polskich w Tarnawie Wyżnej , tuż przy głównym gościńcu,  na brzegu Sanu tartak parowy i fabrykę półfabrykatów do krzeseł. Zwożone w wielkiej ilości buki tarto na długie żerdzie, które następnie na obrabiarkach toczono na piękne okrągłe laski o rozmaitej długości, wyginane w dalszym ciągu pod działaniem wysokiej temperatury na koła i elipsy, służące do oparcia w czasie siedzenia na krześle. Toczono też czworokanciaste nogi do krzeseł itd. Fabryka w kilku latach zyskała sobie tak wielkie uznanie, że produktami zaspokajano potrzeby rynku wewnętrznego lecz wysyłano prefabrykaty na liczne zamówienia do Francji, Belgii, Holandii. Szalony spadek cen drzewa w roku 1931 spowodował zmniejszenie produkcji, w następstwie czego zredukowano do minimum personel fabryczny. [...]

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Niewiele pozostało po dawnej Tarnawie Niżnej. Po stronie polskiej tylko kilka starych lip i przydrożne krzyże. W latach 70-tych obszar ten wchłonął ośrodek rządowy Rady Ministrów. Filia słynnego Arałmowa, "państwa myśliwych". Pułkownik Doskoczyński worek bieszczadzki "odgrodził od normalności", powstało tu prowadzone przez Nadwiślańskie Jednostki MSW potężne gospodarstwo rolne.  Nie wiem czy pamiętacie słynne słowa Urbana: " rząd sam się wyżywi" Mówiąc to zdanie miał zapewne  na myśli tego rodzaju ośrodki rządowe. Powstaje kombinat z własną siecią dróg, słynnymi hokejkami (rodzajem stajni, gdzie jednocześnie przybywało kilkaset sztuk zwierząt), gospodarstwo na miarę propagandy sukcesu. Po 1981 r. kiedy Czerwony Książę odchodzi stąd, pojawia się Igloopol.

 

Fot. Maciej Bajcer


Uwielbiam czytać wspomnienia. Aby przybliżyć Wam tamten okres sięgnę do pamiętników Wojomira Wojciechowskiego "Czar Bieszczadów. Opowiadania Woja"

"Żaden turysta, czy nawet obywatel gminy Lutowiska, nie miał dostępu do tych wydzielonych obszarów, które dla nas w tym czasie były okryte tajemnicą. Co tam się dzieje w tej Tarnawie? No, jeżdżą przez Lutowiska olbrzymie samochody załadowane jakimiś elementami. Wszyscy wiedzieli, że budują jakieś gigantyczne fermy.Moja ciekawość była na tyle wielka, że w którymś roku , że mógł to być rok 1978, wybrałem się służbowym samochodem nadleśnictwa nad górny San. Pomyślałam, że najwyżej mnie cofną z drogi i tyle. Przejechałem pierwszą rogatkę koło Mucznego, zobaczyli służbowy samochód i podniosła się bez problemu. Dalej była druga rogatka, przejechałem ją także i zobaczyłem po raz pierwszy tę wielką farmę. Jeszcze była niedokończona, ale już na zmeliorowanych łąkach pasło się bardzo dużo bydła. Było bardzo dużo betonowych dróg, wybudowanych od głównej drogi, którą kiedyś wędrowałem pieszo lub zimą na nartach. W lecie tylko górale jeździli nią do swoich bacówek. Teraz była to już droga asfaltowa aż do potoku Litmierz, dalej już prowadziła droga żwirowa,  a kończyła się nad potokiem Niedźwiedź. Z ciekawością to wszystko oglądałem, zmiany były kolosalne. Trudno sobie wyobrazić dolinę sprzed pięciu lat. Pozostały tylko kępy drzew, prawdopodobnie były to cmentarze. W Tarnawie widoczne były wielkie koszary i dużo wojska."

Fot. Grzegorz Tokarz

 

Brzostowski w 1983 r. przyjmuje Tarnawę Niżną i Wołosate. Rozpoczyna się następny okres w życiu tej doliny, gospodarka rolna ekspansywna. Za pomocą ładunków wybuchowych rekultywuje się dolinę, wjeżdża ciężki sprzęt wojskowy, bez opamiętania meliorują teren. Nic to, że nieurodzajna ziemia nie chce rodzić, nic to iż głodnym zwierzakom zimą muszą wozić pokarm helikopterami, nic to, że gnojowica zalewa cały teren, a zimą głodne zwierzęta przymarzają do nieocieplonych ścian i podłoża bez podściółki. Na szczęście jest reforma Balcerowicza, gigant na glinianych nogach pada.

 

Fot. Beata Kalitan

 

W swoich notatkach znalazłam pewien tekst, nie wiem skąd on pochodzi, na pewno wyszedł spod pióra Ireny Koc

"[...] w dole rysuje się las dachów z blachy falistej. I dalej kolejno stacja paliw i inne zabudowania o bliżej nieznanym przeznaczeniu. Za nimi schody gór, w kierunku nowoczesnego budynku mieszkalnego czteropoziomowego, doklejonego jak gdyby do zbocza. Później rzędem osiem obór z ciemnego drewna. Przez uchylone drzwi widać szpalery rogatych głów" [...].

 

Fot. Buba Tarnawa widziana z drugiej strony granicy


W owym okresie mogło tu przybywać około 900 krów i 1200 owiec. Były Dyr. BdPN Woj Wojciechowski pisze w swoich pamiętnikach, iż miano tu hodować do 3 000 sztuk bydła. Tak o tej inwestycji i ludziach tu żyjących pisze Krystian Połomski w jakże interesującej książce "Miejsce i przestrzeń Krajobraz w doświadczeniu mieszkańców Bieszczadzkiego Parku Narodowego": "Ferma w Tarnawie była jedną z najbardziej krytykowanych inwestycji lat osiemdziesiątych między innymi z powodu emisji dużej ilości zanieczyszczeń w bezpośrednim sąsiedztwie parku narodowego. Pani Zosia przyjechała w roku 1983, czyli w momencie, kiedy Igloopol był dobrze prosperującym przedsiębiorstwem przejmującym pegeery oraz zwiększającym produkcję. Wszystko szło nieźle do momentu, w którym "ten system walnął" i straciła pracę. W podobnej sytuacji znalazły się wszystkie osoby pracujące w koncernie.

 

Fot. Grzegorz Tokarz

Tarnawa, Bieszczady, San


Pani Zosia: Bo straciłam pracę, po jakimś czasie straciłam zasiłek dla bezrobotnych, pracy nie było, dzieci chodziły do szkoły , ale odchodząc z pracy z Tarnawy, zamiast odprawy wzięłam sobie krowę, wzięłam sobie cielę, taką - jałóweczkę. No i tutaj w takich warunkach, po prostu, skleconej takiej stajni trzymałam tę krowę, dokupiłam jeszcze kurczaków, zakupiłam świnię. Tak, że wzięłam się za gospodarowanie, ponieważ ziemi było tutaj [dużo] wokoło odłogiem, tak, że z paszą problemów nie było żadnych. Respondentka opowiada o wtórej niejako agraryzacji tej wsi. W czasach kiedy wydawało się, że model rolnictwa przemysłowego zwyciężył nad modelem dominującym, doszło do zmian ustrojowych w Europie Środkowo-Wschodniej, w wyniku których rządy przestały dopłacać do nierentownych przedsiębiorstw. Przedsiębiorstwo państwowe Igloopol upadło, majątek sprzedano na przetargach, a dawni mieszkańcy, żeby przeżyć musieli zając się uprawą ziemi na własną rękę."


Fot. Grzegorz Tokarz

 

Wojomir Wojciechowski "Czar Bieszczadów. Opowiadania Woja"

"Po 1992 r. Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa przekazała w użyczenie Bieszczadzkiemu Parkowi Narodowemu grunty i budynki dawnego gospodarstwa rolnego Tarnawa, podlegające Igloopolowi. Brak przez długi czas gospodarzy powodował, że około 1 200 ha łąk i pastwisk było bez właściwej opieki. Wytykał to nam na sąsiedzkich spotkaniach wojewoda lwowski. Wiedzieliśmy, o co chodzi. W tym czasie  nich istniała gospodarka kolektywna i łąki wykaszano do samego Sanu.

 

Fot. Buba Ukraińska Tarnawa


W krótkim czasie sytuacja odmieniła się i obecnie po naszej stronie łąki są właściwie utrzymane i na nowo zagospodarowywane przez Bieszczadzki Park Narodowy dzięki pieniądzom unijnym i z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, który daje środki na utrzymanie tej urokliwej krainy dolin.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

"W Tarnawie cztery obiekty, które były własnością Igloopolu,  zostały sprzedane pracownikom. Pozostałe w 1992 r. zostały przekazane w użyczenie Bieszczadzkiemu Parkowi Narodowemu. Nie odpowiadały one koncepcjom funkcjonowania Parku. Również Lasy Państwowe w stosunku do tych obiektów nie miały żadnych planów zagospodarowania. Natomiast dla systemu ochrony Parku narodowego cała dolina była bezcenna. Dlatego też Bieszczadzki Park Narodowy przejął te tereny.

 

Fot. Buba https://picasaweb.google.com/buba.dawno.temu/199807_bieszczady

 

Wydawałoby się, że w takich wielkich firmach, jak Urząd Rady Ministrów i Igloopol, obiekty powinny być w dobrej kondycji oraz dobrze działać. Jednak tak nie było. Ujęcie wody wybudowane na potoku Roztoka powyżej zabudowań kombinatu, mimo gigantycznych urządzeń i zbiorników, było nieczynne. Trzeba było to wszystko uruchamiać tylko na potrzeby niewielkiego hotelu i tych mieszkańców, którzy kupili budynki. Podobna historia była z wielką oczyszczalnią ścieków, która tam była, ale, niestety, nie spełniała swojego zadania, ponieważ obsługiwała za mało obiektów, a zatem i ilość zrzucanych do niej ścieków była niewystarczającą do prawidłowego działania. W latach 2004-2007 gigantyczne zabudowania tego terenu rozebrano. Powiększenie obszaru Bieszczadzkiego Parku Narodowego do 27 064 ha stało się bodźcem do podejmowania działań ochronnych w całych Bieszczadach.

 

Fot. Buba Tarnawa widziana ze strony ukraińskiej

 

Nasi sąsiedzi, nadleśnictwa, musieli dostosować się do wymogów obowiązujących w otulinie  nie stwarzać zagrożenia dla idei dalszego powiększania obszaru Parku. Propozycja jego powiększenia do 41 000 kosztem części Nadleśnictwa Stuposiany natrafiła na olbrzymi opór społeczny. [...]

 

Fot. Beata Kalitan

 

Po objęciu terenu przez park narodowy musiano jakoś zagospodarować tę substancję. Powstaje tu stanica Hodowli Zachowawczej Koni Huculskich, wykorzystano w tym celu dwie hokejki. Głównym celem Zachowawczej Hodowli Konia Huculskiego w parku jest utrzymanie zróżnicowanej guli genowej  i utrzymanie populacji tej rasy ale należy brać pod uwagę, że konie są żywymi kosiarkami. Tak o tym piszą w  broszurze "Hucuły w Bieszczadzkim Parku Narodowym" wydanej przez BdPN: "Utrzymanie populacji koni huculskich w Bieszczadzkim Parku Narodowym pomaga w realizacji zadań z zakresu czynnej ochrony ekosystemów nieleśnych. Koszenie pozwala utrzymać półnaturalne zbiorowiska łąkowe i ziołorośla, zaś wypas gwarantuje zachowanie pastwisk. Biomasa w postaci trawy i siana jest doskonale wykorzystywana przez stado hucułów. Obornik jest stosowany jako naturalny nawóz. Zastosowanie metod ekologicznych w gospodarce łąkami i pastwiskami służy ochronie bioróżnorodności biologicznej. Łąki i pastwiska to ważne ekosystemy, gdzie żerują zwierzęta roślinożerne oraz polują drapieżne ssaki, ptaki szponiaste i sowy."

 

Fot. Buba Hokejki z nad granicy

 

Reszta tych upiornych budynków została  rozebrana w latach 2004-2007, materiał z nich posłużył do wzmocnienia odcinka drogi Muczne-Tarnawa. Po Igloopolu pozostała niezbyt miła pamiątka, sprowadzony z Kaukazu barszcz. W 2016 r.na naszej grupie Bieszczady tak o tej roślinie napisał dr Stanisław Kucharzyk z Bieszczadzkiego Parku Narodowego: "Barszcz na terenie Tarnawy Niżnej został przez profesora Bogdana Zemanka określony jako barszcz Mantegazziego. Oba barszcze Sosnowskiego i Mantegazziego są dość podobne do siebie i określane niekiedy zbiorczą nazwą barszcz kaukaski. Na Tarnawie walczymy z tym gatunkiem już od ponad 10 lat."

 

Fot. Grzegorz Tokarz

 

Fot. Robert Mosoń Muczne zdjęcie archiwalne, w miejscu wypału mamy teraz mini skansen leśny: mielerz, retortę służące wypałowi węgla, barak, kadź do potażu.

 

Opracowanie Lucyna Beata Pściuk przewodnik górski, pilot wycieczek 502 320 069

Polecam nasze usługi przewodnickie - cena  od 250 zł netto, od 350 brutto  faktura VAT. Programy wycieczki przygotowuję indywidualnie dla każdej grupy dostosowując je do możliwości finansowych i zainteresowań grupy. Proszę o kontakt telefoniczny Lucyna Beata Pściuk przewodnik górski i turystyczny, pilot wycieczek 502 320 069 Bieszczady i okolice oferują dla grup zorganizowanych multum atrakcji, wśród nich są: wycieczki górskie, wycieczki po ścieżkach dydaktycznych, spacery po górskich dolinach, miejscach cennych przyrodniczo, wycieczki rowerowe, spływy kajakowe  i na pontonach, jazda konna pod okiem instruktora, bryczki, wozy traperskie, prelekcje, pokazy filmów przyrodniczych, diaporam,  warsztaty przyrodnicze, warsztaty kulturowe, warsztaty fotografii przyrodniczej, pokazy ptaków drapieżnych, wizyty w wielu ciekawych miejscach np. hangary na szybowisku w Bezmiechowej, bacówkach z serami Bacówka Nikosa 504 750 254, zwiedzanie muzeów,  galerii, cerkwi i dawnych cerkwi,  ruin, "zaliczanie" punktów widokowych, nawiedzanie sanktuariów, izby pamięci prymasa Wyszyńskiego, spacer po udostępnionych turystycznie rezerwatach, rejsy statkiem  po Jeziorze Solińskim, żaglowanie po Jeziorze Solińskim spotkania z naukowcami, ludźmi kultury, artystami itd. np. przy ognisku, zakup ziół i przypraw u Adama (Numer telefonu do Adama 723 652 669, towar można zamówić drogą pocztową.) itp. Koszt obiadu to w przypadku grup młodzieżowych jest od 15 zł do 25 zł. W tym roku mamy bardzo rozwiniętą ofertę edukacyjną na którą składają się warsztaty i prelekcje: kulturowe, przyrodnicze, związane ze starymi rzemiosłami, fotografii przyrodniczej itd. Cena od 800 zł/grupa warsztaty przyrodniczo-fotograficzne, od 12 zł/os warsztaty pieczenia chleba i proziaków, robienia masła i smażenie konfitur.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Polecam

Sianki http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=49&Itemid=53

Ścieżkę "W dolinie Górnego Sanu" obecnie zwaną "Do źródeł Sanu"

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=39&Itemid=43

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

...