Zaloguj



Licznik odwiedzin

DziśDziś535
WczorajWczoraj731
RazemRazem1787132
Łopiennik - bieszczadzkie lasy
Wpisany przez Lucyna Beata Pściuk   

Pasmo Łopiennika i Durnej moim zdaniem warte jest pieśni. Prawie nieznane, niepopularne wśród braci turystycznej, ale magiczne, ciche i spokojne. Można tu wędrować godzinami nikogo nie spotykając na szlaku. To miejsce idealne do chaszczowania, poza parkiem narodowym, ciekawe, zbocza są śmiałe i strome, miejscami wyciskają siódme poty. Jedyny mankament to ten, że Łopiennik i okolice zarasta. Jest coraz mniej punktów widokowych.

 

Fot. Marek Kusiak Łopiennik z Huczwic

 

Pasmo ciągnie się z północnego zachodu na południowy wschód, od Baligrodu poprzez Bukowinę, Dział, Berdo, Durną, Łopienkę aż po dolinę Solinki. Posiada wiele bocznych grzbietów, wśród nich są znany Jawor i Woronikówka zwana niegdyś Walterem, Łopieninkę, Boroło, Horodek, gdzie wg legendy miał mieścić się obronny gródek założony jeszcze za czasów panowania książąt ruskich na naszym terenie. Niewiele osób wie, że Korbania, która jest zwieńczeniem długiego, północno-wschodniego ramienia jest zaliczana do pasma Łopiennika i Durnej.

Łopiennik to najwyższy szczyt pasma, wysokość 1069 m. Na jego szczycie znajdują się: polanka,   bardzo ciekawe wychodnie skalne, krzyż, oraz tablica poświęcona Wincentemu Polowi.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Warto przyjrzeć się nazwom, bywają one skarbnicą wiedzy o naszym regionie. Przeważnie sięgam do książek, dziś zrobię wyjątek i zacytuję maleńkie fragmenciki mapy Wojciecha Krukara - to on ratuje spuściznę po naszych przodkach - "Bieszczady" wydanej przez Ruthenus. Garść toponimów z omawianego przez nas pasma: "Łopiennik - Łopinnyk - nazwa wiąże się z łopianem, ale związek znaczeniowy nie jest jasny. Możliwe, że nawiązuje do 'rozłożystości stoków podobnych do kępy łopianów'. W Beskidzie Wyspowym mamy podobny ononim Łopień.

Woronikówka - nazwa pochodzi z topograficznych map austriackich, ale w powojennej literaturze występuje w wersji zniekształconej "Woronikówka". Nazwa dzierżawcza oznaczająca górę, las przynależny do jakiegoś Worotnika (Wrtonika).

Boroło (Borło) - z prasłowiańskiego borlo "skała". Nazwa jest typowa dla Bojkowszczyzny i nie występuje na zachód od Cisnej".

 

Fot. Robert Mosoń

 

Pasmo jest udostępnione turystycznie. Wiedzie przez nie szlak czarny Przełęcz 928-Przłęcz Orłowicza, odcinek Jabłonki-Łopiennik-Dołżyca, szlak niebieski Baligród - Durna- Łopiennik, czas przejścia ponad 4 godziny, szlak zielony Jabłonki - Berdo, to jeden z najbardziej stromo poprowadzonych szlaków w Bieszczadach, daje w kość, fajnie się zjeżdża z Woronikówki  po błocie, nachylenie stoków przekracza miejscami 30 stopni. Z Łopiennika sprowadzają nas też ścieżki wytyczone przez studentów, wiodą one do bazy w Łopience. Jedna z nich żółta zaczynająca się prawie na samym szczycie Łopiennika jest dobrze oznakowana i warta grzechu.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Łopiennik zapisał się w literaturze. Wspominał o nim Aleksander Fredro w pamiętniku "Trzy po trzy", który nie mógł odżałować, iż nie widział góry. "z gór czarnych kurzyło się wokoło - na co tam zwykli mawiać, że niedźwiedzie piwo warzą, a ta góra podług miejscowego podania ma 24 kondygnacje, a z jej wierzchu widać Lwów." Łopiennik to góra, która uchodzi za pierwszą zdobytą turystycznie w Bieszczadach. Zachowały się pamiętniki Zygmunta Kaczkowskiego zwanego bardem Ziemi Sanockiej. Tak pisze o tej wyprawie:

Było to w sierpniu 1833 roku [...] około godziny piątej. Dom nasz obejmujący niewiele [...] stał na wysokim podmurowaniu... Od północnego wschodu był duży ganek. Kiedyśmy sali na ganku, właśnie wjechało w bramę dwóch jeźdźców na dobrych koniach... Jeden z nich miał krymską burkę na sobie i czerwoną konfederatkę na głowie, a drugi był w kaszkiecie i płaszczu: pierwszym z nich był Pol, a drugim Seweryn Goszczyński. Cokolwiek dalej ku wschodowi widać było wysoką górę, która nazywa się Łopiennik. Pol miał wtenczas lat dwadzieścia sześć, był smukły, miał maniery szlachecko-żołnierskie, cerę twarzy białą i świeżą, wąs ciemny, bardzo ozdobny, oczy piwne łagodnego, ale bardzo świetnego blasku ... miał głos niezmiernie dźwięczny i sympatyczny idący prosto do serca, litery "r" nie domawiał z francuska. [...] O zachodzie słońca przyjechaliśmy do samego podnóża tej góry i tam rozłożyliśmy się obozem. Wieczorem nałożono ogromny ogień z drzew szpilkowych i jałowcowych gałęzi, których ożywczy zapach jeszcze dziś mi się przypomina. Noc spędziliśmy w  szałsach, których nam odstąpili owczarze. Nazajutrz , na dobrą godzinę przed świtem, wstaliśmy, a owczarze poprowadzili nas dalszymi, za to nie bardzo stromymi ścieżkami na sam szczyt Łopiennika. [...]  Nazajutrz po rannym śniadaniu wyprawiliśmy się na Łopiennik. Zamek Leski widzieliśmy jak na dłoni ... Potem Pol zabrał głos i wskazywał nam i opowiadał , gdzie leżą, jak wyglądają wszystkie ziemie Rzeczpospolitej polskiej...Były to pierwsze nuty do "Pieśni o ziemi  naszej" z którą Pol już się nosił od roku...Pol nigdy nie mówił tak pięknie i tak porywająco jak wtedy."

To była wycieczka konna, uczestniczyli w niej: Wincenty Pol, Seweryn Goszczyński, Jerzy Bułharyn, Sylwester Brześciański, Tadeusz Strzelecki i ośmioletni wówczas Kaczkowski.

 

Fot. Beata Kalitan

Jedno z pytań, które padło na egzaminie przewodnickim mniej więcej brzmiało: czy istotnie ze szczytu Łopiennik można było zobaczyć zamek leski? Oczywiście, że tak. Pol podchodził na szczyt jedną z dróg od strony Cisnej, w owym czasie Łopiennik był wykorzystywany rolniczo, prawie bezleśny. Świadczą o tym opisy z przeszłości, nazwy toponomastyczne typu: Barany - polana pod Łopienikiem, Bryszcze, Jaworynka, Koszariszcza, Pid  Borołom itd. - pola pod Łopiennikiem. Łopiennik od Leska w linii prostej dzieli około 30 km, szczyt ma 1069 m wysokości, leski zamek leży na wysokości ok. 350 m, najwyższy szczyt leżący na linii wzroku ma niecałe 750 m, bez żadnych problemów więc mogli dojrzeć Lesko ze szczytu Łopiennika. W chwili obecnej jest to niemożliwe.

 

Fot. Małgorzata Różowicz

 

Na szczycie Łopiennika w 1975 r. w czasie rajdu Szlakiem Sławnych Piór zamontowano tablicę poświęconą Wincentemu Polowi.  Byłam na rajdzie, ale pamiętam to jak przez mgłę. Potem tablica zaginęła, jakaś dobra dusza zaniosła ją do Nadleśnictwa Baligród.

Fot. Janusz Cymerman

 

W 2008 r. na forum Marcin Scelina poruszył problem tablicy. Wysiłkiem Forumowiczów została ona z powrotem zainstalowana na Łopienniku. Zrodziła się nowa świecka, bieszczadzka tradycja, Koledzy corocznie organizują pamiątkowe spotkanie na które przybywa duże grono fanów Łopiennika.

http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/4210-Tablica-na-%C5%81opienniku

 

Fot. Janusz Cymerman

 

Na jednym z ramion Łopiennika znajdowało się schronisko. Kiedyś interesowałam się tym tematem, zdobyłam informacje o pożarze z ust świadków m.in. panów Andrzeja Gąsiorowskiego i Tadeusza Kawulicza, różniły się one od tych powszechnie dostępnych więc pójdę na łatwiznę i zacytuję fragmencik książki z kanonu bieszczadzkiego "Bieszczady Słownik historyczno-krajoznawczy Część 2 Gmina Cisna" : "Schronisko turystyczne na południowym stoku Łopiennika, na lokalnej kulminacji zwanej Horodek. Uruchomione w 1965 r. w drewnianym budynku zbudowanym przez wojsko w latach pięćdziesiątych jako posterunek obserwacyjno-meldunkowy. Pierwszym kierownikiem schroniska był Witold Cygan, drugim - Olgierd Łotoczko, który prowadził je do 1968 r. aż do swojej tragicznej śmierci (zginął w 1976 r. podczas prywatnej wyprawy w Hindukusz. Jego następcy nie potrafili się porozumieć. W 1977 r. jeden z nich po pijanemu zaprószył ogień. Schronisko spłonęło doszczętnie, pozostały tylko fundamenty."

 

Fot. Robert Mosoń

 

Panorama ze szczytu Łopiennika w kierunku na Smerek (zdawałam na nim część egzaminu na przewodnika górskiego beskidzkiego). Od lewej Czerenina i Falowa, za nią Smerek i Połonina Wetlińska, następnie Tarnica i Mała Rawka. Na południu Rożki, Jasło i Okrąglik oraz pasmo graniczne. Na zachodzie Hyrlata i Matragona, na północnym-zachodzie pasmo Chryszczatej i Wołosania.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Warto wiedzieć, że w Cisnej niegdyś znajdowała się hamernia (huta żelaza) należąca do Jacka Fredry, a w Dołżycy była kopalnia, gdzie pozyskiwano darniową rudę żelaza. Usytuowana była Pid Horodkiem, powyżej cerkwi. W górze wydążono poziomą sztolnie z której pozyskiwano syderyt. Ponoć była tak szeroka, że mógł się w niej obrócić wóz zaprzężony w woły. Huta działała w latach 1804-1864. To był potężny zakład ciągnący się na przestrzeni 3 km, rozpoczynał się w Lisznej. Sztolnię znajdowały się w Łopienniku, Małym Jaśle i w Hyrlatej.

Po kopalni nic nie pozostało, tylko legenda mówiąca o tym, że w sztolni ukrywali się młodzi mężczyźni przed poborem. Jednym z nich był Muchajło Ławrowski. Jeszcze kilka lat temu w miejscu po sztolni były piękne łąki, teraz są działki budowlane. W 2015 r. w Cisnej wytyczono ścieżkę spacerową "Nad Sztolnia".

 

Fot. Wacław Salwierz

Łopiennik, łąki górskie, Bieszczady, Wacław Salwierz,

 

Pasmo Łopiennika i Durnej pokryte jest lasami. Niewielka część z nich jest objęta ochroną rezerwatową. Są tu dwa rezerwaty leśne" "Cisy na Górze Jawor" i "Woronikówka". Występują tu lasy bukowo-jodłowe, w których znajdują się cenne skupiska cisów. Niestety, zagrożone, gdyż cis słabo odnawia się i występuje tu niewiele siewek. Pasmo Łopiennika i Durnej jest częścią Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego, http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=91&Itemid=102 będącego otuliną Bieszczadzkiego Parku Narodowego i wraz z BdPN wchodzi w skład Międzynarodowego Rezerwatu Przyrody "Karpaty Wschodnie".

 

Fot. Marek Kusiak Porosty

 

Bieszczadzkie lasy to swoisty fenomen. Prawie każdy wie, że są one cenne, wodo-i glebochronne. Prawie każdy wie, że w naszych górkach jest trochę inny niż na przykład w Tatrach układ piętr roślinno-klimatycznych.  Występują bowiem tylko trzy : pogórza - dolin, regla dolnego i połonin. Nie mamy regla górnego i kosodrzewiny.Historia kładzie się cieniem na naszych lasach. Pod koniec XIX w zaczęto je eksploatować na skalę przemysłową. Mają więc w zdecydowanej większości charakter wtórny. Tylko lub aż  3 % ich  powierzchni to lasy o charakterze naturalnym. Mamy wspaniałe pozostałości po karpackiej puszczy bukowej, starodrzewiu jaworowym, olszynce karpackiej. Dlaczego aż?  Może Was to zdziwi, gdy powiem, że jest to zarazem bardzo dużo,  inne regiony są w takie zasoby  jeszcze uboższe. Kiedyś  mam prawdziwą przyjemność poznawać bieszczadzkie lasy pod okiem leśników i naukowców. Zaczęłam  doceniać i zachwycać się naszymi zbiorowiskami leśnymi przeważnie pod przewodnictwem Marcina Sceliny i Adama Szarego.

 

Fot. Robert Mosoń Buczyna karpacka w podzespole czosnkowym

 

Nasze lasy możemy podzielić na: naturalne, wtórne-nasadzone i na wtórną sukcesję leśną. 83 % powierzchni BdPN stanowią lasy. Zaklasyfikowano tu aż 10 zespołów leśnych (w ich obrębie wydzielono 14 podzespołów). Poszczególne zespoły różnią się składem gatunkowym, siedliskiem i przynależnością systematyczną. Dominuje zespół buczyny karpackiej. Najpiękniej wygląda wiosną, gdyż w jego runie kwitnie bardzo dużo geofitów. To tu można spotkać kwitnące zanim drzewa wypuszczą liście: czosnek niedźwiedzi, żywiec gruczołowaty, żywokost sercowaty, szczyr trwały, marzankę wonną. Buczyna karpacka porasta około 70 % powierzchni naszych lasów. Tworzą ją buk z dodatkiem jodły.

 

Fot. Małgorzata Różowicz

 

Na stromych zboczach można zobaczyć rzadką jaworzynę górską lub jeszcze rzadszą jaworzynę karpacką. W dolinach, wzdłuż potoków rośnie olszynka karpacka. Mamy także olszynkę bagienną np w rezerwacie "Olszyna łęgowa w Kalnicy", który możecie zobaczyć z wielkiej obwodnicy. Oprócz tego występuje olszyna porolna zarastająca niegdsiejsze uprawne pola. W Górach Sanocko-Turczańskich często spotykamy grądy, przeważnie subkontynentalne. Mamy także na bardzo niewielkiej powierzchni dolnoreglowy bór jodłowo-świerkowy. Oprócz tego możemy spotkać sadzone przez leśników w latach 60-70 świerszczyny, jedliny, modrzewiny, sośniny.


Fot. Małgorzata Różowicz

 

Na terenie Bieszczadów można spotkać bardzo ciekawą "formę" buka. Jest o tzw. buczyna pastwiskowa. Tak o tym pisze Edward Marszałek w ciekawej książce "Z karpackich lasów": "Drzewa - szczególnie buki - były celowo okaleczane, by zmusić je do większego urodzaju nasion. Bukiew stanowiła istotny składnik paszy dla bydła i trzody. Obcinane zaś latem gałęzie, suszone z listowiem przechowywano aż do zimy. Dlatego właśnie dziś można spotkać w dolinach buki o niezwykłych kształtach, przypominające karłowatą buczynę z górnej granicy lasu. Jest to tzw. forma pastwiskowa buka."

 

Fot. Marek Kusiak

 

Edward Marszałek wspomina często w swoich książkach o naszych lasach. Pozwolę sobie zacytować  fragmencik jednej z nich. "Ballady o drzewach" : "Znamy wszyscy pieśń biesiadną zaczynającą się od słów: "Pognała wołki na bukowinę, wzięła ze sobą skrzypki jedyne". Oprócz owych "wołków" czyli jak kto woli wołów, w lasach wypasano kozy, które są mniej wybredne, jeśli chodzi o paszę. Nawet zimą można było tu zobaczyć ślady owiec i kóz, które obgryzały korę drzew, gałązki i młode pędy.

 

Fot. Małgorzata Różowicz

 

Gdy obrodziła bukiew , pasano trzodę chlewną. Zbierano wówczas bukiew na zimę; nawet ponad tonę z hektara. Rosnące na pastwiskach pojedyncze, rozłożyste drzewa dawały bydłu zbawczy cień. Drzewa te były często specjalnie okaleczane, co "zmuszało" je do większego urodzaju nasion. Poprzez odłamywanie gałęzi i formowanie koron drzew wykształciła się forma buka "pastwiskowego", którą w górach można spotkać dość często.

 

Fot. Robert Mosoń Żywiec gruczołowaty - buczyna karpacka

 

Z bukowych orzeszków wytwarzano również olej, który na równi z olejem z orzechów laskowych i siemienia lnianego mógł być używany do kraszenia postnych potraw, a nawet smarowania chleba. Bukiew zawiera faginę, związek, który w większych ilościach może mieć działanie toksyczne i halucynogenne, w skutkach podobne do alkoholu.  Natomiast olej z bukwy nie zawiera faginy. "

 

Fot. Małgorzata Różowicz

 

Kilka lat temu Bieszczadami wstrząsnęła wiadomość, że w okolicy Baligrodu, także w masywie Grzebienia Baligrodzkiego jak niegdyś zwano pasmo, obok szlaku niebieskiego znaleziono ludzkie kości. Badania kryminalistyczne wykazały, że to są szczątki żołnierzy, którzy zginęli w czasie I wojny św. Pisałam o tym na brązowym, dzięki m.in. nam złapano hieny cmentarne. Niewiele wiemy o tym straszliwym piekle, które rozegrało się w paśmie Chryszczatej i Wołosania i paśmie Łopiennika w marcu 1915 r. Trwały tu okrutne walki, które pochłonęły tysiące ofiar. Tak o tym pisze w swoich pamiętnikach płk Georg Veith (cytat z "Wielkiej wojny" Dąbrowskiego): "Dnia pierwszego marca przyszła mgła i śnieżyca. Wszelka orientacja staje się niemożliwa, całe pułki błądzą, w rezultacie straty są ogromne; 6 marca nowa zmiana pogody: niebo bez chmur, w dzień odwilż, w nocy zimno do 20 stopni. W następstwie tego obmarzają stoki gór, tak, że każdy atak, nawet bez przeciwdziałania nieprzyjaciela, urasta do roli wyczynu turystycznego. Gdy się to wszystko pokona  kończy się słońce ogrzewające choć trochę w ciągu dnia walczących, a mroźny wiatr północno-zachodni wyciąga z ludzi resztki ciepła. Na całym terenie walki ani jednej kwatery, nikt dniami i tygodniami nie zdejmuje z siebie ubrania, które u wielu zamieniło się w pancerz lodowy. Ziemia zamarznięta na kamień uniemożliwia atakującym okopywanie się przed ogniem nieprzyjacielskim. Straty wzrastają ogromnie: ranni, których wysyłka jest niemożliwie trudna, giną masami Ludzie wyczerpani przez wielotygodniowe walki i braki nie mogą nawet w nocy myśleć o śnie, bo oznacza on natychmiastową śmierć przez zamarznięcie. Dnia 10 marca przeszła burza śnieżna: atak utknął, całe linie tyrarierskie pokrył raz na zawsze śnieżny całun. Piechota stanęła bez osłony przed przeszkodami, wznoszonymi przez nieprzyjaciela: gros artylerii było ciągle jeszcze o 3-4 marsze za frontem. Mimo to wojska wytrzymały; mimo meldunków dowódców, zapewniających od tygodni o ich zupełnym wyczerpaniu, wytrwały w tym białym piekle."

 

Fot. Robert Mosoń Wystawa z okresu I wojny św. w baligrodzkiej cerkwi

 

Może przybliżę ten temat posługując się dość kontrowersyjną książką Juliusza Batora "Wojna Galicyjska" : "Jednocześnie z walkami w Beskidzie Niskim toczyły się ciężkie boje w Bieszczadach. Główne uderzenie miała przeprowadzić rosyjska 8. Armia, zasilona większością sił rozwiązanej 11 Armii. Natarcie w Bieszczadach ruszyło w ostatnich dniach marca 1915 roku. Jedna z dywizji przerzuconych na front karpacki z Przemyśla przebiła się głęboko wciętą doliną Prowczy pomiędzy masywami Połonin Wetlińskiej i Caryńskiej. Dna dolin nie obsadzono, pozycje obrońców były położone znacznie wyżej na grzbietach i głównego przeciwnika Rosjan stanowili nie żołnierze wrogiej armii, lecz głęboki, kopny śnieg. 30 III wojska rosyjskie dotarły do Nasicznego, obrona austriacka pękła i już 1 IV Rosjanie zajęli Ustrzyki Górne i Wołosate. Pozycje na połoninach Austriacy oddali bez walki 2 i 3 IV; główną linię obronną stanowiło teraz pasmo graniczne. Tymczasem oddziały rosyjskie z Wołosatego ruszyły na południowy-wschód, zdobyły Przełęcz Bukowską u stóp Rozsypańca (1280 m) i parły dalej ku przełęczy Użockiej; dopiero silny węzeł obronny na szczycie Opołonka (1028 m) zdołał zatrzymać ich natarcie. Rosjanie ominęłi wówczas pozycję austriacką, zeszli dolinami Halicza i Negrylowa ku Sanowi, po czym nocą 10 IV zaatakowali Uzsok, który jednak wojska austro-węgierskie utrzymały i nie dopuściły do rozwinięcia natarcia dalej na południe. 11 IV wojska carskie zdobyły Beniową, spaloną miesiąc wcześniej na skutek ostrzału artyleryjskiego, i Sianki. Nie udało się im jednak rozwinąć natarcia z przełęczy Beskid Wołosadzki na południe , w celu przecięcia doliny Ungu i biegnącej wzdłuż niej linii kolejowej. Uniemożliwiła im to zacięta obrona przez wojska carsko-królewskiej panującej nad przełęczą góry Menczył (1008), nie zdobytej mimo wielokrotnych szturmów.Nie powiodło się również natarcie w zachodniej części Bieszczadów. Wojska rosyjskie zdobyły tutaj Wolę Michową, górę Szczołb i Głęboki Wierch, opanowując w tym rejonie główny grzbiet Karpat. 4 IV Rosjanie zajęli Cisnę i uderzając Doliną Roztoczanki, po ciężkich walkach zajęli przełęcz nad Roztokami, przeszli ją i opanowali Zemplenoroszi i Nagypolan. 9 IV zdobyli Wysoki Groń (905 m). Jeszcze 20 IV dotarli w rejon na południe od góry Dzurkowiec (1188), zajmując Runinę. Do 14-20 IV w zależności od odcinka natarcie rosyjskie wygasło. Zacięta, wręcz rozpaczliwa obrona wojsk carsko-królewskich, wykrwawienie wojsk rosyjskich i wciąż trwająca niezwykle śnieżna zima sprawiły, że cel operacji ponownie nie został osiągnięty. Ofensywa kwietniowa, nazywana w historiografii wielkanocną, była ostatnia w zimowej kampanii."[...]

 

Fot. Robert Mosoń

 

Rezultaty: Krwawe zmagania zwane zimowymi bitwami karpackimi trwały trzy miesiące, nie przyniosły żadnej ze stron pożądanego rozstrzygnięcia. Za to straty w nich poniesione należały do najcięższych dla obu stron walczących w ciągu całej wojny. Z armii austro-węgierskiej od 1 I do 30 IV ubyło 700 000 ludzi, z czego 1/3 stanowili zabici, inwalidzi i jeńcy. Do tego doliczyć należy jeszcze załogę Przemyśla. Straty ludzie Rosjan, usiłujących wyrównać luki wyposażenia, były daleko większe. Sama bitwa wielkanocna, trwająca zaledwie 5 dni, kosztowała ich 40 000 poległych i rannych. Choć nie udało się nigdy zestawić dokładnych statystyk, szacuje się, że we wszystkich bitwach karpackich Rosja utraciła 1 200 000 ludzi.

Za tę straszliwą cenę osiągnięto niewiele. Rosjanie wymusili kapitulację Przemyśla, co wykorzystali w pełni propagandowo zarówno u siebie, jak i za granicą, lecz militarne znaczenie tego sukcesu było niewielkie. Zdołali też, przy niezmiernie dużych stratach w ludziach i sprzęcie, opanować skrawek Górnych Węgier na południe od Przełęczy Dukielskiej, który do niczego im się ostatecznie nie przydał.

Stona austro-węgierska za cenę życia tysięcy swoich najwierniejszych i najlepszych poddanych zdołała utrzymać wszystkie najważniejsze przejścia w Karpatach i oswobodzić niewielki południowo-wschodni fragment Galicji oraz większość Bukowiny, które stanowiły najbiedniejsze i najbardziej zacofane ze wszystkich krajów monarchii."

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska Łopienka u stóp Łopiennika

 

Pasmo Łopiennika i Durnej to znakomite miejsce do obserwacji przyrodniczych, można tu poruszać się pozaszlakowo, wędrować po przepastnych jarach, gdzie zawsze spotykamy coś ciekawego. W przestrzeni wirtualnej rozmawiałam z Miłośnikiem okolicy, który stwierdził iż Łopiennik przede wszystkim kojarzy Mu się z przebiśniegami, rośnie ich tu multum. I to prawda. Można tu także bardzo często spotkać wawrzynki wilczełyko.

 

Fot. Robert Mosoń Wawrzynek wilczełyko

 

Mi osobiście kojarzy się z łanami czosnku niedźwiedziego, w czasie wegetacji zejście ze szczytu ścieżką w kierunku bazy w Łopience przekształca się w niezapomnianą symfonię zapachów. Dominuje czosnkowy, w tym miejscu schodzi z górki na pazurki w terenie przeważnie mokrym, więc należy szczególnie uważać i delektować się czosnkową wonią.

 

Fot. Robert Mosoń Czosnek niedźwiedzi

Bieszczady, Łopiennik, czosnek niedźwiedzi

 

W rozmowie o której wspomniałam  padło świetne i jakże obrazowe sformułowanie: salamnadrogodzina. Sądzę, ze ono idealnie odzwierciedla sytuację na Łopienniku, to dosłownie zagłębie salamander, bardzo ciekawych płazów. Uwielbiam je obserwować, poruszają się jak zwierzaki z okresów prehistorycznych. Polecam http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=177&Itemid=183

Fot. Marek Kusiak Salamandra plamista

 

Pisząc o Łopienniku nie można nie wspomnieć o bazie studenckiej w Łopience. Wpisała się ona w historię bieszczadzkiej turystyki. Kilka słów o niej skreśliła Zuza Gaińska - chatarka

Studencka Baza Namiotowa Łopienka to jedno z najbardziej urokliwych miejsc noclegowych w Bieszczadach. Z dala od cywilizacji, bez prądu, zasięgu GSM, bez samochodów. Do Łopienki trafiają przede wszystkim wytrawni turyści z plecakami, kochający piesze wędrówki po górach. Kto raz trafił do bazy ten już zawsze będzie tak planował swoje wędrówki, żeby chociaż na jedną noc znaleźć się znów w Łopience.
SBN Łopienka oferuje:
- miejsca noclegowe w namiotach bazowych oraz pole namiotowe (cena noclegu 6 PLN, zniżki dla członków PTTK) - solidną wiatę z murowanym piecem, na którym każdy może sobie przyrządzić posiłek oraz solidne stoły, ławy i klimatyczny kominek
- miejsce na ognisko
- najczystszy kibelek w Bieszczadach
- wygodną łazienkę w strumieniu (tylko zimne kąpiele)
- atrakcje turystyczne: odbudowana cerkiew unicka z drugiej połowy XVIII wieku, piękne trasy wycieczkowe na Korbanię, Łopiennik, dobry punkt startowy wycieczek (godzina marszu do przystanku PKS w Polankach lub ok. 1,5 godziny marszu do przystanku PKS w Dołżycy)
SBN Łopienka prowadzona jest przez Akademicki Klub Turystyczny działający przy SGGW w Warszawie.
Więcej informacji o bazie tutaj: http://www.lopienka.pl/ i tutaj https://www.facebook.com/lopienka

 

Fot. Robert Mosoń

 

Łopiennik i całe pasmo jest cenne pod względem przyrodniczym. Znajduje się na terenie Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego będącego otuliną Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Park narodowy wraz ze swoją otuliną wchodzi w skład Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery "Karpaty Wschodnie". Całość transgranicznego rezerwatu wchodzi po stronie polskiej do Europejskiej Sieci Ekologicznej Natura 2000. Jest tu specjalny obszar ochrony ptaków i specjalny obszar ochrony siedlisk Bieszczady.

 

Fot. Robert Nowakowski Krogulec

 

Opracowanie Lucyna Beata Pściuk 502 320 069

Polecam nasze usługi przewodnickie - cena  od 250 zł netto, od 350 brutto  faktura VAT. Programy wycieczki przygotowuję indywidualnie dla każdej grupy dostosowując je do możliwości finansowych i zainteresowań grupy. Proszę o kontakt telefoniczny Lucyna Beata Pściuk przewodnik górski i turystyczny, pilot wycieczek 502 320 069 Bieszczady i okolice oferują dla grup zorganizowanych multum atrakcji, wśród nich są: wycieczki górskie, wycieczki po ścieżkach dydaktycznych, spacery po górskich dolinach, miejscach cennych przyrodniczo, wycieczki rowerowe, spływy kajakowe  i na pontonach, jazda konna pod okiem instruktora, bryczki, wozy traperskie, prelekcje, pokazy filmów przyrodniczych, diaporam,  warsztaty przyrodnicze, warsztaty kulturowe, warsztaty fotografii przyrodniczej, pokazy ptaków drapieżnych, wizyty w wielu ciekawych miejscach np. hangary na szybowisku w Bezmiechowej, bacówkach z serami Bacówka Nikosa 504 750 254, zwiedzanie muzeów,  galerii, cerkwi i dawnych cerkwi,  ruin, "zaliczanie" punktów widokowych, nawiedzanie sanktuariów, izby pamięci prymasa Wyszyńskiego, spacer po udostępnionych turystycznie rezerwatach, rejsy statkiem  po Jeziorze Solińskim, żaglowanie po Jeziorze Solińskim spotkania z naukowcami, ludźmi kultury, artystami itd. np. przy ognisku, zakup ziół i przypraw u Adama (Numer telefonu do Adama 723 652 669, towar można zamówić drogą pocztową.) itp. Koszt obiadu to w przypadku grup młodzieżowych jest od 15 zł do 25 zł. W tym roku mamy bardzo rozwiniętą ofertę edukacyjną na którą składają się warsztaty i prelekcje: kulturowe, przyrodnicze, związane ze starymi rzemiosłami, fotografii przyrodniczej itd. Cena od 800 zł/grupa warsztaty przyrodniczo-fotograficzne, od 12 zł/os warsztaty pieczenia chleba i proziaków, robienia masła i smażenie konfitur.

 

Fot. Robert Mosoń Łopiennik z przełęczy Hyrcza

 

Polecam Ciśniańsko-Wetliński Park Krajobrazowy

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=91&Itemid=102

Chrońmy bieszczadzkie lasy

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=242&Itemid=305

Z dzieckiem w Bieszczadach wspomnienia chatarki z pobytu

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=234&Itemid=297

 

Fot. Marek Kusiak


 

Ciekawa fotorelacja http://andrzej-banach.eu/szlaki-turystczne/bieszczady/lopiennik/

https://www.facebook.com/pages/Robert-Moso%C5%84-Fotografia/649693821756143

 

Fot. Marek Kusiak

 

My na facebooku

 

Fot. Robert Mosoń Trop rocznego niedźwiedzia