Zaloguj



Licznik odwiedzin

DziśDziś215
WczorajWczoraj920
RazemRazem1854412
Radziejowa
Wpisany przez Lucyna Beata Pściuk   

 

Niewiele wiem o Radziejowej, nieistniejącej wsi położonej w okolicach Korbani, w dolinie górnej Wołkowyjki, przy drodze wiodącej z Baligrodu do Wołkowyi. Pamiętam swój pierwszy pobyt w tej okolicy. Byłam wtedy dzieckiem nieznającym dziejów Bieszczadów. Zabrano mnie w bezludną okolicę, gdzie można było zobaczyć pozostałości po spalonych domach, kwitnące sady i zapuszczone resztki przydomowych ogródków. Te klimaty przeszły do historii, po dawnej wsi niewiele pozostało. Obecnie możemy  zobaczyć tylko na wzgórzu cerkwisko otoczone wiankiem drzew i kilka zapomnianych mogił oznaczonych krzyżami. Gdybyśmy wiosną pochaszczowali po okolicy to może jeszcze mielibyśmy okazję  napotkać szczątki fundamentów.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska Panorama z Lipowca

 

Radziejowa powoli staje się coraz bardziej popularna wśród chaszczaków i tzw. zwykłych turystów. Ci ostatni trafiają do niej dzięki wyremontowanej, godnej polecenia drodze Baligród-Wołkowyja. Uwielbiam tę trasę, panoramy powalają na kolana zarówno jak jedzie się w kierunku Baligrodu, cudowny widok na tzw. Grzebień Baligrodzki, jaki  w drugą stronę. Moim zdaniem jeszcze piękniejsza panorama na Radziejową otoczoną zewsząd lasami, a na horyzoncie bieszczadzkie połoniny.  No i te brody-mostki, kierowcy autokarów mówią, że jeszcze z podobnymi nie spotkali się.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska


Radziejowa została lokowana na prawie wołoskim w dobrach Balów. Kiedy? Tego nie wiemy. Tak o tym pisze Adam Fastnacht w "Osadnictwie ziemi sanockiej w latach 1340-1650": "Natomiast większość tutejszych osad pojawia się w XVI w. W przeważnej części dorzecza Solinki, należącej do Balów, największy postęp osadnictwa dokonał się w pierwszej połowie XVI w, prawdopodobnie u jej schyłku. Spis podatkowy z r. 1552 wymienia szereg nieznanych poprzednio wsi, mianowicie: Rybne, Wola Górzańska, Radziejowa..."

 

Fot. Robert Mosoń Panorama na Smerek

 

Pierwotnie mogła nazywać się Radziowe lub Radzieiowe.  W podziale dóbr po zmarłym w 1576 r.  Matiaszu Balu  Radziejową otrzymuje Piotr. Oprócz niej w skład jego włości wchodzi Stężnica z folwarkiem, Łopienka, Tyskowa, Wola Symkowa, Górzanka z folwarkiem, Huczwice, Łubne i Rabe. W 1589 r. jest wzmiankowana w rejestrze poborowym. O dalszym losie wsi nie znalazłam zbyt dużo informacji. W 1640 r. w rejestrze podatkowym jest wzmiankowana jako część latyfundium Adama Bala, jest tu zachowane kniaziostwo - sołectwo na 1 łanie.

 

Fot. Mariusz Strusiewicz Pluszcz

 

Andrzej Potocki pisze w przewodniku "Wokół bieszczadzkich zalewów" "Nazwa pochodzi od staropolskiego imienia Radziej. W 1623 r. została spustoszona przez Tatarów budziackich. Zapewne wówczas część zabudowań spalono. Pod koniec XIX w. 508- morgowy folwark należał do Antoniego Tyszkowskiego. Wówczas wieś liczyła 219 mieszkańców. Drewnianą cerkiew filialną pw. św. Mikołaja wzniesiono w 1900 r. w miejsce starszej. Uposażenie parocha wynosiło 14 morgów."


Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

W okolicach Radziejowej kwaterowała UPA. Tak o tym pisze Iwan Dmytryk w niezbyt godnej polecenia książce pod redakcją Bogdana Huka "Za to, że jesteś Ukraińcem Wspomnienia z lat 1944-1947":

"Kureń otrzymał rozkaz oczyszczenia z sowieckich partyzantów góry Kiczera. Przez Stężnicę poszliśmy do Radziejowej. Stężnica była w połowie spalona przez bolszewików za to, że ludność odmówiła dostarczania żywności. Chłopi opowiadali, jak Sowieci wrzucali ludzi w płomienie, a wielu rozstrzelali. Za Radziejową zagłębiliśmy się w milczący las. Pod nogami przesuwających się jak cień żołnierzy trzeszczały suche gałązki. Góra była stroma, skały zasłaniały widok, lecz stanowiły zarazem ochronę przed wrogiem. [...] Linią podano rozkaz: ostrożnie do przodu, wróg jest blisko! Nagle wystrzeliły karabiny maszynowe i automaty. Upadliśmy na ziemię i zaczęliśmy się czołgać do przodu. Strzelanina się wzmogła. Na prawym skrzydle grzmiał huraganowy ogień naszych karabinów, włączały się również miotacze min. Jeden za drugim wybuchały granaty. [...] Nasz atak trwał, mimo że łączność z dowództwem często była przerywana. Wreszcie na jakiejś polanie ujrzeliśmy koliby i stojących wokół nich ludzi. Ostrzelaliśmy ich. Jakaś kobieta (!) puszczała w naszą stronę długie serie z pepeszy i zachęcała swoich do kontrataku. Jednak nikt jej nie słuchał, zamiast iść do przodu , bolszewicy chowali się lub uciekali. Stało się tak chyba po tym, jak zorientowali się we własnych stratach. Widok liczniejszego, a mimo to uciekającego wroga od razu podniósł nas na duchu. Akurat udało się nawiązać kontakt z resztą oddziałów. Dotarła wiadomość o zdobyciu granatnika, rusznicy przeciwpancernej, kilku diegtiarów i karabinów. Nagle w obozie bolszewików nastąpił wybuch, od którego zadrżała ziemia, strzelanina na chwilę ucichła, zdawało się, że nastał koniec walki. Nasi strzelcy jakby  już zapomnieli o wrogu, zaczęli szukać uzbrojenia i amunicji. A wtedy niespodziewanie po linii podano rozkaz: "odwrót".  Nastąpiło zamieszanie, odwrót najpierw odbywał się w szyku, lecz potem wszyscy zaczęli bieg, jak stado owiec. Nikt nie wiedział, co się stało, dlaczego padł sygnał do wycofania się. Biegliśmy przed siebie , pozostawiając słabszych z tyłu. Zaczęło mi brakować tchu. Odwrót przyniósł pierwszych zabitych i rannych [...] Bolszewicy dostrzegli nasz bezładny odwrót w kierunku Radziejowej, Tyskowej i Woli Górzańskiej, więc wzmogli ogień. Dzięki Bogu powoli ściemniało się, więc była nadzieja, że jakoś pozbędziemy się bolszewików, zawzięcie depczących nam po piętach. Nie starczało sił, trzeba było nieść rannych, karabiny i amunicję. W ręce wroga wpadł nasz obóz w Radziejowej. Uratowaliśmy tylko kilka koni i trochę zapasów."

 

Fot.  Ewa Dudzińska-Szybowska Panorama z Lipowca

 

Okolica jest cudna, pod względem przyrodniczym interesująca. To teren Ciśniańsko-Wetlińskiego Parku Krajobrazowego. Sięga tu także sieć Natura 2000. Polecam pięknie wydaną i bardzo ciekawą książkę "Obszary NATURA 2000 na Podkarpaciu" pod redakcją Doroty Rogała i Agnieszki Marceli wydaną przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Rzeszowie. Fragment wstępu: "Europejska Sieć Ekologiczna to spójna sieć obszarów chronionych w całej Unii Europejskiej. Tworzy się ją w celu zachowania różnorodności biologicznej typowej dla danych regionów,  w szczególności zaś wybranych gatunków roślin i zwierząt oraz siedlisk przyrodniczych. Zgodnie z ustawą o ochronie przyrody obszary Natura 2000 stanowią jedną z dziesięciu form ochrony przyrody w Polsce. Obszary Natura 2000 to nie rezerwaty przyrody ani "skanseny",  lecz miejsca, gdzie staramy się pogodzić gospodarowanie człowieka z troską o przyrodę, tzn. tak działać, rozwijać gospodarkę, funkcjonować, aby zachować wartości przyrodnicze. To niełatwe zadanie jest szczególnym wyzwaniem na Podkarpaciu, bowiem obszary Natura 2000 zajmują blisko jedną trzecią powierzchni województwa, a przyroda jest wyjątkowa w skali Polski i Europy. "

 

Fot. Robert Mosoń 

 

Niestety jest dewastowany przez miłośników quadów i terenówek. Cześć dawnej wsi należy do ośrodka wypoczynkowego specjalizującego się w organizowaniu  tego rodzaju imprez. Tu na szczęście jeszcze nie ma szlaków. Można chaszczować, wędrować bez celu może nie godzinami, ale tutejsze  przestrzenie są bez mała bezkresne. W pobliżu przebiegają tylko szlaki wytyczone w 2014 r. przez Nadleśnictwo Baligród. Nie lubię turystyki niszczącej przyrodę, to niestety w tej okolicy jest chlebem powszednim, dlatego też polecam programy współpracującego z nami ośrodka Unitra w Polańczyka. Wśród nich jest zarówno wędrówka jak i przejażdżka wozami konnymi. Polecam trasę wiodącą do Łopienki.

 

Fot. Małgorzata Różowicz

 

W sezonie wypasane były tu stada owiec. Kilka lat temu  miałam dość emocjonujące spotkanie z pasterskimi psami. Prowadziłam grupę dzieciaczków zero-1 klasa. W połowie drogi spotkałam stado owiec i kóz nadzorowane tylko przez potężne psy mieszańce. Przez moment nie wiedziałam jak mam się zachować. Bałam się o dzieci. Potem zagrał instynkt. Dwie alfy: przewodniczka i suka szły ze swoim stadem ku sobie patrząc sobie w oczy. Gdy zbliżyłyśmy się na około 5 m sunia odwróciła oczy w bok i sprowadziła stado ze środka drogi na pobocze. Ja zrobiłam to samo. Dwa grupy bezkolizyjnie, "bez słów" przeszły obok siebie. Dzieciaki były zachwycone tak bliskim kontaktem ze zwierzętami.

Po co tam poszliśmy? Nadleśnictwo Baligród miało w Radziejowej zagrodę adaptacyjną dla koników polskich. Był tu realizowany program reintrodukcji tych koni rasy prymitywnej, potomków tarpana. Jedno stado zostało sprowadzone z Belgii i Holandii (tam żyły w nadmorskich solnych mokradłach). Drugie to poskupowane po okolicznych wsiach koniki. Znakomicie się zaaklimatyzowały. Wydały  potomstwo. Jedna część stada została wypuszczona na wolność. Bardzo dobrze sobie radziły. Same znajdowały sobie pożywienie, potrafiły bronić się przed drapieżnikami, w tym niedźwiedziami. Miały służyć przede wszystkim jako "ekologiczne kosiarki", uchronić krainę dolin przed wtórną sukcesją leśną. Pięknie sobie z tym radziły, widziałam jakie spustoszenie czyniły wśród samosiejek drzew. Niestety, hodowla z przyczyn ponoć formalno-prawnych została zlikwidowana przez Lasy Państwowe. A szkoda, koniki polskie tak pięknie się tam prezentowały.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska Nieczynna bacówka


Radziejowa przynależała do parafii w Górzance. Była tu cerkiew filialna, pozostało cerkwisko. Tak o niej pisze Stanisław Kryciński w "Cerkwiach w Bieszczadach":

"Radziejowa (Radewa)

Cerkiew filialna, pw. św. Mikołaja Cudotwórcy. Ostatnia cerkiew drewniana, zbudowana w 1900 lub 1904 r na miejscu starszej, odnowiona w 1937 r.  Spalona przez Wojsko Polskie (wraz z cała wsią) podczas wysiedleń (1946 r. ?). Zachowane trzy kute, żelazne krzyże wieńczące cerkiew i pozostałości kamiennej podmurówki. Parafia istniała tu do 1800 r. do śmierci ostatniego proboszcza Joana Dobriańskiego.

Cmentarz cerkiewny, zdewastowany. Jest tu pięć ziemnych mogił z krzyżami metalowymi lub drewnianymi. Wokół cmentarza wieniec starych drzew."

 

Fot. Małgorzata Różowicz


Kilka lat temu na naszej facebookowej grupie Bieszczady jeden z Kolegów wrzucił zdjęcie Radziejowej, powstała pod nim dyskusja o granicach etnograficznych. Radziejowa była wsią zamieszkałą przez górali ruskich zwanych Bojkami. Bardzo ciekawa, zachowawcza grupa etnograficzna zamieszkująca Bieszczady cechująca się przywiązaniem do tradycji, pielęgnująca obyczaje, które korzeniami często sięgały pogaństwa, na nawet prawa ruskiego stworzonego przez księcia ruskiego  Jarosława Mądrego (na Bojkowszczyźnie np. dziedziczył gospodarkę najmłodszy syn, z tym zwyczajem walczyli austriaccy urzędnicy). Zajmowali się tradycyjnym uprawianiem ziemi i hodowlą. Byli w bardzo dużej mierze samowystarczalni, rodzina produkowała wszystko na własne potrzeby łącznie z ubraniami, sprzętem domowym itd. W każdym domu był warsztat stolarski, tkacki, olejarnia. Dominowały tu domy jednotraktowe, gdzie pod jednym bardzo wysokim krytym dachem nakrytym strzechą były: izba sień, komora, boisko, stajnia, a czasem i szopa. Taka chyża miała czasami nawet i 20 m długości. Bojkowszczyzna zaczynała się według etnografów polskich od Bystrzycy Sołotwińskiej na dzisiejszej Ukrainie, a kończyła na wielkim dziale etnograficznym, czyli paśmie Chryszczatej i Wołosania oraz grupie Hyrlatej i Rozsochy. Na południu granica biegła granicą znajdującą się w Paśmie Granicznym, północna była dość płynna i przyjmuje się iż biegła najpierw doliną Sanu, a potem pasmem Żukowa. Na północy Bojkowie graniczyli z Dolinianami grupą rusko-polską, był to region wieloetniczny i wieloreligijny, gdyż obok rzymokatolików i grekokatolików żyli Niemcy, Żydzi, Cyganie, Ormianie.

 

Fot. Robert Mosoń

 

W jakich okolicznościach Radziejowa przestała istnieć trudno mi powiedzieć. Nie znalazłam wiarygodnych informacji kiedy nastąpiły wysiedlenia i przez kogo osada została spalona. Część autorów przewodników pisze o wojsku polskim, część, że działa zniszczenia dokonały zarówno Polacy jak i UPA. Kiedy to było? Tego też nie wiemy. W publikacjach naukowych i popularno-naukowych nic nie znalazłam.

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska

 

Janusz Kłos tak pisze na ten temat w "Krajobrazie nieistniejących wsi": "Wczesną wiosną 1947 r. polskie wojsko spaliło wieś, aby zmusić ludność do jej opuszczenia. Mimo to część mieszkańców wróciła i zamieszkała w ocalałych murowanych piwnicach, nadal uprawiając swoje pola. Ostatecznie deportowano ich 25 maja. Drewniana cerkiew z 1900 r. spaliła się przypadkowo w latach sześćdziesiątych."

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska Radziejowa

 

W latach 50. w Bieszczadach zaczęły powstawać PGR-y. Radziejowa została włączona do filii PGR (lub najpierw do filii PBROL) w Średniej Wsi z siedzibą w Stężnicy. Inne filie były w Żernicy i Jabłonkach. PGR w Średniej Wsi  przez pewien czas pozostawał w gestii Ministerstwa Sprawiedliwości. Czy w Stężnicy był ozet tego nie wiem. Mam obiecaną pracę magisterską dotyczącą gospodarstw rolnych prowadzonych przez więziennictwo, jak ją otrzymam to coś skrobnę na ten temat. Hodowano tu bydło. W latach 70-tych sekcja jeździecka przy PGR w Średniej Wsi organizowała tu rajdy konne. Teren ten naprawdę jest wymarzony do tego celu.  Po upadku gospodarstwa rolnego obszar m.in. Radziejowej został sprzedany przez Agencję Nieruchomości Rolnej, powstaje w Stężnicy potężny, jak na Bieszczady, ośrodek wypoczynkowy. Musze przyznać, że byłam pod wrażeniem, gdy go po raz pierwszy zobaczyłam. Czapki z głów, ruinę popegeerowską pięknie przekształcają w  niezłą posiadłość.

 

Fot.  Małgorzata Różowicz

 

Okolice Radziejowej to wprost wymarzone miejsce do obserwacji przyrodniczej. Można spotkać stada jeleni, sarny, czasami dziki, tropy wilków. Ponoć jest i ryś. To świat węży, niestety mimo iż jest to okolica niezamieszkała to ciągle spotykam ich trupki. Przeważnie leżą pomordowane zaskrońce, czasami żmije. To idealne okolice do ornitologicznych obserwacji. Wykoszono łąki otoczone przez lasy to teren polowań wielu drapoli. Okoliczne lasy i wykoszone pola to rajdla grzybiarzy. Można tu spotkać nie tylko borowiki, kozaki, gołąbki, ale także rydze. Ponoć nigdzie już w takiej ilości nie występują jak u nas. Nie przepadam za tymi grzybami, ale bardzo podobają mi się przyleśne łąki i polany pokryte kobiercami rydzy. Pięknie wyglądają takie rude plamy na tle zieleni  wśród jodeł. Pewnego razu zbuntowałam się jak przyjeżdżałam z grupą autokarem przez wierzchołek Lipowca. Otaczało nas mnóstwo kań, goście robili zdjęcia i podziwiali panoramę, a ja zbierałam grzyby. W ciągu kilku minut mieliśmy z tego co pamiętam trzy duże reklamówki. Problem zaczął się w ośrodku, kucharz nie chciał nam przyrządzić grzybów z powodów formalnoprawnych. Kilka zabrałam do domu, resztę rozdaliśmy

 

Fot. Marek Kusiak Kania

 

W Radziejowej jest jeden z ostatnich wypałów węgla drzewnego w kraju. Niestety, znikają z krajobrazu retorty, które niegdyś nadawały charakter nie jednej bieszczadzkiej dolinie, a życie na wypale przeszło dzięki m.in. opowiadaniom panu Janickiego do polskiej literatury. Prawa rynku są bezlitosne, nasz węgiel drzewny jest dobry jakościowy ale droższy od namiastek.  O złotych latach wypału pisze Edward Marszałek w książeczce "Z karpackich lasów" wydanie I: "Z końcem lat 70-tych w Bieszczadach przestały dymić mielerze, a ich miejsce zajęły stalowe retorty zaprojektowane w 1980 roku w SGGW. Mają kształt cylindra o wys. 2,65 m i średnicy 2,8 m, wykonane są ze stali o grubości  5 mm. Ich zaletą jest możliwość przewożenia w dowolne miejsce i używane niemal z marszu bez przygotowania terenu. Ta metoda okazała się najmniej pracochłonna, podnosiła wydajność procesu zwęglania o ok. 30%. Duże znaczenie ma też bezpieczeństwo pracy. W latach 90-tych zapanowała moda na węgiel drzewny. Lesiste doliny Bieszczadów i Beskidu Niskiego zasnuł dym z retort. Dla nadleśnictw oddalonych od rynków zbytu drewna było to prawdziwe wybawieniem z kłopotów. Wypały nie tylko umożliwiły przerób najmniej wartościowego drewna, dawały pracę, której głód odczuwa się tutaj szczególnie. Dp roku 2000 w 14 nadleśnictwach działały już  43 firmy zajmujące się zwęglaniem drewna. W ich bazach dymiło 467 retort. Zapotrzebowanie na surowce rosło, w roku 2000 osiągnęło 132,6 tys. m3. Stanowiło to aż 40 % całej oferty drewna stosowego nadleśnictw. Dodam, że ceny (w 1999 r. średnio 57 zł na m3), przy niskich kosztach pozyskania i zrywki zapewniały nadleśnictwom opłacalność tego handlu. Dawało to możliwość przebudowy drzewostanów na gruntach porolnych, gdzie dominuje olcha szara. Bezpośrednio przy wypale pracowało 300 osób, co w warunkach bieszczadzkich ma ogromne znaczenie".

 

Fot. Ewa Dudzińska-Szybowska Wypał węgla drzewnego

 

Opracowanie Lucyna Beata Pściuk przewodnik górski, pilot wycieczek 502 320 069

Polecam nasze usługi przewodnickie - cena  od 250 zł netto, od 350 brutto  faktura VAT. Programy wycieczki przygotowuję indywidualnie dla każdej grupy dostosowując je do możliwości finansowych i zainteresowań grupy. Proszę o kontakt telefoniczny 502 320 069 Bieszczady i okolice oferują dla grup zorganizowanych multum atrakcji, wśród nich są: wycieczki górskie, wycieczki po ścieżkach dydaktycznych, spacery po górskich dolinach, miejscach cennych przyrodniczo, wycieczki rowerowe, spływy kajakowe  i na pontonach, jazda konna pod okiem instruktora, bryczki, wozy traperskie, prelekcje, pokazy filmów przyrodniczych, diaporam,  warsztaty przyrodnicze, warsztaty kulturowe, warsztaty fotografii przyrodniczej, pokazy ptaków drapieżnych, wizyty w wielu ciekawych miejscach np. hangary na szybowisku w Bezmiechowej, bacówkach z serami Bacówka Nikosa 504 750 254, zwiedzanie muzeów,  galerii, cerkwi i dawnych cerkwi,  ruin, "zaliczanie" punktów widokowych, nawiedzanie sanktuariów, izby pamięci prymasa Wyszyńskiego, spacer po udostępnionych turystycznie rezerwatach, rejsy statkiem  po Jeziorze Solińskim, żaglowanie po Jeziorze Solińskim spotkania z naukowcami, ludźmi kultury, artystami itd. np. przy ognisku, zakup ziół i przypraw u Adama (Numer telefonu do Adama 723 652 669, towar można zamówić drogą pocztową.) itp. Koszt obiadu to w przypadku grup młodzieżowych jest od 15 zł do 25 zł. W tym roku mamy bardzo rozwiniętą ofertę edukacyjną na którą składają się warsztaty i prelekcje: kulturowe, przyrodnicze, związane ze starymi rzemiosłami, fotografii przyrodniczej itd. Cena od 800 zł/grupa warsztaty przyrodniczo-fotograficzne, od 12 zł/os warsztaty pieczenia chleba i proziaków, robienia masła i smażenie konfitur.

 

Fot. Robert Mosoń

 

Polecamy

Bukowiec

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=267&Itemid=333

Terka

http://www.grupabieszczady.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=193&Itemid=200

 

..