Zaloguj



Licznik odwiedzin

DziśDziś372
WczorajWczoraj752
RazemRazem1836859
Schronisko na Połoninie Wetlińskiej
Wpisany przez Lucyna Beata Pściuk   

 

Bieszczady to dla wielu Polaków miejsce magiczne. Ponoć tylko raz się do nas przyjeżdża, potem tylko wraca. Coś jest w tych naszych górkach co powoduje, że nie można oprzeć się ich urokowi. Bieszczady to nie tylko piękne krajobrazy, dzikość, kraina ssaków i ptaków puszczańskich, ale także tzw. miejsca kultowe. Jednym z nich jest Połonina Wetlińska i schronisko Chatka Puchatka. To miejsce weszło na trwałe do historii Bieszczadów z racji swojego piękna, łatwej dostępności komunikacyjnej, sieci szlaków itd. Powody można mnożyć. Chatka Puchatka i Połonina Wetlińska jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w Polsce. Jest tym dla Bieszczadów czym Morskie Oko dla Tatr.

 

Fot. Paweł Szymański

 

Schronisko na Połoninie Wetlińskie jest jedynym tak naprawdę górskim schroniskiem w Bieszczadach, pozostałe znajdują się w dolinach. Znajduje się na wysokości, hmmm tu mam problem. Na tablicy przybitej do schroniska podano wysokość 1228 m n.p.m., w niektórych przewodnikach figuruje 1232 m n.p.m. Bliżej mi to tej pierwszej wysokości, gdyż swego czasu na kursie przewodnickim wbito mi do głowy, że słynna Chatka Puchatka zwana niegdyś Tawerną jest na Hasiakowej Skale na 1228 m.

 

Fot. Paweł Szymański

 

Schronisko dysponuje dwoma zbiorowymi salami na około 20 miejsc. To dziwne miejsce, albowiem ma dar "rozciągania się" jak z powieści Bułhakowa. Nie słyszałam, aby kiedykolwiek odmówiono noclegu strudzonemu wędrowcowi. Jest tu i bufet. Standard schroniska jest wprost spartański, bywa, że wiatr hula po wszystkich pomieszczeniach. Nie dziwię się, że jest uznawane w rankingach magazynu "n.p.m." za jedno z najgorszych schronisk w Polsce. Z drugiej strony to miejsce ma swoich miłośników, nie zamieniłabym go na inne schronisko. To legenda Bieszczadów, schronisko jest tym dla naszych gór, czym wieża Eiffla dla Paryża.

 

Fot. Paweł Szymański

 

Schronisko znajduje się na terenie  Bieszczadzkiego Parku Narodowego.  Nie można wprowadzać psów. Pod schroniskiem możemy co najwyżej spotkać prawdziwe piękności, czyli chatkowe koty. Schronisko jest o bardzo niskim standardzie. Nie ma tu elektryczności, nie ma bieżącej wody, nie ma "cywilizowanej toalety". Kibelek na Połoninie Wetlińskiej przeszedł już do historii Bieszczadów. Jest to miejsce specyficzne, tylko najodważniejsi wchodzą tam w sezonie letnim. Może nie przez schronisko, ale obok schroniska przewalają się grube dziesiątki turystów, wielu chce skorzystać z toalety, mają z tym potworne problemy. Przeważnie, gdy goście pytają mnie się o kibelek to mówię: proszę kierować się zapachem. I to jest prawda. W lecie w okolicy tego budyneczku czuć zapach fekaliów.

 

Fot. Paweł Szymański

 

Do schroniska można dostać się kilkoma szlakami, z wielu miejsc. I tak: szlakiem żółtym z Przełęczy Wyżnej;  szlakiem czarnym z Górnej Wetlinki, a następnie żółtym z Przełęczy Wyżnej; czerwonym z Berehów Górnych ; czerwonym ze Smereka; czarnym z Jaworca do Przełęczy Orłowicza, a następnie czerwonym; żółtym z Zatwarnicy na Przełęcz Orłowicza, a potem czerwonym i żółtym z Wetliny do Przełęczy Orłowicza, a potem czerwonym.

 

Fot. Paweł Szymański

 

Schronisko prowadzi legenda tych gór Ludwik Pińczuk. Lutek tak wrósł się w krajobraz Bieszczadów, że prawdę powiedziawszy nie wyobrażam sobie schroniska bez Niego. Wspaniały Człowiek, z dużym dystansem do siebie i świata, z poczuciem humoru jest prawdziwym znawcą tej krainy. Lutka znam od dzieciństwa, prawie od zawsze, był pierwszym i na szczęście jednym Ratownikiem GOPR, który udzielił mi pomocy w górach. Dawno temu, w czasach kryzysu wylosowałam buty u sołtysa. Talon zaniosłam do sklepu, pech chciał, że buty były ciut za małe. Nic to, powędrowałam w nich na szlak. Najpierw bolały stopy, potem bardzo bolało, a następnie czułam tylko gorąc. Po zejściu ze szlaku okazało się, że nogi mam w opłakanym stanie. Lutek rozciął mi buty, opatrzył stopy i zakazał następnych wędrówek. Następnego dnia minę musiałam mieć nietęgą jak koledzy poszli sami w góry. Lutek zmienił zdanie, nałożył mi bandaży na stopy, dał swoje kapcie i zawiózł motorem pod szlak. Takim go zapamiętałam. Nic nie zmienił się. To człowiek przez duże CZ.

 

Fot. Paweł Szymański

 

Andrzej Potocki "Majster Bieda, czyli zakapiorskie Bieszczady" : "W 1952 r. na Połoninie Wetlińskiej wojsko zbudowało posterunek obserwacyjny dla celów obrony przeciwlotniczej. Kiedy opuścili go w cztery lat później , po jakimś czasie zawładnęli nim harcerze z Krakowa, nazwali "Tawerną" i proklamowali tam na górze Rzeczpospolitą Wetlińską. Koczowali po cygańsku, po drewno na opał i wodę schodzili kilkaset metrów w dół, do strefy lasu. Po chleb, marmoladę, tanie wino i kawę zbożową "Turek" to już była prawdziwa wyprawa na piechotę do Cisnej. Romantyzm skończył się , gdy zaczął doskwierać głód i chłód nic dziwnego, że harcerze po kilku latach porzucili "Tawernę". Otwarta na oścież dawała schronienie nielicznym wówczas turystom, którzy znaleźli się na połoninie. Część z nich zachowywała się zgodnie z zasadą: po nas choćby potop. Wyrywali i palili deskami z podłogi i ścian, bo nie chciało im się zejść po drewno do lasu.

 

Fot. Paweł Szymański

 

Lutek przejął to opuszczoną ruderę w 1964 r. trochę na wariackich papierach. Wykalkulował sobie, że wyremontuje i urządzi tam schronisko dla turystów i jednocześnie będzie miał gdzie mieszkać, bo dotychczas jego domem była ziemianka w Berehach Górnych. Prawdziwie pionierskie to było koczowisko  i kto wie, czy nie jedyne takie w Bieszczadach od czasu, kiedy zlikwidowano bunkry upowskie partyzantów. Dogadał się z PTTK-iem w Rzeszowie, który formalnie przejął tę chatę na Wetlisńkiej.

(Polecam artykulik o Berehach, jest i o ziemiance Lutka)

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=52%3Aberehy-gorne&catid=4%3Amiejscowoci-nieistniejce&Itemid=53 Polecam wywiad Inki Wieczeńskiej z Lutkiem Pińczukiem

http://kultura.wp.pl/title,Zycie-nalezy-wyprzedzac,wid,14421178,wiadomosc.html?ticaid=1f69a

 

Fot. Paweł Szymański

 

Naczelnik Bieszczadzkiej Grupy GOPR Krzysiek Dziuban zaproponował mu etat ratownika, na stałym dyżurze, właśnie na Wetlińskiej. Los zaczął się uśmiechać do niego. Na końskim grzbiecie woził na szczyt Wetlińskiej cement i deski niezbędne do remontu "Tawerny". Wymienił wszystkie przegniłe, a była ich większość, belki ścian. Wilczym wprost hartem ducha trwał tam przez kolejne zimy. Latem zbierał jagody, bo z turystów nie dało się wtedy jeszcze wyżyć. Ale były też radośniejsze chwile. [...] W jakiś czas potem Urszula, czyli panna w sukni niebieskiej rozstała się z nim, został z koniem i nadzieją, że jutro będzie lepiej. Zszedł na dobre z Wetlińskiej, zostawiając schronisko Ulce. [...] więc kiedy tylko nadarzyła się taka sposobność, wrócił na Wetlińską, bo właśnie zeszła z niej Ulka. I znów okazało się, że schronisko zastał niemal w ruinie. Postanowił drewniane ściany obmurować zewnątrz kamieniami. Z przełęczy Wyżnej 872 metry ponad poziom morza, końską drogą, przetransportował pod schronisko, będące na wysokości 1228 metrów nad poziomem morza, kilkadziesiąt ton materiałów. Jednym słowem wydźwignął je na ponad 350 metrów w górę. Taki z niego gość! Nawet Syzyf nie piął się tak pod górkę. Z roku na rok schronisko miało coraz większą renomę i coraz bardziej liczniejszych gości. Z roku na rok. Z roku na rok trzeba dowozić więcej wody i jedzenia oraz opału, bo kiedy wojsko budowało tę chatę, nie myślało o takich przyziemnych sprawach, jak źródło wody czy osłona od wiatru. [...] Źródło jest pół kilometra od schroniska, ale ponad sto metrów niżej, przeto zwłaszcza w zimie woda ma tu wyższą cenę niż piwo w mieście.

Kiedy przez kilka dni popada śnieg i wiatr rozhula się wzdłuż grani, wtedy nie raz trzeba wychodzić przez okno w facjacie, żeby odkopać wejście i uwolnić się z tej śnieżnej pułapki. [...]

 

Fot. Paweł Szymański

 

Zamierzał sobie rozbudować schronisko. I znów kilkadziesiąt ton materiałów trzeba było wytaszczyć na tę cholerną górę. Ci w urzędach od nic-nierobienia mówią, że to samowolka budowlana. Że bez pozwolenia, bez planu i nic to, że wszystko zrobili jak się patrzy, na zdrowy chłopski rozum. Tym od nicnierobienia musi grać w papierach, żeby szuflady w biurkach się domykały, a rzeczywistość niech sobie skrzeczy. Rozbudował tak jak zamierzał, bo któż jak nie on wie, jak tu powinno być.[...] Za niewątpliwe zasługi dla turystyki i ratownictwa górskiego uhonorowano go Złotym Krzyżem Zasługi i odznaką "Zasłużony dla GOPR"."

 

Fot. Jernej Prosienecky

 

Andrzej Potocki koloryzuje, Lutek sam nie rozbudowywał schroniska. Przy pierwszej rozbudowie uczestniczył mój Brat, który wraz z Kolegami pracował na Połoninie Wetlińskiej. Rozbudowę prowadził normalny zakład pracy. Pracował tam m.in. mój Brat. Obok schroniu, a raczej stanowiąc nierozerwalną z nim całość znajduje się goprówka. Ratownicy pełnili  tu niegdyś całodobowe dyżury. Nieopodal jest lądowisko dla helikoptera.

 

Fot. Paweł Szymański

 

Polecam

Ścieżka "Połonina Wetlińska" http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=54&Itemid=61

Szlak Przełęcz Wyżna-Połonina Wetlińska http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=158&Itemid=166

Strona schroniska http://5schronisk.bieszczady.pl/polonina.htm

 

Fot. Paweł Szymański

 

Prawdziwą skarbnicą wiedzy o dawnych Bieszczadach są wspomnienia ratowników GOPR zawarte w świetnej książce Edwarda Marszałka "Wołanie  połonin". Do niedawna mieliśmy na Połoninie Wetlińskiej stale czynną  goprówkę. Jak Połonina Wetlińska i GOPR oraz dobra publikacja to musi pojawić się i "Książka dyżurów na Połoninie Wetlińskiej". Oto małe fragmenty polecanej przeze mnie książki.

"Z "Książki dyżurów na Połoninie Wetlińskiej": Dnia 25 czerwca 1966 roku:

- ratownik dyżurny: Ludwik Pińczuk,

- nazwisko, imię i adres poszkodowanego: koń - maści jasny kasztan

-rodzaj urazu: rozcięcie lewej przedniej nogi

- opis wypadku i interwencji: W dniu 25 czerwca zauważyłem konia idącego od strony Smereka przez Połoninę Wetlińską. Podjechałem do niego na swoim koniu i podprowadziłem pod schron. Obejrzawszy  konia stwierdziłem, że jest mocno wycieńczony i ma skaleczoną lewą przednią nogę. Zrobiłem  mu opatrunek (pioktanina),dosypałem mu karmy i w towarzystwie mojego konia puściłem go na trawę.

Książki dyżurów na Połoninie Wetlińskiej": 30 .10.1966 r. Temperatura - 5 stopni C. Opad śniegu 30 cm. Wiatr północno-wschodni, porywisty. Widoczność bardzo słaba. Fakt dla mnie bardzo niepokojący; do schronu nie wrócił  mój koń, którego sprowadziłem na Połoninę! O dziesiątej wyszedłem na poszukiwanie, wróciłem o czternastej, nie napotkawszy żadnego śladu. Bardzo boję się, że mogło się coś stać, dlatego, że karo zawsze, gdy zmarzł albo większy deszcz padał, to przychodził sam. Posuwanie się w terenie bardzo trudne - śnieg puszysty, nastroszona trawa i silny wiatr.

31.10.1966 r. Tem. -5 stopni C, opad śniegu, bardzo silny wiatr. W dalszym ciągu uskuteczniałem poszukiwania konia.

01.11.1966 r. Tem. 5 stopni C, opad śniegu, zamieć. O godz. 9.00 schodzę do Wetliny w celu poszukiwania konia. Śniegu ok. 40 cm, równocześnie potworzyły się zaspy o wys. 1,2  m. W czasie mojej nieobecności na dyżurce przebywa moja współtowarzyszka.

02.11.1966 r. Tem. -2 stopnia C. Bez opadów, wiatr słaby, widoczność dobra. Gdy o godzinie trzynastej wracałem z Nasicznego, w lesie na stoku południowym natrafiłem na ślady konia, poszedłem za nim. Prowadził w kierunku schronu. Przy wejściu n Połoninę powstała dwumetrowa zaspa, której koń nie mógł sforsować. Na całej trasie, jak i w miejscu postoju konia,widać było ślady odgrzebywania trawy spod śniegu, jak i zgryzania pędów malin i młodych pędów drzewek, którymi koń się posilał. Z chwilą, gdy nadchodziłem, koń zarżał z radości, a później tulił uszy."

 

Fot. Paweł Szymański

 

Bieszczady to nie tylko góry ale i ludzie. We wnętrzu schroniska są portrety kilku Bieszczadników (nie cierpię tego mitu zakapioryzmu, jest taki sztuczny i komercyjny) którzy byli związani z Połoniną Wetlińską. Jednym z nich był  Władysław Nadopta, który do bieszczadzkiej kultury wszedł jako Majster Bieda, czyli ten co to:

"Skąd przychodził, kto go znał D G
Kto mu rekę podał kiedy D G A
Nad rowem siadał, wyjmował chleb D A
Serem przekładał i dzielił się z psem fis h
Tyle wszystkiego co z sobą miał A G fis e "

Piękne wspomnienia o Nim snuje Ratownik Jerzy Korejwo w swojej gawędzie "Majster Włodek" zawartej w "Wołaniu z połonin": "Dziś jestem przekonany, że był to pierwszy kontakt Władka z GOPR-em, którego rychło stał się członkiem wspomagającym. Wspierał nas fizycznie w akcjach ratunkowych, wspierał życzliwym słowem i samą swoją obecnością. A miała ona praktyczne znaczenie, bo jego bieszczadzkie życie kręciło się przecież wokół górskich schronisk. Wie, że nie przypadał za swoją bellonow-bukowińską legendą: -"Majster Bieda" jaki ze mnie biedak! - Obruszał się też czasem, gdy zaczynano nieudolnie - jego zdaniem, śpiewać stare, lwowskie przeboje. - A to nie tak szło!  - Mruczał do sąsiadów i próbował prostować melodię czy słowa. Podobno polano mu trumnę wódką... Nie wiem, czy byłby z tego zadowolony. Nie stronił od alkoholu, ale w ciągu wielu lat kontaktów nie zdarzyło się, bym go widział pijanego."

 

Fot. Tomek Pudzianowski

 

Fr. wywiadu z Prezesem Bieszczadzkiej Grupy GOPR Witoldem Tomaką

- Witek czy będzie utrzymana dyżurka na Połoninie Wetlińskiej? O to często pytają się turyści.

- Tak, na razie dyżurka jest utrzymana, ale jest to uzależnione od kilku czynników. Przede wszystkim od natężenia ruchu turystycznego i stanu osobowego ratowników. Gdy w górach są rzesze turystów to jesteśmy i my, aby im spieszyć na pomoc.  Musmyi dotrzeć do poszkodowanego jak najszybciej. W martwym sezonie raczej nie będzie tam stałych dyżurów. Mamy tylko 16 zawodowych ratowników, borykamy się z problemami finansowymi, gdyby nie sponsorzy to nie moglibyśmy działać. Ministerstwo finansuje nas w niewystarczającym stopniu. Na nowe etaty nie ma pieniędzy, poza tym zawodowi ratownicy bardzo mało zarabiają, a wykonują przecież odpowiedzialną, trudną pracę. Na szczęście to pasjonaci, kochają góry, złożyli przysięgę więc trwają na posterunku. Mamy także problem z naborem nowych ochotników. a ci od lat działający w strukturach GOPR nie mogą nam poświęcić zbyt dużo czasu. Kandydaci na członków i ratownicy muszą być wszechstronnie wyszkoleni, non stop douczać się, poza tym dyżury, a to wszystko zajmuje nam masę czasu.

 

 

Fot. Paweł Szymański

Opracowanie Lucyna Beata Pściuk przewodnik górski, pilot wycieczek 502 320 069

Polecam nasze usługi przewodnickie - cena  od 250 zł netto, od 350 brutto  faktura VAT. Programy wycieczki przygotowuję indywidualnie dla każdej grupy dostosowując je do możliwości finansowych i zainteresowań grupy. Proszę o kontakt telefoniczny 502 320 069 Bieszczady i okolice oferują dla grup zorganizowanych multum atrakcji, wśród nich są: wycieczki górskie, wycieczki po ścieżkach dydaktycznych, spacery po górskich dolinach, miejscach cennych przyrodniczo, wycieczki rowerowe, spływy kajakowe  i na pontonach, jazda konna pod okiem instruktora, bryczki, wozy traperskie, prelekcje, pokazy filmów przyrodniczych, diaporam,  warsztaty przyrodnicze, warsztaty kulturowe, warsztaty fotografii przyrodniczej, pokazy ptaków drapieżnych, wizyty w wielu ciekawych miejscach np. hangary na szybowisku w Bezmiechowej, bacówkach z serami Bacówka Nikosa 504 750 254, zwiedzanie muzeów,  galerii, cerkwi i dawnych cerkwi,  ruin, "zaliczanie" punktów widokowych, nawiedzanie sanktuariów, izby pamięci prymasa Wyszyńskiego, spacer po udostępnionych turystycznie rezerwatach, rejsy statkiem  po Jeziorze Solińskim, żaglowanie po Jeziorze Solińskim spotkania z naukowcami, ludźmi kultury, artystami itd. np. przy ognisku, zakup ziół i przypraw u Adama (Numer telefonu do Adama 723 652 669, towar można zamówić drogą pocztową.) itp. Koszt obiadu to w przypadku grup młodzieżowych jest od 15 zł do 25 zł. W tym roku mamy bardzo rozwiniętą ofertę edukacyjną na którą składają się warsztaty i prelekcje: kulturowe, przyrodnicze, związane ze starymi rzemiosłami, fotografii przyrodniczej itd. Cena od 800 zł/grupa warsztaty przyrodniczo-fotograficzne, od 12 zł/os warsztaty pieczenia chleba i proziaków, robienia masła i smażenie konfitur.


 

Polecam

Magia Chatki Puchatka

 

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=238&Itemid=301

 

Fot. Piotr Lisowski

 

My na facebooku

Bieszczady forum https://www.facebook.com/groups/grupa.bieszczady/
Beskid Niski forum https://www.facebook.com/groups/278404572261928/
Polska niezwykła https://www.facebook.com/groups/494010277310428/
Bieszczady noclegi https://www.facebook.com/groups/403982863019427/
Grupa Bieszczady https://www.facebook.com/grupabieszczady

 

Fot. Paweł Szymański

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

.............................

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

........................

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

...................................

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

..........................