Zaloguj



Licznik odwiedzin

DziśDziś213
WczorajWczoraj920
RazemRazem1854410
Terka
Wpisany przez Lucyna Beata Pściuk   

Terka uchodzi za jedną z najładniej położonych bieszczadzkich wsi. Znajduje się w cudnej kotlinie wciśniętej pomiędzy masywy Tołsty, Połomy i Korbani zwanej Patrolą, w dolinie typowo górskiej rzeczki Solinki, dopływu Sanu. Szczególnie piękna jest panorama z przełęczy zwanej nad Studennem lub Korb, nazywanej przez miejscowych Granicą. To dział wód dwóch rzek. Z jednej strony mamy dolinę Solinki, a z drugiej Sanu, obie otoczone są  lasami. Wyjątkowo atrakcyjny jest przełomowy odcinek pomiędzy Tołsta, a tutejsza górką dominantką zwaną Monastyrem.

 

Fot. Paweł Szymański

Terka, Bieszczady

 

Hetman Czarnecki, syn naszej ziemi powiedział: Ja nie z soli, ani roli ale z tego co mnie boli. Wiedział o czym mówi, wiele fortun kresowych wyrosło na naszych ruskich żupach. Także to dotyczy Bieszczadów i m.in. Terki. Matiasz ze Zboisk był żupnikiem tyrawskim przez siedem lat, pozwoliło mu to zbić niezły kapitał, który wykorzystał, aby wejść w posiadanie pomiędzy 1404, a 1427 r, wsi Hoczew i Terpiczów wraz z niezasiedlonymi dolinami rzek Solinki i Hoczewki. Balowie rozpoczynają wielką akcję osiedleńczą na prawie wołoskim. Powstaje i Terka. Kiedy? Dokładnie nie wiadomo, ale na pewno przed 1463 r.

 

Fot. Paweł Szymański

 

Balowie zachowywali się dość ekspansywnie, dochodziło do konfliktów z sąsiadami. Piotr Kmita i jego brat Stanisław wnieśli skargę do króla Zygmunt Starego na Mikołaja Bala i prosili o przesuniecie granic pomiędzy wsiami: Olchową, Dziurdziowem, Hoczwią, Wołkowyją, Bukowcem i Terką Balów, a tzw. państwem sobiańskim Kmitów. Terka pierwotnie nazywała się Tharnka. Prawdopodobnie została założona na terenie wykorzystywanym wcześniej rolniczo. Jej nazwa wywodzi się od tarniny, a ta  jak powszechnie wiadomo śliwa tarnina preferuje stanowiska nasłonecznione, ma duże wymagania świetlne. Na pewno nie mogła rozwijać się w dużej ilości na terenach leśnych, wszak tu dominowała buczyna karpacka.

 

Fot. Robert Mosoń Buczyna karpacka na Korbani

 

Terka przez długie lata była we władaniu Balów. Była typową bieszczadzką wioską. W 1480 r. tutejsi mieszkańcy nie posiadali już wolnizny. W 1526 r. znajdowała się tu parafia i cerkiew prawosławna. W 1531 r. znajdowało się we wsi 4 dworzyszcza osiadłe. Regestr podatkowy w 1589 r. stwierdza iż jest użytkowanych 10 łanów przez kmieci, do popostwa należy 1/2 łana, we wsi jest 2 kołowy młyn i mieszka tu 6 komorników. Przed 1845 r. właścicielem osady jest Michał Krajewski, który w wyżej wymienionym roku przekazuje Terkę, Polanki i Zawój Sabinie Ksawerze Krajewskiej. W tym okresie miejscowość zamieszkują pospołu grekokatolicy i rzymokatolicy. W 1781 r. wybudowano tu trójkopułową cerkiew grekokatolicką, w 1785 r. działa w Wołkowyi parafia rzymokatolicka do której należą także mieszkańcy Terki. W 1785 r. mieszka tu  218 osób: 5 rzymokatolików, 193 grekokatolików, 20 Żydów. Wieś powoli rozwija się, w 1868 r. stwierdzono w Terce 327 mieszkańców, powierzchnia wsi w morgach wynosi 1595, lasy zajmują 32,66 % powierzchni. Grunty tabularne wynoszą: pola orne 281, łąki i ogrody 55, pastwiska 41, lasy 515, a włościańskie odpowiednio: 498, 100, 99 i 6.

 

Fot. Beata Kalitan

Terka, Bieszczady

 

Wjeżdżając do Terki od strony Bukowca widzimy po prawej stronie wzgórze. Zwą go Monastyr. To tutaj miał stać klasztor bazylianów. Był wzmiankowany jako prawosławny w 1489 r. Niewiele o nim wiadomo. Prawdopodobnie był drewniany, miał charakter obronny. Bazylianie poparli unię brzeską, więc być może  był i grakokatolicki. To na terenie klasztoru powstała pierwsza tutejsza cerkiew. W 1780 r. już nie istniał. Być może został zniszczony? w drugiej połowie XVIII w. Przesłanką przemawiającą za tym może być data wzniesienia drugiej cerkwi w Terce w 1771 lub w 1781 r. Na naszym ternie jak jedna świątynia została zniszczona budowano w jej pobliżu drugą. W okresie międzywojennym w miejscu, gdzie stał klasztor była kapliczka ufundowana przez któregoś z dziedziców. Kilka lat temu pewien pan mieszkający niegdyś w Terce opowiadał mi, że po zniszczeniu klasztoru powstał zwyczaj, że w jego miejscu stawiano krzyż. Jak jeden padł ze starości to jakaś litościwa ręka w tym miejscu stawiała następny. Potem wybudowano kapliczkę.

 

Fot. Agnieszka  Mosoń Monastyr ze strony Bukowca

 

Mieszkańcy Bieszczadów brali udział w powstaniach narodowych. Ciekawy artykuł Macieja Augustyna "Mieszkańcy Bieszczadów w powstaniu styczniowym" jest opublikowany w roczniku "Bieszczad" nr 6. "Terka Feliks Suchodolski. Weteran powstania. Po 1864 r. skonfiskowano mu majątek w zaborze rosyjskim. Z zawodu inżynier. Pod koniec życia osiadł u siostry Sabiny z Suchodolskich Krajewskiej - właścicielki majątku Terka, Zawój, Polanki. F.  Gankiewicz z Terki, który poznał go w dzieciństwie, tak go wspomina:

"Rodzina Adama i Walerii Pohman miała na utrzymaniu swojego wujka, już staruszka, inżyniera Feliksa Suchodolskiego, powstańca z 1863 r., który stracił majątek przez konfiskatę. Był to człowiek, jakich mało na świecie. Całe życie nie nosił innego ubrania jak sukienna czamara i czapka rogatywka. Chodził po wsi,rozmawiał z chłopami, którzy nazywali go "nasz Pan". W święta zapraszali go do siebie. On ubolewał nieraz, że we wsi nie ma szkoły, że lud ciemny i niepiśmienny, aż w końcu wpłynął na swoją siostrzenicę Walerię Pohlman i ta wydzieliła ze swego majątku 2 morgi ziemi, wybudowała własnym kosztem szkołę w Terce, a dla nauczycieli wydzieliła w dodatku serwitut 12 sągów twardego drewna opałowego dla szkoły, pastwisko dla krowy oraz 14 kóp owsa dla wyżywienia krowy." Pochowany prawdopodobnie w kaplicy grobowej Krajewskich obok dawnej cerkwi. Zygmunt Suchodolski. J. Brandys podaje, że kuzyn jego matki A. Niesiołowski wyruszył do powstania z grupą ochotników z Sokolego i Ropienki i walczył pod Hutą Krzeszowską."

 

Fot.  Zbigniew Lubecki

 

Bieszczady były pod zaborem austriackim, były częścią Galicji i Lodomerii. 17 kwietnia  1848 r. zniesiono w Austrii pańszczyznę, czyli rentę feudalną odrobkową (forma płatności za użytkowanie gruntu) polecającą na bezpłatnej i przymusowej pracy chłopów na rzecz dworu. W bieszczadzkich wsiach wywołało to powszechną radość. W bardzo wielu miejscowościach odbyły się pogrzeby pańszczyzny. Także w Terce księgi powinności wobec dworu złożono do trumny i uroczyście pochowano w grobie. Pogrzeby pańszczyzny mniej więcej wyglądały podobnie, w Terce trumienkę złożono przed domem chłopa na którego tego dnia wypadały powinności bezpłatnej pracy. Nad grobem każdy z mieszkańców wsi przysięgał, że nie dopuści aby pańszczyzna powróciła. Na grobach pańszczyzny stawiano krzyże lub kapliczki zwane pańszczyźniane.

 

Fot. Robert Mosoń Panorama z Korbani

 

W Terce powstała pierwsza albo jedna z pierwszych bieszczadzkich szkół. Istniała już w 1868 r. Była dotowana sumą 44  złr., 46 mierzcami zboża, 12 sągami drewna. "Monografie Bieszczadzkie" tom 12 Roman Marinek "Dane historyczne dla miejscowości w obrębie Bieszczadzkiego Parku Narodowego i otuliny": "1871: Sabina Krajewska odstąpiła bezpłatnie gminie Terka parcelę budowlaną o powierzchni 815 sążni pod budowę szkoły. Zobowiązała się wypłacać 12 złr rocznie nauczycielowi. Dodatkowo uzyskiwał 2 sągi drewna rocznie z lasów dworskich, pastwisko dla dwóch krów oraz paszę po 10 kopcach zboża na zimę. Zobowiązanie obejmowało również dostarczenie drzewa na wybudowanie szkoły i wykonanie sprzętów. Dzięki protekcji dworu w Terce powstała jedna z najstarszych szkół w tej części Bieszczadów." W czasie I wojny św. i po wojnie do 1930 r. szkoła nie działała.

 

Fot. Beata Kalitan

Terka, Bieszczady

 

Terka bardzo ucierpiała w czasie I wojny św. Doszło tu do ostrych walk 26 grudnia 1914 r. pomiędzy armią rosyjską, a  austroniemiecką. W wyniku walk spłonęła częściowo trzecia cerkiew z 1911 r. i część zabudowy wsi. W historii Bieszczadów szczególnie negatywnie zapisali się Rosjanie dokonujący grabieży, zbiorowych gwałtów, rabunków. Tu działała słynna z okrucieństw i zbrodni wojennych kawaleria gen. lejtnanta  Husajna Chana Nachiczewańskiego składająca się  z członków sześciu szczepów kaukaskich. Została ona rozbita w okolicach Lutowisk.  Okolica została totalnie splądrowana, zabierano żywność, ziano na zasiewy, bydło. Posuwali się nawet do rozbierania zamieszkałych chałup pozostawiając ludność cywilną bez mieszkań. Terka w okresie międzywojennym była niezamożną wsią. W okresie ponad 20 lat we wsi nie wybudowano ani jednego nowego domu.

 

Fot. Beata Kalitan

Terka, Bieszczady

 

Bardzo często artykuły na naszej stronce są komentowane. I tak stało się z tą prezentacją. Bieda panująca w Terce w okresie międzywojennym jest sprawą dyskusyjną. Jeden z Mieszkańców wsi zwrócił mi uwagę na to, że skoro była tu taka nędza to skąd ludzie wzięli pieniądze na wykupienie części dworskiej ziemi. Nie znalazłam w książkach nic na ten temat, nie oznacza to jednak, że tak nie było. Na razie poprzestanę na tej wzmiance.

 

Fot. Rafał Pasławski Chlebek pieczony w gospodarstwie agroturystycznym Pod Bocianami

 

Terka od zawsze była wsią wielowyznaniową, wieloetniczną. Mieszkali tu pospołu grekokatolicy, rzymokatolicy i Żydzi. Ci pierwsi żyli w zgodzie z zawartą w 1863 r. konkordią pomiędzy wyznawcami religii katolickiej obrządku rzymokatolickiego, grekokatolickiego i ormiańskiego. Mieszane małżeństwa były tu na porządku dziennym, rzymokatolicy żenili się z grekokatoliczkami i odwrotnie. Wyznanie dziedziczyło się po mieczu i po kądzieli. Zakładamy, że rzymokatolik żenił się z grekokatliczką. Związek małżeński zawierali w kościele lub w cerkwi, zwyczajowo to rodzina panny młodej decydowała w której świątyni o ile we wsi był zarówno kościół jak i cerkiew. Bywało jednak jak w Terce. Jedna świątynia służyła obu obrządkom. Dzieci dziedziczyły wyznanie po mieczu lub po kądzieli, chłopcy byli chrzczenie w obrządku ojca, a dziewczynki matki. Nie można było przejść z obrządku na obrządek, zgodę na takie praktyki musiał wydać sam Papież.

 

Fot. Beata Kalitan

Terka, Bieszczady

 

W 1911 r. w Terce wspólnie grekoktolicy i rzymokatolicy wybudowali cerkiew. Trzecią w tej miejscowości. Wspólnie obchodzono święta, wspólnie bawiono się i pracowało. Tę idyllę przerwali księża grekokatoliccy. W czasie pierwszego, polskiego  powszechnego spisu odnotowano w Terce 77 domów, 460 mieszkańców, w 376 grek., 72 rzym. i 12 Żydów. Pierwsze problemy ze strony parocha pojawiły się przed 1930 r. Wtedy to ksiądz odmówił wprowadzenia do świątyni trumny ze zwłokami rzymokatoliczki. Wywołało to niesnaski, rzymokatolicy postanowili wybudować kościół. Luzie posprzedawali po krowie, uzbierali pieniądze i obok cerkwi w latach 1930-1932 wystawili murowany kościół. Ksiądz Lew Salwićkij  prowadził nauczanie w duchu narodowoukraińskim. Wsławił się tym, że na czele delegacji we wrześniu powitał hitlerowców bramą powitalną i chlebem i jajkami.

 

Fot. Rafał Pasławski

 

W czasie II wojny św. działalność antypolską prowadzili wspomniany już ksiądz Lew Salwićkij i kleryk Hryć Drozd. Już na początku wojny w Terce pojawiły się ulotki wzywające ludność polską i żydowską do opuszczenia wsi i przeniesienie się na drug stronę granicy (na pobliskim Sanie była granica pomiędzy ZSRR, a Generalną Gubernią). Ostatni spis w 1938 r. stwierdził iż w Terce żyło 77 rodzin, 506 Rusinów, 159 Polaków, 45 Żydów. We wsi działało Stowarzyszenie Szlachty Zagrodowej w którym zrzeszone było 15 rodzin. Warto wiedzieć, że ten sam ksiądz co najmniej dwukrotnie uratował od śmierci Polaków m.in. Franciszka Jarzynę. Na terenie gminy Wołkowyja była przygotowana przez Wołodmara Burmycza lista Polaków do zamordowania, na szczęście  nie doszło do zrealizowania zamierzeń. Po pierwsze sprzeciwili się miejscowi Ukraińcy, w tym ksiądz o nastawieniu antypolskim, działała też w okolicy polska partyzantka - samoobrona Pawłusiewicza i oddział Kunickiego Muchy - partyzanci komunistyczni sowieccy. Ksiądz prawdopodobnie już nie przybywał we wsi w dniu porwania Jana Gankiewicza i ojca i syna Łoszyciów.

 

Fot. Paweł Szymański

Terka, Bieszczady

 

Jak wyglądało życie we wsi prze wojną możemy przekonać się czytając wspomnienia.

Henryk Wądołowski w "...przecież pacierz był taki sam"

"Źle się żyło panie. Bieda była straszna. Były czasy, że jadło się ziemniaki z surową kapustą. Roboty żadnej. Co dała ziemia to było. Cukier kupowało się na święta. Jajka czy mleko wymieniało się na zapałki, naftę do lampy. Była w domu krowa to życie było lżejsze.Jak ktoś miał buty, to chodził w nich tylko do kościoła albo do Wołkowyi a i całą drogę szło się boso, a buty zakładało się przed kościołem. W zimie to dzieciaki z domu nie wychodziły. Siedziały przy piecu i robiły to co ojciec albo matka kazali. A w lecie na bosaka do pierwszych śniegów. Polmanowa zbudowała szkołę. Były cztery klasy i to wszystko. A i to przed wojną Żyd z sołtysem szkołę sprzedali. Powiedzieli, że do młócenia cepami szkoły nie potrzeba. I na tym zakończyła się moja nauka. "

Franciszek Gankiewicz: "Wieś od wieków zamieszkiwana przez Polaków i Rusinów, którzy żyli w najlepszej zgodzie między sobą. Żenili się - Polak z Rusinką, a Rusin z Polką. Na co dzień była  używana tylko ruska mowa, a we dworze i w jednej rodzinie - gajowego Tomasza Czarneckiego - mówiono po polsku."

 

Fot. Paweł Szymański

Terka, Bieszczady

 

A jak po wojnie? Andrzej Potocki "Przystanek Bieszczady bez cenzury": "Los polskich rodzin był tragiczny. Wystarczy prześledzić sprawozdania Komendy Powiatowej Milicji w Lesku. Oto fragmenty dotyczące okresu od 24 lutego do 14 maja 1945 roku:

* 24 lutego w nocy banderowcy, w sile 6 ludzi uzbrojonych, napadli na dom wójta gminy Wołkowyja Gankiewicza, Polaka zamieszkałego w Terce i zrabowali mu 250 kg pszenicy, 150 kg mąki, 2 owce, 90 m płótna domowego wyrobu oraz inną żywność i ubrane. Tejże nocy w Terce obrabowali jeszcze dwóch gospodarzy Polaków przy czym zapowiedzieli, by żaden nie odważył się zawiadamiać władz, w przeciwnym razie go powieszą.

* Z 14 na 15 marca do wsi Terka przybyła banda UPA, w sile ponad 100 dobrze uzbrojonych ludzi na 30 furmankach i obrabowali doszczętnie wszystkich Polaków tejże gromady z inwentarza żywego i martwego, grożąc spaleniem domów w razie zameldowania władzom.

* 23 marca Polacy z wiosek Bukowiec, Terka, Polanki, Rajskie, Zawóz i Wola Matiaszowa zwrócili się z prośbą o ewakuację ich przed grożącymi banderowcami. UPA zmobilizowała Ukraińców wsi Łopienka, Wola Matiaszowa, Terka, Bukowiec i Rajskie, dając im broń i przeprowadzając w tych wioskach ćwiczenia.

* 14 maja w gromadzie Terka kwaterowało około 120 banderowców. Wysłany do Terki po kontynent bydła patrol nie zastał ani jednej sztuki, wszyscy gospodarze uciekli z bydłem do lasu."

 

Fot. Krystyna Jaworska Przełom Solinki pod Tołstą

Po II wojnie św. rozpoczęły się wysiedlenia ludności grekokatolickiej i rodzin mieszanych. Przeważnie w świadomości naszej kojarzą się one z akcja Wisła. To tylko część prawdy. Rozpatrując aspekt wysiedleń należy pamiętać o umowie podpisanej pomiędzy Ukraińską i Białoruską Republiką, a rządem PKWN o tzw. dobrowolnych wysiedleniach. W wyniku powojennych zmian w granicach naszego kraju mieszkało około 700 tys ludności wyznania grekokatolickiego i prawosławnego określanych jako Ukraińcy, a na obszarze ZSRR 700-800 tys. Polaków. Akcja przesiedleńcza ludności ukraińskiej do USSR rozpoczęła się 15 października 1944 r. Do sierpnia 1945 r. wysiedlono 229 tys Ukraińców. Należy wspomnieć o tym, że UPA broniła autochtonicznej ludności przez tzw. dobrowolną wywózką. Jednym z przeciwników w owym okresie ukraińskiej partyzantki był NKWD. Łącznie w ramach tej akcji trwającej do 15 października wysiedlono 478 486 (121 521 rodzin), w tym z województwa rzeszowskiego 267 795 tzw. Ukraińców. Polskich repatriantów było 788 000. W pierwszej fazie wysiedleń z Terki do ZSRR wyrzucono 13 właścicieli domów i gruntów, którzy pozostawili tu majątek o łącznej wartości 46 630 zł. Inne dane mówią, że w 1946 r. ludność określana jako ukraińska liczyła 72 rodziny - 37 osób. To był stan wyjściowy, w lipcu 1946 r. były już tylko 9 rodzin i 45 osób. Jeszcze inni historycy powołując się na źródła ukraińskie, w tym meldunki UPA, że w owym okresie nikogo nie wysiedlono do ZSRR. Ludzie wraz ze swoim dobytkiem uciekli do lasu. Była to masowa ucieczka, prawdopodobnie doszło do celowego przecieku, żołnierze polscy, a raczej ich część  nie pochwalała wysiedleń i chroniła ludność cywilną.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Terka przeszła do historii dzięki dramatowi, który rozegrał się tu w latach 1939-1947, ze szczególnym uwzględnieniem tragedii, która odbyła się 8 lipca 1946 r. Jest bardzo wiele książek, artykułów poświęconych mordowi, część jest oparta na faktach wyssanych z palca. Polecam świetny artykuł Artura Brożeniaka i Małgorzaty Gliwy "Terka-Wołkowyja 1939-1947. Mikrohistoria krwawego konfliktu ukraińsko-polskiego" zamieszczonego w książce wydanej przez IPN Oddział Rzeszów "Bieszczady w Polsce Ludowej 1944-1989". "Pierwszy akt dramatu w Terce - morderstwo dokonane przez SB OUN na trzech mieszkańcach wsi - nakręcił spiralę przemocy. W jej wyniku zginęło ponad pięćdziesiąt osób - Ukraińców i Polaków. W świetle zgromadzonego materiału źródłowego nieprawdziwa jest teza, że zbrodnia w Terce miała na celu skłonienie Ukraińców w Polsce do szybszego przesiedlenia się do USRS, a przez to stworzenie jednolitego pod względem etnicznym państwa polskiego. Do zbrodni doszło w wyniku niekorzystnego splotu kilku czynników, a inspiracja wyszła od powodowanego żądzą zemsty na swoich ukraińskich pobratymcach Hrycia Łoszyci. Żołnierze 36. Komendy Odcinka z 8. Oddziału WOP wzięli udział w zbrodni, lecz główna odpowiedzialność spoczywa na ich dowódcy kpt. Lucjanie Zubercie. Bezpośrednio w mordzie brało udział kilku żołnierzy, pozostali byli statystami. Ze względu na upływ czasu nie udało się ustalić nazwisk żołnierzy, którzy zamordowali zakładników. Z materiału źródłowego wynika, że większość żołnierzy nie akceptowała rozkazów dowództwa, lecz wykonywała je ze względu na wojskową podległość. Sabotowanie poleceń przełożonych doprowadziło do uratowania życia kliku ukraińskim zakładnikom. Zakładników ratowali również miejscowi Polacy - Franciszek Bogacki i Wojciech Bogacki."

 

Fot. Beata Kalitan

Terka, Bieszczady

 

"Wędrowiec Podkarpacki" wydany Przez Oddział PTTK Rzeszów  Henryk Wądołowski w "...przecież pacierz był taki sam" Pozwolę sobie zacytować jego fragmenty. Przede wszystkim dlatego, że te wywiady nie są znane historykom, a mogą być potraktowane jako materiał źródłowy.

"- Ilu ludzi z Terki było w UPA? Czytałem w jednej z książek, że co drugi mężczyzna.
- Nie prawda. Mówiłem panu o Mastylaku. Przychodzili do wsi i brali. Kto nie chciał ten umierał. Byli ochotnicy do niemieckiego wojska. Może i do banderowców sam szli, ale o tym się nie mówiło. I to była przyczyna tego co stało się w lipcu 46 roku. Tylko na grobie jest błąd. To było 8, a nie 9 lipca. Pamiętam dokładnie. Wcześniej do Terki przyszła sotnia Hrynia i wzięli do sotni 3 ludzi. Był to Gankiewicz, Michał Łoszycia i jego syn Jurek. Ktoś powiedział o tym żołnierzom w Wołkowyi. Wtedy wojsko napisało list do banderowców, że mają oddać tych ludzi, bo inaczej ucierpią Ukraińcy z Terki. Wzięli też do Wołkowyi 30 osób jako zakładników. W nocy banderowcy przyszli do wsi ale tylko z Gankiewiczem i Michałem Łoszycią. Jurka zamordowali w lesie. Powiesili ich na środku wsi na gruszach. Ja to widziałem. Mieli poobcinane języki i porozbijane głowy. Na szyjach mieli tabliczki z napisem "za samostijną Ukrainę". Banderwcy odeszli w kierunku na Polanki. Kiedy wojsko przyszło do wsi i żołnierze zobaczyli co stało się zaczęła się tragedia. Jednym z oficerów wojska był syn powieszonego Michała Łoszyci. Jemu wtedy wojsko powiedziało "rób co chcesz". Wtedy pogonili zakładników drogą na Studenne do ostatniej chałupy po lewej stronie drogi. Nie pamiętam już jak nazywał się właściciel. Zamknęli ich tam i obrzucili dom granatami. Zaczęło się palić. Wiem, że z tego domu uratował się jeden chłopak w moim wieku bo chodziliśmy razem do szkoły. Nazywał się Wasyl Soniak. Podobno schował się do jamy przy piecu, gdzie przechowywano ziemniaki i potem wyskoczył przez okno do strumienia i uciekł do Tworylnego. Potem razem z sotnią dostał się do Czech i osiadł w Kanadzie. Mówili ludzie z Terki, którzy byli w Kanadzie i wrócili, że go tam widzieli. Czy żyje? nie wiem. Ja wtedy uratowałem jedną znajoma Rusinkę. Kiedy prowadzili ich pod Berdycię wziąłem za rękę jedną z dziewczynek i prosiłem żołnierza, aby ją puścił, bo to moja dobra znajoma i dobra kobieta. Żołnierzy wypchnął ją z kolumny w moja stronę i razem z nią pobiegłem do domu. Ona żyje i mieszka w Stargardzie. Piszemy do siebie. "

 

Fot. Paweł Szymański

Terka, Bieszczady

 

Inne wspomnienia

 

"Było tak. Jeden ze wsi, wyrobił sobie polski dowód osobisty. Pisał się Mastylak chciał być Polakiem, żeby go nie wywieźli. Jak przyszli bandery do wsi to od razu go wyprowadzili pięć metrów za dom i strzelili mu w głowę. Ludzie mówili, że chcieli go zabrać do lasu, ale jak on Polak to woleli go zastrzelić. Zabrali za to trzech innych. Jeden, to był Gankiewicz, a dwaj to Łoszycie, ojciec i syn. Jak się wojsko dowiedziało, to zabrali ludzi z Terki i zagonili do Wołkowyi. Wtedy poszedł do nich jeden chłopak , pisał się Romancio. Jemu zabrali ojca i matkę. Oficer powiedział, że ich puści, al on ma zanieść list do banderowców. Tam było napisane, żeby bandery puściły tych trzech, to on wypuści Ukraińców i będzie spokój raz na zawsze. A bandery na drugi dzień przyprowadzili do wsi dwóch zabranych. To był Gankiewicz i stary Łoszycia. Co zrobili z młodym Łoszycią tego nie wiadomo. Może go gdzieś porąbali. Panie, jak ci dwaj wyglądali. Tak byli zbite, że czarne. W środku wsi na gruszach ich wieszali, a i tak jeszcze potem mordowali. Wisieli na drzewach zbite, nieżywe, a jeszcze ich rżnęli. Widać było serce na wierzchu. Wtedy wojsko przyjechało z Wołkowyi z tymi ludźmi i powiedzieli: "Patrzcie co zrobili i to będzie z wami. Za jednego Polaka idzie dziesięciu Ukraińców. Napisali my list, nie uspokoili się, to będzie tak i tak.
Wojsko prowadziło ich drogą na Studenne do chałupy na końcu wsi. [...]Nasza sąsiadka myślała, że wojsko będzie zabijać wszystkich i przybiegła do naszego domu z prośbą o ratunek. Ale jakże tu panie ratować kiedy koło wojska szedł jeden Polak, syn tego co go powiesili i krzyczał, że jeżeli Polak by skrył Ukraińca, to pójdzie za niego. Jak oni szli, to ja akurat wyszłam na ganek i patrzyłam na drogę. Widziałam tego oficera Łoszycię, co mu ojca i brata zamordowali. On szedł i nic nie mówił. Głowę miał spuszczoną i patrzył pod nogi. Matka powiedziała sąsiadce, aby poszła do domu i siadła na progu, to jej nic nie zrobią, bo nie wszystkich biorą. Tylko tych co byli w Wołkowyi. Panie, jak oni płakali, jak prosili o ratunek. Ale co pomożesz? Nie pomożesz. A najgorsze to, że ci, co byli z banderami, co byli winni, co wieszali, mordowali, to uciekli do lasu, a zostały tylko stare i gdzie o niektóra kobieta z dzieckiem. Patrzyłam na to i nie mogłam uwierzyć. Nagnali ich do tej chałupy, obrzucili granatami i podpalili. Ja uciekłam do domu. Potem pochowali ich na cmentarzu w Terce."

 

Fot. Rafał Pasławski

 

Nie mam dostępu do publikacji wydanych na Ukrainie więc pozwolę sobie zacytować fragment "Litopysu UPA" przedrukowany na stronie http://www.apokryfruski.org/kultura/bojkowszczyzna/terka-2/ Na owej stronce jest są także fotografie pokazujące miejsce tragedii.

 

RAPORT REFERENTA SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA OUN STEPANA GOLASZA, ps. „MAR”
(z wyłączeniem jego integralnej części, relacji Wasyla Soniaka, dostępnej niżej)
Nocą z 4 na 5 lipca VII 1946 r. bojówka Służby Bezpieczeństwa aresztowała 4 donosicieli we wsi Terka. Piąty uciekał i został zastrzelony. Wśród aresztowanych był jeden Polak, dwaj renegaci (ojciec i syn) i jeden Ukrainiec. Miejscowi Polacy dali znać o tym wydarzeniu do Wołkowyi. WOP, który tam kwaterował, zrobił siłami ok. 30 osób akcję na Terkę powiat Lesko nocą z 6 na 7 VII 1946. We wsi zastali tylko starców, kobiety i dzieci. WOP wkroczył na górny kraniec wsi i zaczął wyrzucać prawie śpiących ludzi z domów. Traktowali ludzi po barbarzyńsku. Katarzynę Cokan, lat 30, pobili do krwi, na głowie miała kilka ran. Oprócz tego bili wszystkich naszych ludzi, nawet małe dzieci, które odrywali od matek i wyrzucali na dwór.
WOP spędził we wsi cała noc. Ograbił każdy dom i zniszczył sprzęty domowe, tłukli naczynia, łamali ławy, szafy, stoły, wybijali okna. Nad ranem zegnali złapanych ludzi na środek wsi i popędzili do Wołkowyi. Zabrali wtedy 43 osoby. Po drodze i z samej Wołkowyi część ludzi uciekła. W Wołkowyi trzymali złapane osoby pod strażą do 8 VII 1946 r., spisywali protokoły, przy czym znęcali się nad ludźmi.
[Nasza] Służba Bezpieczeństwa przesłuchała wziętych donosicieli. Oprócz jednego wszyscy przyznali się do winy i wyjawili wszystko, co donosili do WOP, MO i WP. Niewinnego (Ukrainiec) zwolniono, a dwóch, Mychajłę Łoszycę lat 49 i Jana Gankiewicza lat 55 powieszono we wsi w nocy 7 VII 1946 r. Przyczepiono im kartki, gdzie stwierdzone zostało, że zostali ukarani za współpracę z WOP, MO i UBP jako agenci bolszewizmu, wrogowie narodu ukraińskiego i polskiego.
8 VII 1946 r. WOP z Wołkowyi przybył wraz z aresztowanymi, których zostało jeszcze 26 osób. Ludzi tych zaprowadzili na górny koniec wsi Terka.
Wraz z WOP przybyli do wsi cywilni Polacy z Terki, którzy uciekli 7 VII do Wołkowyi. Krzyczeli do wojska: „Wszystkich wystrzelać”. Najbardziej domagał się od wojska kary śmierci Czarnecki Kazio. Cywilni Polacy rozeszli się do swoich domów i przygotowywali się do wyjazdu z majątkiem do Wołkowyi. Tymczasem banda polskiego czerwonego wojska przyprowadziła aresztantów do ostatniego domu na końcu wsi, tam wszystkich przeliczyli i odstawili na bok trzech starców (Matij Diak lat 60, Chomyj Mykoła Chomyj lat 55 i Ostasz Mychajło lat 79) i dwie kobiety: Ławer Kateryna lat 41 i Ławer Marija lat 25 (obydwie miały amerykańskie dokumenty).
Pośród pozostałych 21 osób były jedynie kobiety (14) i 7 dzieci (chłopcy i dziewczęta). Ich wszystkich zagnali do chałupy, tam posadzili na ziemi i zastrzelili z automatu oraz porozrywali granatami. Dom podpalili, paląc w nich jeszcze żywych ludzi.
(…)

Ofiarami polskiego terroru we wsi Terka w powiecie leskim padły następujące osoby: 1. Hisejka Maria, lat 30, wdowa; 2. Ostasz Katarzyna, lat 60, żona Michała; 3. Karnas Maria, lat 40, matka;5. Romancio Pazia, lat 42, matka; 6. Romancio Maria, lat 16, córka; 7. Poływka Ołena, lat 50, matka; 8. Wajda Tońka, lat 35, matka; 9/ Wajda Maria, lat 6, córka; 10. Wajda Wołodymyr, lat 4, synek; 11. Hnatyszyn Anna, lat 35, matka; 12. Hnatyszyn Rozalia, lat 9, córka; 13. Hnatyszyn Illia, lat 3, syn; 14. Cokan Kateryna, lat 60, wdowa; 15. Djak Ruzia, lat 22, matka; 16. Djak Anastazja, 7-miesięczna córka; 17. Djak Maria, lat 37, matka; 18. Djak Natalia, lat 11, córka; 19. Sanczak Maria, lat 80, matka; 20. Liberna Katarzyna, lat 32, dziewczyna.
Po spaleniu domu z niewinnymi ofiarami bandyci rzucili się do palenia innych chałup. Podczas palenia łapali ludzi pozostałych jeszcze we wsi, niedołężnych, starców, katowali, łamali ręce i rzucali żywcem do ognia. Osobami, które zginęły poprzez wrzucenie żywcem do ognia byli: 1. Linkewicz Michał, lat 78, brat Wajdy; 2. Wajda Maria, lat 70, siostra Michała Linkewicza; 3. Djak Anna, lat 100, wdowa; 4. Wajda Wasyl, lat 90, wdowiec; 5. Romancio M., 72, mąż; 6. Romancio A., lat 65, żona; 7. nazwisko nieznane, lat 27, głuchoniemy.
Oprócz tego 3 starców wyodrębnionych przed rozstrzelaniem kobiet z dziećmi banda zaprowadziła na cmentarz i rozkazała wykopać dół dla powieszonych donosicieli. Ci wykopali jamę i ich pochowali. Potem rozkazali im kopać grób dla siebie. Starcy byli bici, wykopali dół, a kaci rozkazali dwóm starcom położyć się w nim i tam ich zastrzelili. Trzeci, najstarszy, musiał ich zasypać ziemią. Po wypełnieniu grobu jeden z bandytów serią z automatu zabił trzeciego starca, a ciało pozostawił na zbiorowym grobie. Na cmentarzu zabici zostali:
1. Djak Matij, lat 60

2. Chomy Mikołaj, lat 55
3. Ostasz Michał, lat 79.
Oprócz tego złapali dwóch chłopców na górze Korb nad wsią i ich zamordowali. Ciała zamordowanych zostały tak zmasakrowane, że nie można było ich rozpoznać. Zamordowanymi byli chłopcy z Terki: Burmicz Stefan, lat 20, i Romancio Hryć, lat 23.

 

Fot. Robert Mosoń Po wysiedlonych wsiach czasami pozostają tylko łany kwiatów rosnących niegdyś w ogródkach. Na zdjęciu rudbekia naga uchodząca za roślinę inwazyjną. Bojkowie uprawiali ją w ogródkach jako roślinę użytkową, pozyskiwano z niej barwnik zielony.

 

Cała wioska została obrabowana, majątek wywieziono do Wołkowyi. Rzeczy, których nie można było zabrać, zniszczone zostały na miejscu i spalone. [Żołnierze] spalili tego dnia we wsi 23 gospodarstwa, a resztę obrabowali. Po tek akcji WOP wyjechał wraz z miejscowymi Polakami do Wołkowyi. Wśród spalonych domów były także polskie. Kości i popiół spalonych ludzi gdzieś schowali, bojąc się następstw.

9 VII WOP znowu przyszedł o Terki i nadal rabował. Mieszkańcy Terki cały czas siedzą w lesie i boi się pokazać we wsi, bo Polacy robią zasadzki i strzelają do nich, aby ludność nie usypała zamordowanym mogiły.
Podobne wypadki miały miejsce i w innych miejscowościach Łemkowszczyzny: Zawadce Morochowskiej, Karlikowie, Wisłoku, gdzie wróg dopuścił się masowych mordów na niewinnej ludności ukraińskiej. Polsko-bolszewickie czerwone bandy chciały wyniszczyć nasz naród, chcieli wygnać go z ojczystej ziemi pradziadów. Jednak okrutne akcje okupanta spotykały się z reakcją całego narodu, naród, posiadając swoje wojsko, godnie strzeże swoich praw do istnienia. Łemkowie wiedzieli o tym, że niewinnie przelana krew kobiet, starców i dzieci nie pójdzie na marne. Zrodzi nowych, jeszcze bardziej zawziętych rycerzy UPA, którzy nie pozwolą znęcać się nad bezbronną ludnością. Właśnie tak się stało. Jeden z łemkowskich oddziałów UPA pod dowództwem „Bira” wraz z referentami OUN wykonał akcję odwetową na wrogie gniazdo Wołkowyję, zniszczyli tam załogę WOP i odebrali zrabowany majątek, który oddano wieśniakom.
Jeszcze jedne Lidice powtórzyły się na ziemiach ukraińskich, jednak świat o nich nie mówił, tak jakby Ukraińcy
byli gorsi od Czechów, bo o nich obca prasa milczała. Nowy watażka Stalin nie odbiegł daleko od swego poprzednika Hitlera, a pod względem wyniszczania narodów nawet go prześcignął. Nie przestraszą tych, którzy zostali pośród żywych, a odwrotnie – ich serca napełnia się jeszcze większym pragnieniem zrzucenia przeklętego nienawistnego jarzma, aby utworzyć nowe i lepsze życie w Wolnym Niepodległym Państwie.
Źródło: Litopys UPA, red. P.J.Poticznyj, I. Łyko, t. 34, Toronto-Lviv 2002, s. 327-331.


Fot. Beata Kalitan

Terka, Bieszczady

 

Małgorzaty Gliwy "Terka-Wołkowyja 1939-1947. Mikrohistoria krwawego konfliktu ukraińsko-polskiego" "Bieszczady w Polsce Ludowej 1944-1989"

"Wiosną 1947 r. przeprowadzono akcję "Wisła". W jej wyniku przesiedlono na tzw. Ziemie Odzyskane pozostałych jeszcze w Polsce południowo-wschodniej Ukraińców. Tym razem działano według innej metody. Przed przystąpieniem do akcji sporządzono listy osób przeznaczonych do przesiedlenia. Wojsko wjeżdżało do wsi i zabierało według list. Metryki łacińskie wydawane grekokatolikom nie chroniły ich przed wysiedleniem. Listy sporządzono zapewne na podstawie ksiąg urodzeń. 325 ukraińskich mieszkańców Terki zostało wysiedlonych 14 maja 1947 r. Wysiedlono wówczas także rodzinę Łoszyciów: Marię, syna Iwana oraz córki Annę i Rozalię, a według niektórych świadków również Hrycia. Rodzinę Łoszyciów podobnie jak sporą grupę dawnych mieszkańców Terki osiedlono na Pomorzu w powiecie starogradzkim."

 

Fot. Robert Mosoń

 

W Terce nie pozostał ani jeden zabytek z wyjątkiem krzyża pańszczyżnianego i dzwonnicy parawanowej z XIX w. We wsi były trzy cerkwie o których wspominałam. Pierwsza i druga były wybudowane z drewna, a trzecia murowana. Ta ostatnia została wybudowana przy pomocy rzymokatolików w 1911 r. W 1914 r. w czasie walk częściowo spłonęła. Odnowiono ją w 1922 r. 18 lipca 1957 r. zapadła decyzja z jej zburzeniu na wniosek Nadleśnitwa Wołkowyja. Wydział do Spraw  Wyznań przy Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Rzesowie wydał zgodę na jej rozebranie i wykorzystanie materiałów do budowy domów i baraków robotniczych w Sakowczyku i Terce. Rozbiórki dokonała specjalna, młodzieżowa  budowlana brygada przy Ośrodku Maszynowym w Olszanicy, która burzyła świątynie na polecenie Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Lesku. Na szczęście nie wykonała dokładnie polecenia. Ocalała murowana, dwuarkadowa, parawanowa dwonnica z końca XIX w. To na nie wisiał niegdyś dzwon, który obecnie znajduje się na dzwonnicy kościelnej.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Terka pod względem turystycznym jest prawie pustynią. Słynie tylko ze znanej i mającej znakomitą opinię w internecie smażalni pstrąga Tołsta. Jeszcze nie spotkałam się z negatywną opinią o tutejszych rybach. Podawane są grillowane, smażone, wędzone. Są naprawdę dobre. I niezbyt tanie. W chwili obecnej są dwie konkurujące ze sobą smażalnie.

Mówcie sobie co chcecie, pstrągi są pyszne, ale ten czosnek niedźwiedzi, który rośnie obok, na Monastyrze. Ech...na samo wspomnienie ... No i tutejsze lasy słyną z grzybów. Warto po nich pochodzić w okresie letnio-jesiennym.

 

Fot. Zbigniew Lubecki

 

I ta część prezentacji wzbudziła pewne zastrzeżenia. Konkretnie ta pustynia. Hmm, teren pod względem turystycznym jest bajeczny, są tu piękne grzybne lasy , rzeka bogata w ryby, znakomite warunki do obserwacji przyrodniczych. Bardzo często można tu obserwować ptaki drapieżne, nawet z autokaru, czy osobowego samochodu. Nad doliną krążą myszołowy, orliki krzykliwe, można zobaczyć i jastrzębie, a nawet orły przednie. Ptasiego drobiazgu jest tu multum. We wsi są też miejsca noclegowe, ja wiem o pensjonacie Pod bocianem, który polecam z całego serca. W sąsiedniej wsi, w Bukowcu działa zagroda edukacyjna Serowy Raj u pani Bożeny Wisła. Działa też słynna smażalnia pstrąga.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Przez teren wsi przebiega tylko jeden szlak wytyczony przez PTTK. Jest to fragment zielonego Zagórz-Krysowa, odcinek Bukowiec-Monastyr-Terka-Korb- Połoma. Polecam szczególnie odcinek biegnący od słynnego mostu przez wieś na Przełęcz. Widoki z przełęczy rewelacyjne. Większość zdjęć górskich w naszej prezentacji pokazuje piękno obu dolin Solinki i Sanu z przełęczy. W 2015 r. szlak zielony na odcinku Wołkowyja-Krysowa został odnowiony. W okolicy Terki Nadleśnictwo Baligród do którego należy teren przygotowało dobrze rozwiniętą infrastrukturę turystyczną pozwalającą nie tylko aktywnie wypoczywać. Są tu i wiaty.

 

Fot. Andrzej Banach Bukowiec http://andrzej-banach.eu/szlaki-turystczne/bieszczady/cerkwie-bojkowskie/

 

Ten szlak zielony szczególnie na Połomie jest specyficzny. Byłam dwukrotnie na nim i dwukrotnie grono przewodników, raz na kursie przewodnickim, a drugi na szkoleniu  zgubiło się po przekroczeniu Korbu. Wspominam te nasze błądzenia jako wspaniałą przygodę. Uwielbiam się gubić, to wtedy tak naprawdę poznajemy region. Okolica jest naprawdę cudna, a tutejsze lasy palce lizać. Pod względem przyrodniczym cudowne, geologicznym wspaniałe. Te potoki v-ksztłtne, wchodzisz w jeden, po pewnym czasie jesteś pewna, że to już koniec trudu, a tu okazuje się, że  wchodzisz w następny, a potem w kolejny. Cudnie wspomina się przygodę, ale gorzej było na trasie. Te pupozjazdy w dół po błocie, rozwalony but górski na porożu jelenia, błoto, które czuje się nawet w ustach, mapy, które nadawały się tylko na rozpałkę. Tak  naprawdę do tej pory nie wiem, gdzieśmy tak naprawdę byli, raz weszliśmy w Terce, a wyszliśmy w Zawoju po 6 godzinach. Łatwiejsze jest błądzenie p tutejszych łąkach, muszę przyznać, że nawet w Bieszczadach rzadko widuje się tak ukwiecone łąki jak w dolinie Solinki.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Okolice Terki są znakomitym miejscem do uprawiania narciarstwa biegowego. Jedną z tras opisał  Paweł Klimek w przewodniku "Bieszczady, Beskid Niski na nartach biegowych i tourowych"

"Bieszczady, Beskid Niski
Bieszczady i wschodnia część Beskidu Niskiego (na wschód od linii Dukla - Barwinek ) są terenem turystom znanym i chętnie odwiedzanym. Dotyczy to jednak okresu letniego. W zimie spotkanie turysty na nartach jest rzadkością - poza najwyższymi partiami połonin. A jest to teren idealnie nadający się pod turystykę narciarską - dobre warunki śniegowe, a przede wszystkim tak ważna dla narciarzy przestrzeń występują tu, w stosunku do innych części polskich gór, w nadmiarze. Wysokie, widokowe połoniny dają świetne możliwości odbywania wycieczek na nartach tourowych. Z kolei wyludnione po II wojnie światowej obszary dawnych wsi - zarówno w Bieszczadach, jak i w Beskidzie Niskim stwarzają doskonałe warunki dla wędrujących na biegówkach albo jeszcze lepiej na śladówkach. Trzeba jednak zaznaczyć, że są to góry bardzo trudne - przede wszystkim ze względu na słabą komunikację i właśnie niewielkie zaludnienie. Należy liczyć prawie wyłącznie na własne siły i bardzo dobrze dobierać trasy do własnych umiejętności. W zamian za to można przeżyć jedyną w swoim rodzaju przygodę narciarską o znacznych walorach technicznych, ale przede wszystkim dostarczającą niezapomnianych wrażeń i niespotykany już nigdzie indziej w Polsce kontakt z naturą."

"Terka-Tworyle-Krywe-Hulskie-Zatwarnica Długość 17 km, suma podejść 540 m (z powrotem 490 m) Dość długa i urozmaicona trasa. Jest łatwa technicznie, ale bardzo złożona orientacyjnie. Prowadzi wyludnioną, piękną krajobrazową doliną Sanu - jest to jedno z najładniejszych i  najbardziej urokliwych miejsc w Bieszczadach. Polecam głównie na narty biegowe, ale można ją też pokonać na tourówkach."

 

Fot. Rafał Pasławski Pod Bocianami

 

Polecam trasę samochodową o niebanalnych walorach krajoznawczych,przyrodniczych. Wiedzie ona wzdłuż koryta Solinki na odcinku Bukowiec-Terka-Polanki-Buk-Dołżyca. To skrót łączący  okolice Jeziora Solińskiego z wysokimi Bieszczadami, małą obwodnicę z dużą. Droga jest po remoncie, jest wprawdzie wąska ale ma prawie równiutki asfalt. Niestety, jest wykorzystywana przez rowerzystów. Naprawdę proszę na niej uważać na kolarzy, osobiście byłam w autokarze i to dwukrotnie, kiedy o mały włos a doszłoby do wypadku. Na trasie jest wiele atrakcji począwszy od słynnego mostu na Solince - 6 ton nie dotyczy autobusów po kapliczkę Szczęśliwego Powrotu do Domu i pięknego przełomu Solinki z tak 80 m przepaścią i wyjątkowo pięknym korytem Solinki pokrytym setkami berd po których przelewa się woda. To tą drogą jedziemy, gdy mamy dostać się do dwóch tzw. kultowych miejsc w Bieszczadach: do Łopienki i na Sine Wiry.

 

Fot. Robert Mosoń Polanki sąsiadują z Terką, ozdobą tej miejscowości jest słynna Kapliczka Szczęśliwego Powrotu do Domu znajdująca się nad urwiskiem. Poniżej są fantastyczne porohy na Solince

 

Terka leży na terenie Leśnictwa Polanki, Nadleśnictwo Baligród. Polecam szlaki wiodące z Bukowca i Łopienki na Korbanię i samą Korbanię z wieżą widokową. Terka leży u stóp Korbani, można na nią udać się stokówką.  Nadleśnictwo Baligrórd wydało "Przewodni turystyczno-przyrodniczy Nadleśnictwo Baligród Dolina Łopienki Dolina Rabskiego Potoku"  edukacja przyrodnicza na najwyższym poziomie.

 

Fot. Robert Mosoń Wieża widokowa na Korbani

 

Nasze Gospodarstwo Agroturystyczne Pod Bocianami istnieje od 1998 roku. W 2015 roku mija już 17 lat goszczenia w naszym gospodarstwie wczasowiczów, którzy pragną wypocząć w Bieszczadach. Te 17 lat istnienia naszego gospodarstwa agroturystycznego to czas, dzięki któremu możemy poszczycić się ogromnym doświadczeniem oraz profesjonalizmem w zapewnieniu naszym gościom dogodnych warunków oraz niezapomnianych chwil jakie mogą spędzić w Bieszczadach. Nasze doświadczenie bazuje nie tylko na tych 17 lat pracy, ale ma swoje źródło bogatej tradycji naszych przodków. Posiadamy bogate tradycje w przyjmowaniu gości.

W latach 50-tych XX wieku zaczęły przybywać w Bieszczady pierwsze grupy pionierów, przecierały pierwsze szlaki w Bieszczadach. Mój dziadek Antoni Pasławski gościł, tych pierwszych turystów jacy zaczęli odkrywać Bieszczady na nowo. Turyści wynajmowali noclegi w stodolena sianie lub rozbijali namioty na łące przed naszym rodzinnym domem, który wraz ze stodołą stoi do dziś. Wodę czerpali z przydomowej studni. Natomiast gospodyni moja babka Maria Pasławska gościła przybyłych, zmęczonych i spragnionych ciepłym mlekiem, twarogiem, kozim serem oraz żytnim chlebem z masłem.

Wieczorami turyści zbierali się na ławce przed naszym rodzinnym domem wokół sędziwego już wtedy mojego dziadka Antoniego Pasławskiego by słuchać historii o dawnych dziejach: o I wojnie światowej. Dziadek mój opowiadał o zsyłce na Syberię. Mówił o stadach wołów wypasanych na połoninach, gdy był jeszcze młodzieńcem. I biegły wtedy wszystkie myśli słuchaczy ku tym nieogarnionym, zielonym połoninom,  gdzie człowiek czuje się naprawdę wolny. I ja także jako kilkuletni chłopiec przysłuchiwałem się słowom mojego dziadka, biorąc przykład jak należy przyjmować gości. Był to mój pierwszy warsztat przed założeniem gospodarstwa agroturystycznego.

Od początku naszej działalności nasze gospodarstwo należały do Stowarzyszenia Galicyjskich Gospodarstw Gościnnych Bieszczady zrzeszającego gospodarstwa oferujące noclegi w Bieszczadach i oraz przez kilka lat należeliśmy do Polskiej Federacji Turystyki Wiejskiej.

Z Serdecznymi Pozdrowieniami
Gospodarz i Gospodyni
Maria i Tomasz Pasławscy

 

Fot. Pod Bocianami

 

Nieodłącznym elementem tradycji naszej rodziny jest produkcja Tarninówki. Jest to nalewka wytwarzana z tarek - owocu tarniny. Krzew tarniny nieodzownie związany jest z historią naszej wsi. Tharnka to pierwotna nazwa dzisiejszej Terki, jednej z pierwszych wsi założonych przez Balów z Hoczwi. Lokowana na prawie wołoskim istniała już w 1463 roku. Jej nazwa pochodzi od krzewów tarniny, pojawiającej się na ogół na opuszczonych polach, co może wskazywać, że teren ten był już wcześniej zamieszkały, albo były tu pastwiska. Lecznicze właściwości owocu tarniny dostrzegli już bardzo dawno temu nasi przodkowie. Zażywając regularnie Tarninówkę bieszczadzcy górale zachowywali siły witalne do późnej starości, dzięki czemu dożywali sędziwego wieku. Po jesiennym zebraniu tarek, przygotowana według tradycyjnej receptury tarninówka leżakowała przez mroźne grudniowe dni. Podczas długich zimowych wieczorów tarninówką częstowano przybyłych z gościną sąsiadów i krewnych. Zażywany trunek rozrzedza krew, rozgrzewa serca i raduje dusze, dzięki czemu lepiej znoszono ciężką pracę w trudnych bieszczadzkich warunkach. Dzięki przekazom ustnym, receptura i tradycja przygotowywania tarninówki przetrwała w naszej rodzinie Pasławskich do dziś. Kultywując tą tradycję, zgodnie z obyczajem naszych przodków postanowiliśmy uraczyć naszych gości smakiem tego pysznego trunku, mając nadzieję, że tarninówka stanie się  produktem regionalnym kojarzonym z naszą wsią i naszą rodziną Pasławskich.

Adres:
Terka 59
38-613 Wołkowyja

Email: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Telefon: 608 536 092

http://www.bieszczadyterka.pl

 

Fot. Pod Bocianami

 

Polecamy obiekty noclegowe w sąsiednich wsiach, to nie reklama ale promocja Współpracowników

 

Wakacyjny dom w Wołkowyi

https://www.facebook.com/bieszczady.wolkowyja.info/

 

"Domki Góralskie"   Bukowiec, sery krowie, bundz z ziołami

https://www.facebook.com/Domki-G%C3%B3ralskie-Bukowiec-499109450272073/

 

 

Opracowanie Lucyna Beata Pściuk przewodnik górski, pilot wycieczki 502 320 069

Polecam nasze usługi przewodnickie - cena  od 250 zł netto, od 350 brutto  faktura VAT. Programy wycieczki przygotowuję indywidualnie dla każdej grupy dostosowując je do możliwości finansowych i zainteresowań grupy. Proszę o kontakt telefoniczny 502 320 069 Bieszczady i okolice oferują dla grup zorganizowanych multum atrakcji, wśród nich są: wycieczki górskie, wycieczki po ścieżkach dydaktycznych, spacery po górskich dolinach, miejscach cennych przyrodniczo, wycieczki rowerowe, spływy kajakowe  i na pontonach, jazda konna pod okiem instruktora, bryczki, wozy traperskie, prelekcje, pokazy filmów przyrodniczych, diaporam,  warsztaty przyrodnicze, warsztaty kulturowe, warsztaty fotografii przyrodniczej, pokazy ptaków drapieżnych, wizyty w wielu ciekawych miejscach np. hangary na szybowisku w Bezmiechowej, bacówkach z serami Bacówka Nikosa 504 750 254, zwiedzanie muzeów,  galerii, cerkwi i dawnych cerkwi,  ruin, "zaliczanie" punktów widokowych, nawiedzanie sanktuariów, izby pamięci prymasa Wyszyńskiego, spacer po udostępnionych turystycznie rezerwatach, rejsy statkiem  po Jeziorze Solińskim, żaglowanie po Jeziorze Solińskim spotkania z naukowcami, ludźmi kultury, artystami itd. np. przy ognisku, zakup ziół i przypraw u Adama (Numer telefonu do Adama 723 652 669, towar można zamówić drogą pocztową.) itp. Koszt obiadu to w przypadku grup młodzieżowych jest od 15 zł do 25 zł. W tym roku mamy bardzo rozwiniętą ofertę edukacyjną na którą składają się warsztaty i prelekcje: kulturowe, przyrodnicze, związane ze starymi rzemiosłami, fotografii przyrodniczej itd. Cena od 800 zł/grupa warsztaty przyrodniczo-fotograficzne, od 12 zł/os warsztaty pieczenia chleba i proziaków, robienia masła i smażenie konfitur.

 

Fot. Robert Mosoń Sąsiednia Łopienka

 

Polecamy Bukowiec

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=267&Itemid=333

Nad Jeziorem Solińskim

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=270&Itemid=336

 

Fot. Robert Mosoń

 

Park Krajobrazowy Doliny Sanu

 

Fot.Tomasz Dacko Kulig w Bystrem

 

Zapraszam Bieszczady forum https://www.facebook.com/groups/grupa.bieszczady/
Beskid Niski forum https://www.facebook.com/groups/278404572261928/
Polska niezwykła https://www.facebook.com/groups/494010277310428/
Bieszczady noclegi https://www.facebook.com/groups/403982863019427/
Grupa Bieszczady https://www.facebook.com/grupabieszczady

 

Fot. Robert Mosoń Panorama z Korbani

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

..........................

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

..........................

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

................................

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

..........................

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

.......................

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

..................................

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

........................