Zaloguj



Licznik odwiedzin

DziśDziś490
WczorajWczoraj1033
RazemRazem1655333
Berehy Górne
Wpisany przez Lucyna Beata Pściuk   

Berehy Górne w chwili obecnej  to miejsce magiczne, zarazem bardzo znane jak i nieodkryte. Prawie każdy z nas był pomiędzy Przełęczą Wyżną, a Wyżniańską, Połoniną Caryńską i Wetlińską i Działem , ale czy kiedykolwiek wędrowaliście ścieżką dendrologiczno-historyczną?   http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=36&Itemid=45 Jeżeli nie, to nie znacie tego pięknego zakątka Bieszczadów. Moim zdaniem warto zapoznać się z dziejami tej miejscowości.

 

Fot  Paweł  Szymański

 

Przez teren Berehów Górnych biegną trzy szlaki. Czerwony, główny beskidzki wiodący z Połoniny Wetlińskiej na Caryńską i zielony łączący Przełęcz Wyżniańską z Bacówką Pod Małą Rawką i pasmem granicznym oraz z Połoniną Caryńską.  Trzeci to żółty łącznik Przełęcz Wyżna-schron na Połoninie Wetlińskiej. Wszystkie są godne polecenia, ale prawdę powiedziawszy trzeba liczyć się z tym, że one w różnym stopniu wymagające dobrej kondycji. Szlak żółty wiodący z parkingu do schronu jest miły, łatwy i przyjemny, wprost idealny do rekreacji górskiej. Szlak czerwony to odcinki typowo górskie, podejście zarówno na Połoninę Wetlińską jak i Połoninę Caryńską jest wymagające. Szlak zielony podejście z Przełęczy Wyżniańskiej na Połoninę Caryńską jest stromy, a podejście na Małą Rawkę uchodzi za jedną z największych "ścianek" w Bieszczadach. Odcinek zielonego punkt kasowy na Przełęczy - Bacówka Pod Małą Rawką jest najczęściej wykorzystywanym przez przewodników jako trasa odpowiednia dla osób niepełnosprawnych. Od biedy można tam można wjechać inwalidzkim wózkiem. Obok punktu kasowego, że właśnie przewodnicy lubią zaopatrywać się w książki (są tu relatywnie tanie) znajduje się toaleta wybudowana przez BdPN. Podobna jest na punkcie kasowym znajdującym się na skrzyżowaniu drogi wiodącej przez Nasiczne do Dwernika, a trzecia znajduje się za punktem kasowym na szlaku żółtym. Ta ostatnia jest swoistą atrakcją turystyczną, to toaleta ekologiczna typu alpejskiego, nieczystości przerabiają dżdżownice.

 

Fot. Beata Kalitan Na szlaku zielonym na Połoninę Caryńską

 

Kiedy powstała? Tego nie wiemy, po raz pierwszy została wzmiankowana w 1580 r. w dokumentach działowych. Została lokowana na prawie wołoskim w dobrach sobiańskich Kmitów. Tajemnicze jest także pochodzenie jej nazwy. Może ona pochodzić od słowa bereh, czyli brzeg, lub od berehy, bereżyć, czyli strzec, pilnować. W 1645 r. określana była jako Berehy Zapołonińskie. W 1868 r. powierzchnia wsi wynosiła 3073 ha, z czego 56 % stanowiły lasy, grunta chłopskie zajmowały 38 % (370 ha), w tym  łąki i ogrody 384 ha, pastwiska 314 ha, lasy 102 ha.

 

Fot. Bogusław Sołtysik

 

Miejscowa ludność zajmowała się pasterstwem i bardzo prymitywnym rolnictwem. Tak o tym pisał Jan  Falkowski w "Litopisie Bojkowszczyzny" w 1935 r. "Przy wyjeździe z Bereżek widzieliśmy na zboczu góry wypalone karczowiska, by zmienić je w pola uprawne." "Każdy przeciętnie zamożny gospodarz posiada parę lub kilka sztuk bydła czerwonego (najczęściej łaciatego, czerwono-białego) dość nędznego i nie dającego zbyt wiele mleka".

 

Fot. Andrzej Banach Połonina Caryńska z Przełęczy Wyżniańskiej Widać ślady po Czerteżach

 

W 1921 r. wieś liczyła ok. 100 domów i 527 mieszkańców: 497 grek., 2  rzymk. , 28 mojżesz. W Berehach była: cerkiew wraz z cmentarzem, vis a vis niej po drugiej stronie Prowczy karczma, budynki straży granicznej, dwa młyny, na Prowczy i na górnej Rzeczycy, jeden z nich należał do Sturów, dwór i folwark Serwatowskich, stacja narciarska, kuźnia.

 

Fot. Arek Bulanda

 

Berehy Górne w XIX w. przez pewien okres czasu były własnością Niemczewskiego, znanego myśliwego. Odbywały się tu sławne w całej Galicji polowania na jelenie. Zachowały się z tego okres czasu pamiętniki Marcina Smarzewskiego, który tak opisywał tutejszą szlachtę: " Wszakże gdy rozmowa skierowana była na obecne w kraju odmiany i nowości, jako np. na projekta Skarbka budowania nowego teatru, na powstający we Lwowie ratusz na miejscu zwalonego itp. obywatelstwo podgórskie oniemiało i rozwarwszy ślepia i słuchy postawiwszy, zdawało się posądzać mówiącego, iż im on w swoim guście plecie koszałki opałki. Szczęśliwy świata zakątek! - przestaje na małym, a urwie jeden drugiego, najedzie po dawnemu, woły ze stajni lub  pola kopy uprowadzi, toć się wybiją, i w gronie sąsiadów u arendarza pogodzą. I mieliżby tęsknić za onym gdzieś tam za Sanem, za Dniestrem, po dalekich od gór błoniach rozsypanych śniegiem (...), oni, co granic swojej swobody nie znają, jak ich oko nie zna granic odwiecznych borów, derbów i gór, po których buja codziennie, oni, co wolni od troski od przyszłości więcej szczodrotą natury niż własną żywią się pracą, bo nabiał, zwierzyna, dziki owoc, bukiew, orzechy, grzyby ich pokarm stanowią. O Niemcu, o żołnierzu ani słyszą, chyba gdy im korzystny na przemytniczym przesmyku taniec zawiodą. Sól, tytuń, suche ryby i śliwki tak tanio z Węgier dostają, a wodę mają niewysłowionej dobroci, świeżości i smaku, a domki z kamienia, a opału i ogrodzenia do zbytku."

 

Fot. Zbigniew Lubecki  Berehy, Dział i Rawki z Połoniny Caryńskiej

 

Kiedy i w jaki sposób wieś opustoszała w 1946 r.? Tego do końca nie wiadomo, spotkałam się z kilkoma sprzecznymi teoriami. Jedna z nich  głosi, że mieszkańcy dobrowolnie w 1946 r. ramach tzw. porozumienia o wymianie ludności wyjechali na Ukrainę, inna zaś i moim zdaniem bardziej prawdopodobna, mówi, że wojsko bądź NKWD otoczyło wieś, ludzie mieli niewiele czasu na zabranie mienia, zostali przepędzeni przez Przełęcz Beskid do Łubnej. Na pewno mieszkają w tej przygranicznej miejscowości potomkowie bereżan. Mimo przeczesywania przez wojsko okolicznych lasów przez żołnierzy część mieszkańców uniknęła wysiedlenia, zamieszkali w Ustrzykach G. Zostali wysiedleni w 1947 . w ramach akcji "Wisła". Wieś została spalona przez WP, teren w owym okresie był opanowany przez UPA.

 

Fot.  Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Jak wyglądały Berehy po II wojnie św. można przekonać się czytając pamiętnik Zygmunta Rygiela "Wspomnienia bieszczadzkiego leśnika": "Zaczęliśmy zjeżdżać do Berehów, odległych o około 3 km. Znowu ugory, pojedyncze drzewa lip i jesionów w miejscach dawnych gospodarstw, kępy pokrzyw, jakieś rozwalone i opalone belki... W miejscu dawnej wsi liczącej około 120 domów, stanowiącej niegdyś majątek dr Arnolda Rapporta, dostojnika c.k. dworu austriackiego - nie zobaczyliśmy żadnej chałupy. Miejsce spalonego dworu zaznaczały tylko rosnące w ogrodzeniu świerki i zarośnięta trawą droga dojazdowa. Czasem mijaliśmy jakiś sad, grupę spalonych drzew próbujących okryć się zielenią. Czasami mijaliśmy samotną, pochyloną kapliczkę z żelaznym krzyżem, wystawioną na chwałę Bogu. Zatrzymywaliśmy się dla robienia notatek o jakości hodowlanej i technicznej oglądanych drzewostanów. Byliśmy urzeczeni widokami, czego jednak nie podzielał towarzyszący nam żołnierz. Nasze uwagi kwitował jakby pogardliwie: "Góry, góry... las i świeże powietrze...szum potoków i dzikość przyrody..." Istotnie, wszędzie widoczna była surowość krajobrazu i rozległa, posępna pustka. Tylko czasami ciszę przerywało kwilenie myszołowa lub krakanie kruka. W pewnej chwili nasz przewodnik odezwał się: "Za chwilę, panowie, zobaczycie coś wojennego ...", ale nie chciał powiedzieć nic więcej; chodziło mu o spotęgowanie ciekawości i efektu.

 

Fot. Bartek Grudziński

 

Wreszcie dojechaliśmy do rozwidlenia dróg w kierunku Wetliny i Nasicznego. Po przejechaniu jeszcze kilkunastu kroków zobaczyliśmy niespodziewanie ...niemiecki czołg. Pozsiadaliśmy z koni i z podziwem obchodziliśmy czołg dookoła. Była to osławiona "Pantera", oznakowana po bokach wieżyczki charakterystycznymi czarnymi krzyżami w białym obramowaniu.  Działo czołgu skierowane było w kierunku Wetliny. Wielka, potężna maszyna, pomalowana na żółto, z zielonymi i brązowymi plamami wyglądała na zupełnie sprawną, chociaż nasz przewodnik zwrócił nam uwagę na jej "kalectwo". Istotnie, czołg miął wycięte nożami gumy na kołach toczących się wewnątrz po gąsienicach, które miejscami pozbawione były kilkunastu płytek. Wymontowano karabiny maszynowe i aparaty celownicze. Nie było na nim znać śladów pocisków,  a stał tu już od ośmiu lat.

Nurtowało nas pytanie: skąd ten smok tu się znalazł?

- Z tego, co wiem od poprzedników - mówił żołnierz - była to kolumna kilkunastu maszyn, które od Sambora przebijały się tędy na Cisnę i Słowację. Stopniowo czołgom zaczęło brakować paliwa i te, którym zabrakło, musiały "wysiąść". Ten dojechał dotąd i tu zakończył wojnę... W lecie ma tu przyjechać specjalna ekipa, która potnie go na złom - poinformował żołnierz.

Istotnie, w 1954 r., podczas mojej powtórnej wędrówki bieszczadzkiej, czołgu już nie było."

 

Fot. Bartek Grudziński Widok na wierzchołek i grań Dziurkowca 1189m n.p.m z wylotu wojennej drogi zbudowanej przez Niemców w 1944r.


Pierwsza cerkiew na terenie Berehów Górnych powstała tuż po lokowaniu wsi, wzmiankowana jest  w 1589 r. . Regestr podatkowy z tego roku nie wspomina o uposażeniu popowskim. Następna powstała w 1820 r. Nie wiadomo do końca czy była to budowla murowana, czy też drewniana. Być może jest błąd w planach katastralnych. Ostatnia świątynia, drewniana cerkiew parafialna pw. św. Michała Archanioła została wybudowana w 1897 r.  Powstała dzięki staraniom księdza Jana Prociewiata, Antoniego Pogłodowskiego - właściciela tutejszego majątku i parafian. Prawdopodobnie została spalona w 1946 r. W chwili obecnej cerkwisko jest uprzątnięte, oznaczone w terenie, znajduje się na nim drewniany krzyż.

 

Fot. Andrzej Banach http://andrzej-banach.eu/szlaki-turystczne/bieszczady/polonina-carynska/

 

" Ochrona zasobów kulturowych w Bieszczadzkim Parku Narodowym"

"Kartoteka nr 19, obszar ochronny Brzegi Górne, ochrona ścisła i częściowa.

"Berehy Górne wieś prywatna lokowana za czasów Kmitów, wzmiankowana w 1580 r., łemkowska ( nie wiem skąd pochodzi ta dla mnie dziwna informacja), o niezwykle ciekawym i eksponowanym położeniu na Przełęczy Wyżniańskiej pomiędzy masywem połonin, a masywem Rawek i Działu. Istniały tu: cerkiew parafialna p.w.św. Archanioła Michała z 1820 r., przebudowywana w 1897 r., a spalona w 1946 r., cmentarz z zachowanymi nagrobkami, dwór, folwark, karczma, młyny wodne na Prowczy i górnej Rzeczycy, kuźnia. Znany jest też ze źródeł handel tytoniem. Ślady rozłogu pól są nadal po części czytelne,zatem sugeruje się za operatami przyrodniczymi wprowadzenie w ramach czynnej ochrony wypasu, koszenia i innych zabiegów rekultywacyjnych uczytelnienia zasięgu historycznej granicy rolno-leśnej i ustroju gruntowego dawnej wsi"


Fot. Zbigniew Lubecki Panorama na Berehy z carynki na Połoninie Caryńskiej

 

Oczywiście zalecenia są realizowane. Możecie tu zobaczyć kulturowy wypas owiec, kóz i bydła. Część terenu jest wykaszana co w znacznym stopniu także zapobiega w wtórnej sukcesji leśnej.

 

Fot. Tomek Pudzianowski

 

Tu możecie także zobaczyć bardzo ciekawe zabezpieczenia koszarów przed wilkami i innymi wielkimi drapieżnikami. Zwierzęta domowe na noc zamykane są w czymś w rodzaju elektrycznego pastucha. Jest to konstrukcja opatentowana przez dr Wojciecha Śmietanę, naszego specjalistę od wilków. Owa konstrukcja to pięć białych taśm ułożonych w odpowiedniej odległości od ziemi i od siebie, drutu kryjącego się za owymi taśmami i baterii słonecznych. Jak na razie takie zabezpieczenia są stuprocentowo skuteczne. W u. roku jesienią będąc z maleńką grupą ViP przeżyliśmy niesamowitą przygodę. O zmierzchu, obok nas przeszedł wilk, goście byli przekonani iż to zaplanowaliśmy. Szybko zwinęliśmy się, aby ostrzec Gospodarza, ten błyskawicznie zapędził owce do koszaru. Dużo opowiadał nam o Kulawcu, mówił, że jest to uczciwy wilk, zabija tylko po jednej owcy, tylko po to aby przeżyć.


Fot. Andrzej Banach

 

 

Teren, gdzie stała cerkiew oznaczony jest kamieniami. Obok niego pozostało 14 wyjątkowo ciekawych nagrobków. Większość z nich została zniszczona w czasie budowy wielkiej obwodnicy w latach 1960-1962, posłużyły jako tłuczeń do wzmocnienia drogi. Dalszym zniszczeniom zapobiegli potomkowie bereżan.  Tak o ty pisze Stanisław Kryciński w godnym polecenia przewodniku "Cerkwie w Bieszczadach": "Cmentarz cerkiewny, złożony na planie nieregularnego trapezu, otoczony niskim kamiennym murkiem mocno już zniszczonym. Cmentarz grzebalny, położony na północ od cmentarza cerkiewnego i z nim połączony. Otoczony niskim kamiennym murkiem składa się z trzech  części oddzielonych od siebie płytkimi rowami, o łącznej powierzchni ok. 0,25 ha. Jeszcze na początku lat sześćdziesiątych stało tu około stu nagrobków. W czasie budowy drogi, tzw. " obwodnicy bieszczadzkiej", nagrobki przerabiano na tłuczeń. Obecnie jest ich tylko jedenaście. Odnowiono je siłami społecznymi w 1989 r. Najciekawsze nagrobki stoją na mogiłach Iwana Buchwaka (zm.1897) i Hrycia Buhwaka (zm.1926). Cmentarz porastają drzewa różnych gatunków w wieku kilkudziesięciu lat. W południowo-wschodniej części cmentarza pomnikowa lipa i świerk."

 

Fot. Andrzej Banach http://andrzej-banach.eu/szlaki-turystczne/bieszczady/polonina-carynska/


 

Najpiękniejsze są dziełem Hrycia Buchwaka i posiadają wyjątkową, archaiczną ornamentykę nawiązującą zarówno do symboliki chrześcijańskiej jak i pogańskiej.Jest na nich zarówno krzyż jak i znak solarny. W różnorakich publikacjach można przeczytać, że cmentarz został zniszczony w czasie budowy wielkiej obwodnicy. Z tym mitem/nie mitem rozprawia się Krzysztof Potaczała w "Bieszczadach w PRL-u": "I jeszcze relacja Tadeusza Fronia, robotnika drogowego: - Początkiem lat sześćdziesiątych razem z innymi chłopami rozbierałem resztki piwnic w Ustrzykach Górnych i Berehach Górnych. Ledwo wystawały z ziemi, były niemal całkiem zarośnięte. Nawet natrafiliśmy niekiedy na charakterystyczne dla tych terenów końskie podkowy, mniejsze niż normalne, albo na jakieś pordzewiałe narzędzia. Braliśmy podkowy na pamiątkę, bo przynoszą szczęście, a kamieniami z piwnic, takimi płaskimi, zapewne rzecznymi, brukowaliśmy rowy. Ale nie było przypadku, żeby ekipy ZBL-u wydzierały z cmentarzy piaskowe pomniki. Prawie wszyscy byliśmy wierzący, nikt nie odważyłby się na coś takiego."

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Po drugiej stronie drogi wiodącej do Dwernika można odszukać pozostałości karczmy. U nas często znajdowała się obok cerkwi,  to miejsce  było  swoistym centrum życia towarzyskiego i bankiem. Nie wiem czy wiecie ale niegdyś żona za to, że usiłowała wyciągnąć pijanego męża z karczmy była batożona. Warto zajrzeć także w miejsce, gdzie był dwór. To dawne Roztoki. Zachowały się podmurówki, piwnice, no i serowarnia. Miejsce jest oznakowane, obok dawnego dworu znajduje się tablica. W krajobrazie jest widoczna dawna sieć dróg. Jedna z nich wiodąca niegdyś z Przełęczy Wyżniańskiej na stoki Połoniny Wetlińskiej wzdłuż potoku Pertlibiec, a druga wiodła wzdłuż Rzeczycy i łączyła Berehy z Ustrzykami G.

 

Fot. Paweł Szymański Berehy z zejścia szlakiem czerwonym z Połoniny Wetlińskiej

 

Bywały w Bieszczadach zimy, oj bywały. Za najokrutniejszą uchodzi ta z 1963-64. Warto sięgnąć do ciekawej książki Krzysztofa Potaczały "Bieszczady w PRL-u" : "No więc, kiedy bieszczadzki świat utonął w śniegu, Lutek zamelinował się w piwnicy gajówki i rozpoczął stróżowanie. Znośnie było jeszcze w grudniu, lecz potem zawiało  wszystkie szlaki. Doszło do tego, że przebywające na zimowisku w Ustrzykach Górnych dzieci trzeba było ewakuować helikopterem. - Nachodziły mnie złe myśli, miałem wyrzuty sumienia - opowiada Augustyn - Jeśli ja z załogą w Smolniku zostaliśmy uwięzieni i długo nie mogliśmy się wydostać, to co dopiero skazany jedynie na siebie Pińczuk?

 

Fot. Krystyna Jaworska

 

Gdy najgorsze przeszło i drogi przetarto , wróciłem z chłopami do Smolnika. Bałem się, że biedny umarł z głodu albo zamarzł przy próbie wydostania się ze śnieżnej matni, a jego zakonserwowane przez mróz ciało odnajdę dopiero wiosną. Już go prawie pożegnałem, już chciałem się za jego duszę modlić, aż tu nagle, któregoś dnia w moim biurze zjawia się uśmiechnięty Ludwik we własnej osobie i pyta mnie o zdrowie...

 

Fot. Krystyna Jaworska

 

"Duch jaki czy co?", pomyślał kierownik i na wszelki wypadek się przeżegnał. Kiedy  niespodziewany gość odsapnął, napił się herbaty i coś przegryzł, opowiedział, jak poradził sobie w Berehach. Początkowo postanowił zamieszkać w opuszczonym przez robotników baraczku, ale wiedziony instynktem wybrał piwnice gajówki, gdzie urządził sobie legowisko i palenisko. Zgromadził tyle drewna ile się dało, ze schroniska na Wetlińskiej zniósł zapas kaszy, ziemniaków, mąki, cukru i soli. Miał parę konserw, herbatę i kawę zbożową. Z maki i wody robił kulki i piekł na ogniu, dotował w kociołku kaszę i jadł ją na zmianę z postnymi kartoflami. Lutek był człowiekiem cierpliwym i wytrzymałym, ale po jakimś czasie śnieg coraz bardziej zasypywał prowizoryczną kwaterę, a zapasy żywności niebezpiecznie się skurczyły, postanowił za wszelką cenę wydostać się z Berehów. Układając deski na śniegu, doczołgał się do najbliższej leszczyny i wyciął kilka kijków. Potem te kije zaparzył we wrzątku i wygiął, by zrobić szkielet rakiet śnieżnych. Taką konstrukcję obciągnął płótnem z własnego prześcieradła, powiązał znalezionym na budowie zbrojeniowym drutem i już mógł się jako tako poruszać. W przeciwnym wypadku nie zdołały brnąć w śniegu - przy każdym kroku zapadałby się w nawianych zaspach. Świtem wyruszył w drogę do Nasicznego. Wyczerpany dotarł tam po zmroku, zanocował u gospodarza i nazajutrz, już nieco przetartym szlakiem, wydostał się do Smolnika."

Polecam wywiad Inki Wieczeńskiej z Lutkiem Pińczukiem

http://kultura.wp.pl/title,Zycie-nalezy-wyprzedzac,wid,14421178,wiadomosc.html?ticaid=1f69a

 

Fot. Andrzej Banach Połonina Wetlińska z Chatką Puchatka z Wierchu Wyżniańskiego

 

W Berehach G, są obecnie dwie bacówki, gdzie można kupić sery. Mogę  polecić tę pod Połoniną Wetlińską, tuż obok serpentyn. Oprócz  dobrych serów (mają naprawdę dobre tzw. ocipki, oscypków nie wolno u nas sprzedawać) i wspaniałe bieszczadzkie miody.  Uwielbiam owczy bundz naszej Pani Babci Góralki, uprzedzam, że cieszy się taką popularnością, że trzeba go zamawiać z dużym wyprzedzeniem.  Jest tu i trzecia bacówka, czyli schronisko Pod Małą Rawką. Powstała jako drugie schronisko w Bieszczadach dzięki ZOT PTTK w Sanoku i Zakładowi Remontowo-Budowlanemu PTTK. Obok leśniczówki działło pole namiotowe.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Opracowanie Lucyna Beata Pściuk przewodnik górski, pilot wycieczek 502 320 069

Polecam nasze usługi przewodnickie - cena  od 250 zł netto, od 350 brutto  faktura VAT. Programy wycieczki przygotowuję indywidualnie dla każdej grupy dostosowując je do możliwości finansowych i zainteresowań grupy. Proszę o kontakt telefoniczny 502 320 069 Bieszczady i okolice oferują dla grup zorganizowanych multum atrakcji, wśród nich są: wycieczki górskie, wycieczki po ścieżkach dydaktycznych, spacery po górskich dolinach, miejscach cennych przyrodniczo, wycieczki rowerowe, spływy kajakowe  i na pontonach, jazda konna pod okiem instruktora, bryczki, wozy traperskie, prelekcje, pokazy filmów przyrodniczych, diaporam,  warsztaty przyrodnicze, warsztaty kulturowe, warsztaty fotografii przyrodniczej, pokazy ptaków drapieżnych, wizyty w wielu ciekawych miejscach np. hangary na szybowisku w Bezmiechowej, bacówkach z serami Bacówka Nikosa 504 750 254, zwiedzanie muzeów,  galerii, cerkwi i dawnych cerkwi,  ruin, "zaliczanie" punktów widokowych, nawiedzanie sanktuariów, izby pamięci prymasa Wyszyńskiego, spacer po udostępnionych turystycznie rezerwatach, rejsy statkiem  po Jeziorze Solińskim, żaglowanie po Jeziorze Solińskim spotkania z naukowcami, ludźmi kultury, artystami itd. np. przy ognisku, zakup ziół i przypraw u Adama (Numer telefonu do Adama 723 652 669, towar można zamówić drogą pocztową.) itp. Koszt obiadu to w przypadku grup młodzieżowych jest od 15 zł do 25 zł. W tym roku mamy bardzo rozwiniętą ofertę edukacyjną na którą składają się warsztaty i prelekcje: kulturowe, przyrodnicze, związane ze starymi rzemiosłami, fotografii przyrodniczej itd. Cena od 800 zł/grupa warsztaty przyrodniczo-fotograficzne, od 12 zł/os warsztaty pieczenia chleba i proziaków, robienia masła i smażenie konfitur.

 

Fot. Andrzej Banach Podnóże Caryńskiej

 

Polecam

Połonina Caryńska

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=11&Itemid=9

Ścieżka "Połonina Caryńska"

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=12&Itemid=18


Fot. Andrzej Banach Połonina Caryńska spod schroniska Pod Małą Rawką

 

Ścieżka "Berehy Górne"

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=36&Itemid=45

Ścieżka "Połonina Wetlińska"

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=54&Itemid=61

 

Fot. Arek Bulanda Panorama na Berhy, Połoninę Caryńską i Wetlińską  z Rawki

 

Wielka Rawka

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=64&Itemid=70

Ustrzyki Górne

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=175&Itemid=182

 

Fot. Andrzej Banach Ustrzyki G. widziane z Wielkiej Rawki

 

My na facebooku

https://www.facebook.com/grupabieszczady

Bieszczady https://www.facebook.com/groups/305179576263122/

Beskid Niski https://www.facebook.com/groups/278404572261928/

Polska Niezwykła https://www.facebook.com/groups/494010277310428

 

Fot. Robert Mosoń Berehy Pomnik poświęcony  Goprowcom i Ludzi, którzy zginęli w Bieszczadach

 

.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

..................